Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Dariusz Parkitny: Celem jest podjęcie próby awansu do ORLEN Ligi

Dariusz Parkitny: Celem jest podjęcie próby awansu do ORLEN Ligi

fot. archiwum

W pierwszoligowym zespole z Ostrowca Świętokrzyskiego szykują ekipę na przyszłe rozgrywki. Szkoleniowiec siatkarek AZS-u WSBiP KSZO Ostrowiec Św. jest zadowolony z transferów, jakie udało się przeprowadzić w przerwie między sezonami.

Gdy rozpoczynałeś pracę w Ostrowcu Św., nie miałeś łatwego zadania, bo czasu nie było zbyt dużo, a w zespole sporo było luk na wielu kluczowych pozycjach. Trudno było zbudować kadrę na miarę czwartego miejsca w I lidze?

Dariusz Parkitny:Niedawno usiedliśmy z prezesami i zastawialiśmy się, co jest łatwiejsze, czy montowanie zespołu tak znienacka, na szybko, czy wtedy, gdy mamy dużo czasu i możliwości, a ceny, jakich żądają zawodniczki, tak skaczą, że ciężko się prowadzi te rozmowy. Tak naprawdę nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. To, co zrobiliśmy przed ubiegłym sezonem, okazało się trafne. Na pewno mieliśmy w tym też sporo szczęścia, bo pozyskanie dziewczyn i stworzenie z nich zespołu, który zgra się fajnie od strony mentalnej, jest bardzo ciężkie. To była trochę taka „łapanka”, ale wypaliła. Nie jest to dobre i nie należy się takich metod trzymać. Ta sytuacja dała mi i prezesom „popalić”. Nie można montować zespołu na „wariackich papierach”, bo to jest trudne, nie ma zbyt wielkiego pola do manewru. Teraz sytuacja jest diametralnie inna i mam nadzieję, że uda nam się zbudować mocny zespół.

Poza Martą Szafraniak i Agatą Węgiełek, które nie miały zbyt wielu okazji, by pokazać się na boisku, pozostałe transfery można uznać za trafione.



Można tak powiedzieć, choć kontraktując je, nie mogliśmy do końca powiedzieć, co to są za dziewczyny. W zasadzie tylko Agę Starzyk znałem od wielu lat, bo nie jest to zawodniczka anonimowa, a z tych, które pozyskaliśmy, chyba najbardziej doświadczona. Nie zgodzę się jednak z opinią, że transfery Szafraniak czy Węgiełek były niepotrzebne, dlatego podziękowałem już za wkład wniesiony w ubiegły sezon i Marcie, i Agacie, i Ewie Świerszcz, i Ali Stefańskiej. Zresztą Ala to największe pozytywne zaskoczenie końcówki sezonu. Nikt na nią nie stawiał, ale dla mnie od pierwszych zajęć była pełnowartościową zawodniczką na przyjęciu. Na wszystkich treningach, sparingach byłem z niej bardzo zadowolony. Nie ma co się zastanawiać, czy była pierwszą, drugą, czy trzecią przyjmującą, bo dopiero w czasie ligi to wszystko wychodzi. Niemożliwym jest mieć 12 zawodniczek takich samych. Wiadomo, że nie wszystkie miały szansę grania. Pozostałe wnosiły jednak do drużyny bardzo dużo na treningu. Kibic widzi tylko mecze i tylko poprzez ich pryzmat ocenia zawodniczki, a w meczu grają te, które mają zdobywać punkty. Te, które pomagają w treningu i dają od siebie dużo serca, są może mniej widoczne, ale ja muszę im podziękować, bo ich rola również jest bardzo ważna.

Kto zasłużył w twojej ocenie na tytuł MVP sezonu w drużynie AZS-u WSBiP KSZO?

W ubiegłym sezonie mieliśmy osiem nowych zawodniczek, z czego 4-5 w wyjściowej „szóstce”. To jest bardzo dużo, dlatego potrzebowaliśmy czasu na zgranie. Żoli (Katarzyna Brojek – przyp. red.) pierwszą cześć sezonu miała trochę taką w kratkę, ale od stycznia prezentowała się super. Myślę, że to właśnie ona była takim najmocniejszym ogniwem zespołu. Wyróżnić na pewno należy także Gosię Ślęzak i Agę Starzyk. One grały bardzo równo i bardzo dobrze. Nie zapominajmy też o rozegraniu, bo Natalia Piekarczyk ze swojej roli wywiązywała się znakomicie. Na początku wszyscy docieraliśmy się, ale później nie miałem już do niej żadnych zastrzeżeń. Każde decyzje meczowe Natalii były udane, bardzo dobrze wykorzystywała Kasię Brojek. Zasada jest prosta – jedna promuje na boisku drugą.

Wasza polityka transferowa polega na wymianie najsłabszych ogniw w zespole? Jakie cele stawiacie sobie przed nowym sezonem?

Tak, na tej zasadzie chcemy budować drużynę na nowy sezon. Zobaczymy, czy damy radę sprostać wymaganiom finansowym, bo niektóre dziewczyny żądają za grę kwot trochę takich z „kosmosu”. Mogą się trafić zespoły, które je wezmą. Każdy się w jakiś sposób liczy z pieniędzmi, ale niektórzy mają ich więcej. Niektórzy ukrywają swój budżet. Na pewno będziemy walczyć o najwyższe cele, na pewno będziemy mieć zespół personalnie mocniejszy. Jak to się uda scalić, czy inne drużyny aspirujące do gry o awans będą miały potencjał porównywalny do naszego, czy może wyższy, tego jeszcze nie wiemy. Na pewno wykonaliśmy tu już fajną robotę i zaskoczyliśmy wszystkich dobrym wynikiem. Sami sobie w ten sposób podnieśliśmy poprzeczkę, ale liczymy się z tym i wcale od tego nie uciekamy. Miniony sezon dał nam wszystkim dużo do myślenia i na pewno zarówno te dziewczyny, które z nami zostały, jak i te, które do nas dojdą, dadzą z siebie wszystko, by osiągnąć założony cel. Tym celem jest podjęcie próby awansu do ORLEN Ligi. Wszyscy tego chcemy, ale trzeba do tego podejść spokojnie, umiarkowanie i z dużym szacunkiem do pozostałych zespołów. Chemik Police miał w ubiegłym sezonie budżet na poziomie 3-4 milionów i to się tam w trakcie sezonu cały czas zwiększało, więc oni mogli otwarcie mówić o awansie. Jedynka Aleksandrów Łódzki również miała spore pieniądze, a graliśmy przecież z nimi jak równy z równym w play-off. Gdyby nie kontuzje, naprawdę mieliśmy duże szanse na wygraną z Jedynką. Budżety są różne, my na szczęście mamy w miarę stabilny i tego się trzymamy, nie patrząc na innych.

Ubiegły sezon został w zasadzie zdominowany przez Chemika Police. Przed nowymi rozgrywkami takiego zdecydowanego faworyta nie widać i być może otwiera się niepowtarzalna okazja, by skutecznie włączyć się do walki o awans.

W sporcie nigdy nie można wykalkulować czegoś, co jeszcze się nie stało. Ja w tych sprawach zawsze jestem trochę delikatny. Na tę chwilę zdecydowanego faworyta ligi nie widać, ale jest też sporo niewiadomych. W tej chwili czekamy wszyscy na to, co się wydarzy w Murowanej Goślinie, bo po wywiadach, które można było w ostatnim czasie przeczytać, do sponsorowania wraca Piecobiogaz. Dołączyć ma do nich też sponsor, który kiedyś wspierał siatkówkę w Poznaniu, gdy zdobywano tam medale. Może się okazać za tydzień czy dwa, że będą tak mocni, jak Chemik. Nie wiemy do końca, co będzie z krakowskimi drużynami oraz w Rzeszowie. Mocno wzmacnia się zespół z Torunia. Na tę chwilę trudno powiedzieć, jak będą wyglądać te zespoły po okresie transferowym. My robimy swoje. W ubiegłym sezonie pokazaliśmy, że mimo trudnej sytuacji można zmontować zespół na dobrym poziomie.

W siatkówce kobiecej, obok umiejętności czysto sportowych, ważną rolę odgrywa również mentalność. Niesnaski w szatni mogą najmocniejszy zespół rozbić od środka. Pod tym kątem też lustrujecie kandydatki do gry w AZS-ie WSBiP KSZO?

To prawda, u mężczyzn nieporozumienia rozwiązywane są inaczej i szybko. U kobiet jest trochę inaczej. Przymierzając nową zawodniczkę do zespołu, próbujemy przeprowadzać taki wywiad. Nie możemy sobie pozwolić na kupowanie przysłowiowego „kota w worku”. Charakter jest bardzo ważnym czynnikiem i chyba najważniejszym u kobiet. Ta chemia, rozmowa, współdziałanie, brak zazdrości, wspólny marsz w obranym kierunku potrafią zdziałać dużo. Praca wykonana na treningach musi zostać pokazana na boisku, a jak będą zgrzyty między dziewczynami, to mogą być z tym duże problemy. Ogromna jest tu zatem rola i moja, i kapitan, i całego zespołu, żeby złączyć się fajnie w jedną jednostkę. W minionym sezonie nam się to udało i próbujemy tą drogą iść dalej. Nie możemy mieć jednak pewności, że wszystko się tak dobrze poukłada.

Na jakie pozycje szukacie jeszcze wzmocnień?

Jesteśmy w trakcie rozmów z zawodniczkami na rozegranie i atak, bo to są takie dwie pozycje, które nam pozostały do obstawienia. W ciągu kilku dni musimy się zdecydować, bo nie ma co odwlekać tych spraw do lipca, żeby wakacje mieć spokojne, a w sierpniu pełną parą rozpocząć przygotowania. Do końca czerwca chcemy mieć domkniętą 12-osobową kadrę.

To będzie koniec wzmocnień czy pozostawiacie sobie jakąś „furtkę”, by w ostatniej chwili jeszcze zakontraktować jakąś zawodniczkę, która będzie wartościowa, a pod koniec okienka transferowego obniży swoje wymagania?

Może tak się zdarzyć, bo na daną chwilę warunki stawiają wysokie, ale tak jak już mówiłem, gdzieś przecież muszą grać. Taką furtkę pozostawią sobie pewnie również inne kluby. Te newralgiczne pozycje muszą być jednak obstawione wcześniej, bo nie można do końca czekać z zakontraktowaniem rozgrywającej czy przyjmującej. Na tę chwilę nie mogę zadeklarować, czy nasza kadra będzie liczyć 12, 13 czy 14 zawodniczek.

Czy rynki zagraniczne również są przez ostrowiecki klub brane pod uwagę? Plotki niosą wieść, że do drużyny przymierzana jest zawodniczka ciemnoskóra.

Zastanawiamy się. Sprawa jest otwarta i cały czas jesteśmy w trakcie rozmów. Kilka dziewczyn zgłosiło się na pozycji atakującej. Ta opcja z zawodniczką zagraniczną, może ciemnoskórą, może byłaby ciekawa, bo byłaby to nowość w Ostrowcu Św., być może przyciągająca na trybuny kibiców. Jeśli przeskoczymy barierę rozmów z menadżerami i będą to kwoty dla nas do zaakceptowania, to być może w naszej drużynie znajdzie się miejsce dla zawodniczki ciemnoskórej.

Menadżerowie, których w ostatnim czasie pojawiło się sporo – również w I lidze – bardzo popsuli siatkarski rynek? Czy jest to trochę też taki przesadzony mit?

To jest temat dla mnie trudny do rozmów, bo ci menadżerowie często są moimi kolegami, dlatego nie chciałbym tego w zły sposób przekazać. Takie jest chyba prawo wolnego rynku, że menadżerowie próbują coś na tym ugrać dla siebie. Naturalne, że mają z tego profity, dlatego koszt zatrudnienia zawodniczek wzrósł. Czasami jest to niewiele więcej, czasami sporo. Rozmowy z jednymi menadżerami są bardziej spokojne i otwarte, a z innymi bardzo ciężkie. Te wysokie wymagania finansowe to jednak tylko teoria, bo te dziewczyny przecież muszą gdzieś pójść i na pewno pójdą. Dla klubów byłoby łatwiej, gdyby rozmowy toczyły się bezpośrednio z zawodniczkami, bo wtedy koszty byłyby mniejsze.

Jest jeszcze szansa na zakontraktowanie dobrej zawodniczki z pominięciem tego pośrednika, jakim jest menadżer?

Oczywiście, że jest. Nam się to udało. Obie środkowe, które do nas przyszły, nie mają swojego menadżera. Basia Bawoł, z którą rozmawiamy, również jest pozbawiona tego „obciążenia”. Moje prywatne zdanie jest takie, że dobra zawodniczka poradzi sobie sama, choć ci najlepsi z absolutnego topu też mają swoich menadżerów. To jest taka nowa forma w polskiej siatkówce, która daje zawodniczce więcej swobody i wolnego czasu dla siebie, bo menadżer za nią wszystko załatwi. Są jednak przykłady, które pokazują, że bez menadżera też można, nie przerywając wakacji, prowadzić skuteczne negocjacje. W dzisiejszych czasach wystarczy przecież usiąść do drukarki czy komputera z internetem, wysłać umowę i po wszystkim. Pokazała to Natalia Piekarczyk, która rok temu z naszą drużyną związała się podczas wypoczynku w Turcji.

źródło: kszo.info

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-06-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved