Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Ryszard Bosek: Nie ma co myśleć o finale

Ryszard Bosek: Nie ma co myśleć o finale

fot. archiwum

- Mówiłem już po pierwszych dobrych wynikach trenera Anastasiego, że zobaczymy, jak będzie mu szło w trzecim roku pracy - twierdzi były szkoleniowiec reprezentacji Polski, a obecnie dyrektor sportowy AZS-u Częstochowa, Ryszard Bosek.

Optymiści chcą wierzyć, że w tym roku poświęciliśmy Ligę Światową, by zrobić wszystko inaczej niż przed rokiem, kiedy wielka forma przyszła za wcześnie. Ale i oni pamiętają, jak Anastasi zapewniał, że dobrze przygotuje zespół i na teraz, i na wrześniowe mistrzostwa Europy.

Ryszard Bosek:Cykl przygotowań w tym roku jest zupełnie inny. Po Lidze Światowej będą dwa tygodnie przerwy, wszyscy wyjadą na wakacje. Samo przygotowanie do tych rozgrywek miało według trenera nie kolidować z przygotowaniami do mistrzostw Europy. Cóż, teraz zostaje nam tylko mieć nadzieję, że do mistrzostw wszystko wróci do normy, że forma przyjdzie. Wiemy, że nasz zespół potrafi grać. Teraz nie gra dobrze, nie ma pewności. Jakieś tryby są zasypane piaskiem, ale trudno powiedzieć jakie, kiedy nie jest się wewnątrz ekipy.

Może Anastasi powinien powiedzieć, co się dzieje, zamiast ograniczać się do stwierdzenia „wiem, że nie gramy tak dobrze jak przed rokiem”?



Nie chcę mówić za niego i nie wierzę też, że ktoś go zmusi do mówienia. Czytałem, że rozmawiać z nim ma prezes Przedpełski. Ale on przecież nie ma magicznej różdżki, więc nie machnie nią na Anastasiego i go nie zmieni. Sam trener powinien wyciągnąć wnioski, dobrze by było, żeby się wypowiedział, wytłumaczył, że np. zespół dużo trenował i dlatego po zawodnikach widać brak świeżości. Cała ekipa trenerska jest na tyle doświadczona, że powinna wiedzieć, co się dzieje i coś zrobić. Muszą, bo po zawodnikach widać chęć do walki, ale widać też, że im się to wszystko nie układa. Skoro nie było do tej pory żadnych oświadczeń trenera, że źle trenują, że się do czegoś nie przykładają, to trener powinien powiedzieć, dlaczego jest jak jest, kiedy zawodnicy go słuchają i robią, co im każe.

Gdyby Anastasi zdobył się na szczerość, powiedziałby, że do tej pory nie wyciągnął swoich podopiecznych z dołka, w jaki wpadli po Londynie?

Myślę, że zawodnicy jeszcze to przeżywają. Przed igrzyskami głośno mówili, że czują się mocni i celują w złoto. Wszyscy w nie wierzyliśmy po tym, jak wygrali Ligę Światową. Ta olimpijska porażka na pewno zburzyła morale. Teraz trzeba wrócić do młodzieńczego entuzjazmu. Mamy młodych chłopaków, którzy muszą przestać się przejmować odpowiedzialnością, jaka na nich ciąży, rozwinąć się, grać tak jak wtedy, gdy Anastasi zaczynał u nas swoją pracę. Trzeba pomyśleć tylko o graniu, odzyskać nadzieję, nie analizować sytuacji.

Wierzy pan, że za kilka miesięcy będziemy mieli powtórkę z roku 2009, kiedy w Lidze Światowej bili nas Finowie, a na mistrzostwach Europy my biliśmy wszystkich, czy raczej spodziewa się pan, że powtórzy się sytuacja z roku 2010, kiedy zespół się zaciął, za co Daniel Castellani zapłacił utratą posady?

U nas tak się to wszystko układa, że po dwóch dobrych latach, w trzecim roku pracy trenera kadra ma dziwny kryzys. Tylko mój zespół nie zdążył mieć kryzysu, bo wcześniej zostałem wyrzucony (śmiech). Ten słaby trzeci rok to moim zdaniem problem, nad którym trzeba się pochylić, urządzić debatę wewnątrz związku, żeby znaleźć powody. Ja swoje teorie mam, ale ich nie ogłoszę.

Dlaczego?

Bo to są moje teorie, a nikt nie reaguje, kiedy próbuję wcześniej zadzwonić dzwoneczkiem na alarm. Mówiłem już po pierwszych dobrych wynikach trenera Anastasiego, że zobaczymy, jak będzie mu szło w trzecim roku pracy.

Uważa pan, że każdy nowy trener za mocno eksploatuje zawodników na początku swojej pracy?

Nie o to chodzi. To nie jest dobry moment, żeby na ten temat dyskutować. Teraz najważniejsze jest, żeby drużyna się odbudowała, a wnioski dotyczące takich kryzysów powinien wyciągnąć Wydział Szkolenia. Zostawmy to, nie dramatyzujmy, bądźmy z zespołem, bo ciężkie treningi muszą w końcu zaowocować. Forma przyjdzie. Jeżeli stanie się to na mistrzostwach Europy, wygramy je albo chociaż staniemy na podium, to łatwiej przełkniemy porażkę w Lidze Światowej. Mistrzostwa Europy będą dla nas dużo ważniejsze, zwłaszcza że przecież w części odbędą się w Polsce. A za rok zorganizujemy mistrzostwa świata, które będą dla nas najważniejszą imprezą od wielu lat.

Rozumiem, że nie jest pan zwolennikiem wykonywania nerwowych ruchów?

Ja za to nie odpowiadam, teorii jest mnóstwo, w pewnych środowiskach popularna jest teoria mówiąca, że po trzech latach pracy trenera warto wymienić. Ale ja na to nie mam wpływu, więc wolę nie zabierać głosu.

Sam pan wraca do tematu – może, znając naszych siatkarzy, wie pan, że lubią zmiany na stanowisku trenera?

Nie, oni na pewno nie mają dosyć trenera. Do tej pory pokazywali, że mają zaufanie do szkoleniowców. To nie ten powód. Problemu trzeba szukać w ich głowach. Ale o tym warto mówić, kiedy jesteśmy na fali, a nie teraz, kiedy im nie idzie, bo to byłoby szkodliwe.

* rozmawiał Tomasz Jachimiak (sport.pl)
* więcej w serwisie sport.pl

 

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-06-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved