Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Maciej Zajder: Mówią do nas „asy z Trefla”

Maciej Zajder: Mówią do nas „asy z Trefla”

fot. Lotos Trefl Gdańsk

Maciej Zajder w minionym sezonie w Politechnice Warszawskiej był jednym z wyróżniających się graczy. - W trakcie meczów jestem zawodnikiem od czarnej roboty - mówił, opowiadając też o atmosferze w Treflu Gdańsk i kadrze B oraz o jej celach.

W siatkarskim świecie nie jesteś anonimową postacią. Czy mógłbyś jednak przybliżyć swoją osobę tym kibicom LOTOSU Trefla, którzy nie znają cię bliżej? Kim jest Maciej Zajder jako siatkarz? Co uznajesz za swój największy sukces w dotychczasowej karierze?

Maciej Zajder: – Moim sukcesem z pewnością jest to, że gram w PlusLidze. Rywalizacja o miejsce jest tu ogromna, bo do tej pory w lidze występowało zaledwie dziesięć drużyn. Mimo to, udało mi się w tej najwyższej klasie rozgrywkowej zadebiutować i utrzymać przez cztery sezony. Z tego jestem na pewno bardzo zadowolony. Kibice, którzy mnie nie znają, na pewno szybko znajdą okazję, by mnie poznać. Jestem bardzo otwartym człowiekiem, lubię kontakt z fanami i w ogóle z ludźmi. Na pewno po meczach chętnie znajdę chwilę czasu, by porozmawiać i podsumować nasze mecze. Mam nadzieję, że w tym sezonie będzie jak najwięcej okazji, by podsumowywać wygrane spotkania.

W świadomości przeciętnego kibica ligowej siatkówki nie zaliczasz się pewnie do tej ścisłej czołówki polskich środkowych. Tymczasem rzut oka w twoje statystyki z zeszłego sezonu pokazuje, że np. w statystyce punktowego bloku na set w PlusLidze ustąpiłeś jedynie Piotrowi Nowakowskiemu.



– W trakcie meczów jestem zawodnikiem od czarnej roboty. Może nie jestem najbardziej efektownym siatkarzem, ale w mojej ocenie całkiem efektywnym. To przekłada się na statystyki. W bloku czuję się bardzo mocny i wydaje mi się, że właśnie po to trener Panas ściągnął mnie do Gdańska. Życzyłbym sobie, żeby w nadchodzącym sezonie być nawet wyżej niż na tym drugim miejscu. Co do przynależności do czołówki polskich zawodników na mojej pozycji, trzeba też zwrócić uwagę na to, że w Polsce – na złość dla mnie, ale z korzyścią dla wszystkich kibiców i reprezentacji – mamy na środku prawdziwe bogactwo. Jest w kim przebierać i spokojnie można by obdzielić naszymi środkowymi ze trzy drużyny narodowe. Na mecze Ligi Światowej nie pojechał Łukasz Wiśniewski i Grzesiek Kosok. I o czym my tu możemy rozmawiać? Każda reprezentacja życzyłaby sobie takich zawodników i nie jest łatwo się przebić.

Po transferze twoim, Krzysztofa Wierzbowskiego, a także trenera Panasa w niektórych mediach oraz komentarzach internautów pojawiło się sporo głosów, że „Politechnika przenosi się do Gdańska”. Czy ty też odbierasz to tak, że LOTOS Trefl zastawił jakieś szczególne „sidła” na warszawskich graczy?

– Na pierwszy rzut oka może to tak wyglądać, ale jest to po prostu przemyślana polityka transferowa klubu i świadoma decyzja trenera, by brać siatkarzy sprawdzonych i o których trener wie, że są pracowici i waleczni. W Warszawie każdy z nas udowodnił te cechy. Mimo problemów finansowych i organizacyjnych zawsze prezentowaliśmy dobry poziom sportowy. Wydaje mi się, że to zadecydowało o zainteresowaniu nami.

Trener Panas oceniając nowych zawodników, w każdym przypadku podkreślał właśnie waszą pracowitość. Czy faktycznie czujesz się tytanem siatkarskiej pracy?

– Tytan pracy? Fajnie to brzmi (śmiech). Wychodzę z założenia, że można albo coś robić dobrze, albo nie robić tego wcale. Kiedy jestem na treningu, staram się dawać z siebie wszystko i to przynosi efekty. Z roku na rok czuję się pewniejszy i lepszy, właśnie dzięki temu, że ciężko pracuję. Nie uważam siebie za wybitnie utalentowanego zawodnika. Większość rzeczy musiałem po prostu wypracować, wypocić na hali. Może taka jest charakterystyka również innych siatkarzy, którzy trafiają do LOTOSU Trefla w tym sezonie. Trener chce mieć gwarancję, że na treningach nigdy nie będziemy się oszczędzać.

Kolejnym elementem, który pojawia się w niemal każdej wypowiedzi nowych członków gdańskiej drużyny, jest sformułowanie „tworzy się tutaj fajny zespół”. Każdy z was to podkreśla, ale tak naprawdę o stworzenie tego „fajnego zespołu” musicie zadbać właśnie wy – zarówno nowi zawodnicy, jak i ci, którzy zostali po poprzednim sezonie. Czy stworzycie drużynę, która sprosta oczekiwaniom – tak waszym, jak i kibiców?

– Na pewno ciąży na nas duża odpowiedzialność. LOTOS Trefl jest zespołem, który – prócz ligowych potentatów – najbardziej zdominował okienko transferowe, odważnie sięgając po kadrowiczów. Zdajemy sobie sprawę, że w związku z tym oczekiwania kibiców będą duże. Mówiąc o „fajnym zespole” sam miałem na myśli przede wszystkim to, że wiem, czego mogę się tu spodziewać po kolegach z drużyny. Większość zawodników siebie zna, wiemy, jakie mamy charaktery i jakimi jesteśmy ludźmi poza boiskiem. Na pewno łatwo będzie się do siebie dopasować i nie będzie żadnych problemów w szatni. Jeszcze lepsza atmosfera przyjdzie, kiedy dojdą do tego dobre wyniki sportowe. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

Istotna w tym wszystkim jest też chyba osoba trenera Panasa.

– Tak, to był argument, który przechylił szalę na korzyść Gdańska. Jest on bardzo dobrym fachowcem, ale przede wszystkim jest bardzo spokojny, opanowany i zrównoważony. Wiemy, czego się po nim spodziewać. Nie ma nigdy z jego strony jakichś nagłych, nieprzemyślanych decyzji, wszystko jest logiczne i sensowne. Dlatego właśnie zawodnicy tak chętnie z nim współpracują.

LOTOS Trefl zdominował skład drużyny na Uniwersjadę – ćwierć kadry stanowią żółto-czarni, do tego dochodzi osoba trenera. Czy na zgrupowaniu rozmawiacie już o nowym sezonie PlusLigi?

– Tak, mówią do nas „asy z Trefla” albo „o, kolejny gdańszczanin!” (śmiech). Rozmawiamy, zastanawiamy się trochę, jak to będzie. Ale nie mówimy tylko o Gdańsku, omawiamy transfery, oczekiwania i możliwości wszystkich drużyn ligowych. To naturalne tematy w tym środowisku.

W kadrze też tworzycie „fajny zespół”?

– Oczywiście, na treningach jest element rywalizacji, ale przy tym jest dość wesoło i luźno. Zdajemy sobie jednak sprawę, że są granice, których nie należy przekraczać i mimo że bywa śmiesznie, to poświęcamy się przede wszystkim ciężkiej pracy. Mam nadzieję, że jej efekty zobaczymy w Kazaniu na uniwersjadzie.

Trener Panas niedawno w rozmowie z nami zapowiedział, że jedziecie tam po złoty medal.

– Bo nie ma sensu zakładać, że jedziemy tam zająć – nie wiem – piąte miejsce. Cele muszą być jak najwyższe. Graliśmy dwa sparingi z drużyną Rosji, która przyjechała w bardzo mocnym składzie. To nie byli jacyś „studenci”, tylko zawodnicy, którzy regularnie grają w swoim kraju. Zespół gospodarzy na pewno będzie jednym z faworytów turnieju. Pierwsze spotkanie było bardzo wyrównane, nieszczęśliwie przegrane przez nas, trochę na własne życzenie. Pokazaliśmy jednak, że potrafimy z nimi grać. Na uniwersjadzie również będziemy udowadniać, że nie boimy się Rosji, Brazylii czy jakiejkolwiek innej drużyny. Jedziemy po to, żeby wygrywać, a realnym celem będzie przywiezienie z Kazania medalu.

W 2009 roku brałeś już udział w uniwersjadzie. Tam skończyło się na siódmym miejscu. Czego zabrakło tamtej drużynie? Czy obecny skład można jakoś porównać do tamtego?

– Wydaje mi się, że drużyna, która teraz przygotowuje się do startu w Kazaniu, jest silniejsza. Większość stanowią zawodnicy, którzy na co dzień występują w pierwszych szóstkach swoich zespołów. W Belgradzie mieliśmy perspektywiczny zespół, ale bez doświadczenia, które mogło przydać się w walce o coś więcej. Siódme miejsce w tamtych okolicznościach było przyzwoitym wynikiem.

Jak wygląda teraz rywalizacja na pozycji środkowego w kadrze B?

– Prócz mnie w składzie są jeszcze Piotr Hain i Karol Kłos. Nasza trójka na pewno pojedzie na uniwersjadę. W jakim zestawieniu wyjdziemy na pierwszy mecz, to już będzie tylko zależało od trenera. Jakiej decyzji by nie podjął, będzie to dobra decyzja, bo mamy tak wyrównany zespół – nie tylko na środku, ale też na innych pozycjach – że żaden skład nie będzie tu zaskoczeniem.

Jak spędzicie ostatnie dni przygotowań do uniwersjady? Kadra żeńska swoją formę sprawdzi na Pucharze Jelcyna. Czy wy też planujecie jakieś sparingi?

– Nie, my teraz mamy swój „Puchar Trzech Dni Wolnego” (śmiech). Po bardzo ciężkim ostatnim okresie treningów, w którym dodatkowo we znaki dawały się wysokie temperatury, teraz przez trzy dni mamy wolne. W przyszłym tygodniu znów spotykamy się w Spale, a bodaj dwa dni przed wylotem do Rosji przyjeżdżamy do Warszawy, by tam jeszcze potrenować.

Chociaż uniwersjada przeznaczona jest dla studentów, nikt chyba nie traktuje jej jako akademickiej imprezy i okazji do zabawy? Wszyscy podchodzą do niej w stu procentach na serio?

– Kiedy pojechałem do Belgradu, byłem zdziwiony, jak ogromne jest to przedsięwzięcie. W końcu to druga największa impreza sportowa na świecie, po igrzyskach olimpijskich. Szkoda byłoby ją potraktować niepoważnie, pojechać tam w celach turystycznych czy imprezowych. Jeżeli będzie dobry wynik, to pewnie i na przyjemności znajdzie się czas, ale do ostatniego meczu nie będzie mowy o żadnym odpuszczaniu.

Jedna uniwersjada za tobą, na drugą jedziesz już za chwilę. Może za trzy lata uda się zrobić ten krok dalej i pojechać na tę największą z największych imprez sportowych?

– Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się osiągnąć ten poziom, żeby pojechać na igrzyska olimpijskie. A nawet jeśli nie, muszę po prostu robić wszystko, by jak najlepiej prezentować się na krajowym podwórku, a to na pewno przyniesie efekty. Nieważne, czy będzie to olimpiada, czy szeroka kadra. Dla mnie ważne jest to, że robię to, co lubię. Mam to szczęście, że robię to już parę lat, a ludzie ciągle przychodzą to oglądać i cieszą się tym. To jest naprawdę fajne w siatkówce. Owszem, jest dużo wyrzeczeń, ale także bardzo dużo zadowolenia.

Z Maciejem Zajderem rozmawiał Michał Rudnicki

źródło: sport.trefl.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-06-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved