Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. B: Serbia lepsza od Kuby, wymęczone zwycięstwo Włochów

LŚ, gr. B: Serbia lepsza od Kuby, wymęczone zwycięstwo Włochów

fot. Magdalena Bojdo

Plavi z pewnością będą bardzo miło wspominać wyjazd na Kubę. Reprezentacja Serbii po raz drugi w ten weekend pokonała Kubańczyków. Również podopieczni Mauro Berruto, choć nie bez problemów, uporali się ze swymi rywalami z Niemiec.

Drugie spotkanie przeciwko Serbom podopieczni Orlando Samuelsa Blackwooda rozpoczęli o wiele lepiej, bo od prowadzenia 2:0. To właśnie po ich stronie leżała inicjatywa, przyjezdni zaś popełniali niewymuszone błędy. Nawet zagrywki Dragana Stankovicia tym razem nie sprawiły gospodarzom problemów, którzy po ataku w kontrze Lazaro Fundory prowadzili już 8:4. Dopiero dobrze spisujący się za linią dziewiątego metra Nikola Kovačević pozwolił powrócić Serbom do gry. Dodatkowo w obronie znakomicie radził sobie Nikola Rosić, co pozwalało na wyprowadzenie skutecznych kontr (7:8). Po kubańskiej stronie siatki jednakże dobrze atakował Rolando Cepeda, który niewiele robił sobie z trójbloku rywali (12:10), a dzielnie wspierał go Isbel Mesa (16:13). Na te zagrania odpowiedział Aleksandar Atanasijević, którego udane zbicia, w połączeniu z blokiem jego kolegów, spowodowały, iż na tablicy wyników widniał remis po 17. Kierunkowe zagrywki Abrahana Alfonso jednakże znacznie utrudniły rywalom skuteczne wyprowadzenie ataku (20:18). Serbom, po ataku Marko Podraŝčanina, ponownie udało się zniwelować straty, a po punkcie zdobytym przez Nikolę Kovačevicia objęli po raz pierwszy w tym meczu prowadzenie 22:21. W zaciętej końcówce, rozgrywanej punkt za punkt, więcej zimnej krwi zachowali Europejczycy, a kropkę nad „i" postawił Atanasijević (26:24).

Drugą partię zainaugurował błąd Nikoli Kovačevicia oraz punktowy atak Marko Podraŝčanina (1:1). Obie ekipy rozpoczęły walkę punkt za punkt. Pomyłek nie ustrzegli się również Kubańczycy, lecz po dwubloku na Atanasijeviciu ponownie na tablicy wyników widniał remis (5:5). Blokiem popisał się również Podraŝčanin, sprowadzając swój zespół na pierwszą przerwę techniczną (8:6). Miejscowi co prawda nie odpuszczali, prowadząc z rywalami twardą walkę, mimo to inicjatywa wciąż należała do Serbów, którzy fantastycznie czytali grę Liana Estrady (12:9). Podopieczni Orlando Samuelsa Blackwooda starali się zniwelować te straty, lecz nie byli w stanie zbyt wiele zdziałać pojedynczymi dobrymi zagraniami i po świetnej zagrywce Marko Ivovicia i kontrze skończonej z prawego skrzydła przez Aleksandara Atanasijevicia przegrywali już 13:16. Sprawy w swoje ręce postanowił wówczas wziąć Rolando Cepeda, popisując się mocnymi zagrywkami, lecz proste błędy jego kolegów zmusiły trenera Blackwooda do wzięcia czasu (16:19). Podział on mobilizująco na jego podopiecznych, którzy po ataku Lazaro Fundory zniwelowali straty do jednego oczka (19:20), w związku z czym to Igor Kolaković postanowił przywołać swoich graczy do siebie. Kibice zgromadzeni w hali w Hawanie ponownie byli świadkami zaciętej końcówki, lecz dobra postawa Ivovicia i błędy własne Kubańczyków pogrzebały szanse gospodarzy na wygraną. Wynik partii na 25:22 ustalił Dragan Stanković, punktując z krótkiej.

Trzecia partia, niemal tradycyjnie już, rozpoczęła się od wymiany ciosów (2:2). Floaty Davida Fiela jednakże znacznie utrudniły siatkarzom z Bałkanów skuteczne wyprowadzenie akcji, a dodatkowo jego koledzy zaczęli punktować blokiem (4:2). Po drugiej stronie siatki natomiast fantastycznie w ataku radził sobie Aleksandar Atanasijević, dzięki czemu przyjezdni utrzymywali kontakt punktowy z rywalami (5:6), lecz z czasem i on nie mógł przebić się przez kubański dwublok (5:8). Co więcej, Serbowie popełnili jeszcze kilka błędów, w związku z czym, mimo iż po zagrywkach Marko Podraŝčanina udało im się odrobić cześć strat, to trzypunktowa zaliczka Kubańczyków utrzymywała się przez dłuższy czas (11:8). Wśród siatkarzy z Karaibów co prawda znakomicie spisywał się Yordan Bisset , lecz środkowy Lube Banki był nie do przejścia w bloku (12:13). Gospodarze szybko jednak, po ataku i zagrywce Rolando Cepedy, odzyskali prowadzenie (17:13). Leworęczny przyjmujący poderwał do walki swój zespół, który rozkręcał się z akcji na akcję. Przyjezdni nie potrafili zakończyć własnych akcji, a gospodarze, po ataku Isbela Mesy, prowadzili już 21:15. Trener Kolaković próbował ratować się zmianami, lecz Kubańczycy w pełni kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń, pokonując rywali różnicą aż siedmiu oczek.



Gospodarze, mimo zwycięstwa w poprzedniej partii, czwartą rozpoczęli fatalnie, od błędów własnych i stanu 1:3. Na niedobór emocji kibice jednak nie mogli narzekać, bowiem siatkarze obu zespołów zafundowali im kilka przedłużonych akcji, pełnych efektownych obron i bloków. Obronną ręką wychodzili z nich jednakże gracze z Bałkanów (6:4) i to oni, po ataku Marko Ivovicia, mogli cieszyć się z jednopunktowej zaliczki na pierwszej przerwie technicznej. Miejscowi jednak nie odpuszczali i po ataku Davida Fiela doprowadzili do remisu po 9. Dopiero po bloku Marko Podraŝčanina na swoim vis a vis goście odskoczyli ponownie na dwa oczka (12:10). Siatkarze z Karaibów zaś, mimo pojedynczych udanych akcji, częściej popełniali błędy, nie będąc w zasadzie w stanie zminimalizować dystansu (12:15, 14:16). Wciąż jednak starali się oni odwrócić losy partii, ryzykując w polu serwisowym, lecz byli bezradni w obronie, co wykorzystał Dragan Stanković (19:16). Serbowie wyraźnie odzyskali skuteczność w ataku, co zmusiło Orlando Samuelsa Blackwooda do przywołania do siebie swych podopiecznych. Przerwa przyniosła efekt, bowiem po powrocie na parkiet zagrywkę w pół siatki posłał Uroŝ Kovačević, a plasem po prostej popisał się Rolando Cepeda (18:21). W końcówce jeszcze starszy z braci Kovačević wraz z Podraŝčaninem popisali się dwublokiem i choć Cepeda starał się ratować wynik, to ostatnie słowo należało do Serbów (25:21).

Kuba – Serbia 1:3
(24:26, 22:25, 25:18, 21:25)

Składy zespołów:
Kuba: Estrada (4), Cepeda (16), Quintana (3), Fundora (12), Bisset (16), Mesa (8), Gutierrez (libero) oraz Leyva, Macias (2), Alfonso i Fiel (5)
Serbia: Kovačević N. (11), Ivović (9), Petković, Stanković (6), Atanasijević (21), Podraŝčanin (11), Rosić (libero) oraz Kovačević U. (3), Starović, Brdjović, Lisinac i Petrić


Początek spotkania pomiędzy reprezentacjami Włoch i Niemiec, rozgrywany w Turynie, był bardzo wyrównany, lecz minimalnie lepsi byli przyjezdni (4:3). Tym razem, przynajmniej na początku, Dragan Travica nie zrobił krzywdy rywalom swoimi silnymi zagrywkami, a gdy Jochen Schöps miękkim plasem zakończył przedłużoną akcję na korzyść swojego teamu, to właśnie Niemcy mogli cieszyć się z jednopunktowego prowadzenia na pierwszej przerwie technicznej. Azzurri po raz pierwszy objęli prowadzenie dzięki Ivanowi Zaytsevowi, który znacznie utrudnił rywalom wyprowadzenie akcji (9:8). W tej fazie seta zawodnicy stojący po obu stronach siatki naprzemiennie popisywali się mocnymi, efektownymi uderzeniami, lecz gdy Zaytsev wyrzucił piłkę w aut, na prowadzenie ponownie wyszli goście (12:11), a po zbiciu Denisa Kaliberdy z lewego skrzydła mieli już dwa oczka zapasu (16:14). Co ciekawe, gdy w polu zagrywki pojawił się atakujący Squadra Azzurra, do przyjęcia ustawił się Schöps, który nie tylko popisał się przyjęciem w punkt, ale i skutecznym atakiem (18:15). Kilka chwil później podopieczni Vitala Heynena zapunktowali blokiem i o czas zmuszony był poprosić Mauro Berruto. Niedługo potem tym samym elementem odpowiedział Simone Parodi, zmniejszając dystans do dwóch oczek (17:19). W końcówce jeszcze asem popisał się Marcus Böhme i drugą przerwę na żądanie musiał wykorzystać włoski szkoleniowiec (19:22). Na niewiele się ona jednak zdała, bowiem Niemcy byli bezbłędni i to do nich należało ostatnie słowo (25:22).

Siatkarze Vitala Heynena również drugą partię rozpoczęli po swojej myśli (3:1). Co więcej, Azzurri byli wyraźnie bezradni w elemencie ataku, nie potrafiąc rozstrzygnąć akcji na swoją korzyść. Po drugiej stronie siatki zaś wyróżniał się Jochen Schöps (5:1). Bezsilny był nawet dotychczasowy lider gospodarzy, Ivan Zaytsev, który dostawał gro niewygodnych piłek i dopiero gdy w szeregach Włochów zaskoczył blok, odrobili oni dwa oczka (3:6). U Niemców jednakże bardzo dobrze funkcjonował środek (9:5), na co recepty nie mogli znaleźć miejscowi, którzy popełniali zbyt wiele własnych błędów, bądź też nie mogli przebić się przez blok przeciwników (5:12). Trener Berruto próbował ratować się zmianami, w związku z czym na parkiecie pojawił się Michele Baranowicz, a wcześniej jeszcze Michele Fedrizzi, i to właśnie przy zagrywkach drugiego rozgrywającego Azzurri zaczęli odrabiać straty (7:12). Z czasem mylić zaczęli się również Niemcy, a po włoskiej stronie siatki ciężar gry na swoje barki wziął Cristian Savani (12:15). Mimo to, dzięki atakowi Christiana Fromma, goście utrzymywali bezpieczną, trzypunktową przewagę (18:15). Włosi starali się zniwelować dystans, punktując blokiem, lecz wcześniej wspomniany Fromm był bezlitosny (21:17). Z dobrej strony pokazywał się również Philipp Collin (23:18), dzięki czemu Niemcy pewnie kroczyli po zwycięstwo, i choć sytuację starał się ratować dobrze dysponowany Thomas Beretta, to kropkę nad „i" postawił Dirk Westphal (25:19).

Początek trzeciej partii stał pod znakiem gry punkt za punkt (2:2, 3:3), lecz gdy w polu serwisowym stanął Emanuele Birarelli, miejscowi odskoczyli na dwa oczka. Dzięki zagrywkom Thomasa Beretty i po ataku Ivana Zaytseva z prawego skrzydła ich przewaga wzrosła do trzech punktów (9:6). Niemcy wyraźnie stracili na skuteczności w ataku, zaś miejscowi zaczęli rozkręcać się z akcji na akcję i po kontrze w wykonaniu Simone Parodiego cieszyli się już z prowadzenia 12:7. O czas wówczas zdecydował się poprosić Vital Heynen. Po powrocie na parkiet ponownie ciężar gry na swoje barki wziął Jochen Schöps, lecz nie do zatrzymania był jego vis a vis. Z czasem i niemiecki atakujący stracił na skuteczności, wobec czego gospodarze na drugim time-oucie mieli siedem oczek zapasu. Niemcy robili wszystko, co w ich mocy, by odwrócić losy partii, lecz proste, niewymuszone błędy skutecznie im to utrudniały (12:20). Vital Heynen próbował ratować sytuację zmianami i prosząc o czas, a z pomocą przyszedł mu Philipp Collin, utrudniając rywalom wyprowadzenie ataku. Jego dobrą passę przerwał dopiero Cristian Savani (21:16) i Włosi ponownie kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń, bezlitośnie punktując przeciwników blokiem. Wynik partii, szczęśliwym asem, ustalił kapitan Azzurrich (25:17).

Czwartą partię pomyślnie, od prowadzenia 2:0, rozpoczęli Niemcy, na co dość szybko odpowiedzieli Emanuele Birarelli oraz Ivan Zaytsev, który popisał się asem (2:2). Od tego momentu rozgorzała zacięta, wyrównana walka (5:5), lecz po błędach własnych gospodarzy to niemieccy gracze na pierwszej przerwie technicznej mieli dwa oczka zapasu. Wśród podopiecznych Vitala Heynena doskonale spisywał się Philipp Collin, którego gospodarze nie potrafili zatrzymać. Dzielnie wspierał go też Denis Kaliberda, powiększając przewagę swojej drużyny (11:8). Ich trzypunktowa zaliczka utrzymywała się przez dłuższy czas, lecz Włosi, dzięki blokowi Birarelliego i atakowi Zaytseva, doprowadzili do remisu po 13. Niemcy jednakże nie odpuszczali i dość szybko ponownie odskoczyli rywalom na trzy oczka (19:16). Azzurri byli już całkowicie bezradni, a punkty zdobywali głównie po błędach przeciwnika. Co prawda Zaytsev starał się jeszcze poderwać swój team do walki, lecz pomyłki jego kolegów skutecznie mu to utrudniły (20:22). Pomimo to atakujący Lube Banki nie poddał się, dając swej ekipie prowadzenie 23:22. W końcówce wsparł go dodatkowo Birarelli, dzięki czemu to miejscowi cieszyli się ze zwycięstwa 26:24.

Niesieni na fali zwycięstwa Włosi pomyślnie zainaugurowali tie-breaka. Duża w tym zasługa Ivana Zaytseva, który po słabym początku wziął ciężar gry na swoje barki (3:0). Kroku dotrzymywał mu też Cristian Savani, a zadania nie utrudniali im Niemcy, popełniający proste błędy, w efekcie czego Azzurri prowadzili już 6:1. Podopieczni Vitala Heynena byli całkowicie bezradni i nawet dotychczasowy ich lider, Denis Kaliberda, nie zdołał podjąć rękawicy. Ich sytuacja była beznadziejna, bowiem po udanej akcji w wykonaniu Emanuele Birarelliego przy zmianie stron przegrywali aż siedmioma oczkami. Z czasem coś w ich grze drgnęło i dzięki Philippowi Collinowi zaczęli odrabiać straty (3:8). Siatkarze z Półwyspu Apenińskiego nie zamierzali jednak wypuszczać prowadzenia z rąk (10:5) i choć ich rywale starali się jeszcze odmienić losy partii, to nie do zatrzymania był Zaytsev (12:6). W końcówce zapunktowali też Parodi wraz z Savanim, dzięki czemu to ich zespół schodził z boiska z przysłowiową tarczą.

Włochy – Niemcy 3:2
(22:25, 19:25, 25:17, 26:24, 15:6)

Składy zespołów:
Włochy: Beretta (11), Parodi (14), Zaytsev (27), Savani (16), Travica (2), Birarelli (15), Rossini (libero) oraz Vettori, Baranowicz (1), Giovi i Fedrizzi (1)
Niemcy: Kaliberda (22), Böhme (8), Höhne (4), Schöps (11), Steuerwald, Collin (14), Tille (libero) oraz Fromm (10), Westphal (3), Kampa (3) i Broshog (1)

Zobacz również:
Wyniki oraz tabela grupy B Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-06-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved