Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki towarzyskie > Igor Kolaković: Zaczęliśmy pisać nową księgę pod tytułem „Rio”

Igor Kolaković: Zaczęliśmy pisać nową księgę pod tytułem „Rio”

fot. archiwum

- Chcemy, by nasi rywale byli od nas lepsi. W przypadku rywalizacji na tym samym albo niższym poziomie miewamy problemy z motywacją - przyznał Igor Kolaković, serbski trener, który przybliżył proces budowania zespołu.

Na jakim etapie przygotowań do sezonu znajduje się w tej chwili reprezentacja Serbii?

Igor Kolaković: – Pod koniec czwartego tygodnia przygotowań, zaledwie dwa tygodnie przed startem Ligi Światowej. Kończymy okres poświęcony na taktykę oraz technikę i pozostaje nam teraz zaledwie dziesięć dni na ćwiczenia o niskiej intensywności. Musimy także zwrócić uwagę na przygotowanie taktyczne przed starciem z Kubą.

Czy dwa mecze w Polsce wskazały jakieś fragmenty gry, nad którymi musielibyście jeszcze popracować?

– To była dla nas bardzo istotna część przygotowań, gdyż polski zespół jest jednym z najlepszych na świecie. Poza tym w Polsce za każdym razem gra się miło z uwagi na liczną publiczność i perfekcyjny klimat w tutejszych halach. Wielu serbskich zawodników lubi występować w Polsce. W tej atmosferze nasza forma wyglądała lepiej niż na przykład 7 dni wcześniej, gdy graliśmy przeciwko reprezentacji Bułgarii. Pierwszego dnia w naszym składzie znaleźli się młodzi zawodnicy, którzy mogli potraktować polski zespół ze zbyt dużym respektem. Natomiast w drugim meczu to Polacy postawili na młodszych siatkarzy i być może miała miejsce odwrotna sytuacja. Te spotkania były dla nas dobrym przygotowaniem, ich rezultat jest korzystny. Niektóre z naszych umiejętności zaprezentowaliśmy na swoim poziomie. Zazwyczaj popełniamy wiele błędów technicznych, ale przed nami dostateczna ilość czasu, by zbudować formę na wysokim poziomie.

Na czym, poza mentalnością, będziecie się teraz starali najbardziej skoncentrować?

– Musimy pracować zwłaszcza nad przyjęciem i zagrywką, gdyż w ostatnim czasie była to nasza największa bolączka. Myślę, że poprawiliśmy już te elementy w minionych dwóch tygodniach i mam nadzieję, iż ustabilizujemy je na dobrym poziomie przed pierwszym meczem z Kubą.

Szczególnie przyjęcie wydaje się bardzo istotne w pojedynkach z reprezentacją Kuby…

– Tak, ponieważ charakterystyczny jest dla niej silny serwis. Nie mamy technicznie doskonałych zawodników, którzy są w stanie dogrywać piłkę idealnie do siatki. Nie możemy przede wszystkim dopuścić do błędów w przyjęciu, które dadzą łatwe punkty przeciwnikom. Musimy zachowywać piłkę w grze jak najdłużej, jak najczęściej. Taki jest nasz cel.

Kształt pańskiego zespołu stale się zmienia. W tym roku bezpośrednią szansę gry może otrzymać grupa – jeszcze liczniejsza niż w poprzedniej edycji Ligi Światowej – zawodników wciąż młodych, ale już doświadczonych na parkietach rodzimej ligi, i nie tylko.

– Tak, to nowe pokolenie pełne młodych graczy, którzy nie są pozbawieni doświadczenia, ponieważ wielu z nich zostało mistrzami Europy i świata w kategorii – odpowiednio dla swojego wieku – kadetów i juniorów. Ale oni potrzebują czasu. Gramy teraz bez presji, gdyż nasza federacja jej na nas nie nakłada. Przygotowujemy to pokolenie do igrzysk olimpijskich w 2016 roku. W Lidze Światowej będziemy uczestniczyć w takim składzie (jak w meczach towarzyskich w Polsce – przyp. red.), a gdy dołączy do nas jeszcze trzech zawodników: Atanasijević, rozgrywający Petković i przyjmujący Nikić, staniemy się silniejsi, niż jesteśmy obecnie.

Jak wygląda reprezentacja Serbii pod względem zdrowotnym? Doświadczyły was bardziej lub mniej poważne kontuzje?

– Nie, jesteśmy zdrowym zespołem. Mimo to, zawsze istnieje spore ryzyko kontuzji, zwłaszcza jeśli ma się w planie wiele podróży, a przy tym brakuje solidnego treningu. W tej chwili nic naszej drużynie nie dolega. Jedynie Stanković ma problem z kolanem, lecz myślę, że to nic groźnego. Starović rozpoczął treningi dwa tygodnie temu, ponieważ przeszedł operację. Niewielkiemu zabiegowi poddał się też Petković, ale to także nie było spowodowane poważnym urazem. Generalnie, jako team cieszymy się dobrym zdrowiem.

Co może oznaczać nadchodzący sezon w barwach narodowych dla Starovicia czy Nikoli Kovačevicia, którzy nie mają za sobą udanych występów w klubach?

– To nie zdarza się po raz pierwszy. Naszą reprezentację wielokrotnie współtworzyli zawodnicy, którzy w ciągu roku nie występowali w swoich klubach. W tym sezonie będą to Starović i Kovačević, ale pozostali siatkarze grali. Może jest to utrudnienie, lecz jak już powiedziałem, taka sytuacja nie jest dla nas czymś nowym. Sam Kovačević nie po raz pierwszy spędził sezon na ławce. W czasie przygotowań z reprezentacją z każdym dniem gra jednak coraz lepiej. Mam nadzieję, że utrzyma to tempo.

Powszechnie przyjęto, że po odejściu Nikoli Grbicia serbska drużyna wciąż boryka się z pewnymi problemami na pozycji rozgrywającego…

– Nikola Grbić jest jednym z najlepszych, a w mojej opinii najlepszym rozgrywającym na świecie. Nie da się go zastąpić. To niemożliwe, bo jest on jedyny w swoim rodzaju. I jako rozgrywający, i jako osoba. Jest wyjątkową, olimpijską legendą. Próbujemy wykorzystać w zespole młodych rozgrywających, tworząc kolektyw, który w grę będzie wkładał serce i duszę. Nie da się każdego roku mieć w składzie takich legend, jak: Grbić, Miljković, Vujević, Gerić czy Mešter… Oni są wyjątkowym pokoleniem, złotymi medalistami igrzysk olimpijskich, a my musimy starać się pracować bardzo dużo i bardzo ciężko, aby nasza drużyna mogła przypominać tę zwycięską z Sydney. To nasz cel.

Wspominał pan o pokoleniu, które uzyskało tytuły mistrzowskie w kategoriach młodzieżowych. Czy ci zawodnicy, odpowiednio prowadzeni, mają szansę stworzyć zespół na miarę kolejnych sukcesów olimpijskich?

– Tak, mamy taką nadzieję. Z drugiej strony, bracia Grbić nigdy nie byli mistrzami w kategorii wiekowej kadetów czy juniorów. Ale ci młodzi zawodnicy mają już doświadczenie, które jest dla nich niesamowicie ważne. Są też bardzo mocni jako drużyna, o czym już mówiłem. Za każdym razem grają z sercem, duszą, ogromną ilością energii. I pragną wygrywać, to bardzo istotne.

Obecność tych młodych siatkarzy w Londynie, również na parkiecie Earls Court, była częścią większego planu przygotowania do kolejnych igrzysk w Rio de Janeiro?

– Po turnieju w Londynie zamknęliśmy tę księgę i zaczęliśmy pisać nową pod tytułem "Rio". W brytyjskiej stolicy mieliśmy całą masę problemów z kontuzjami. Podczas przygotowań z treningów wyłączony był nasz rozgrywający, Petković, który nie mógł także wystąpić w meczach kontrolnych. Kovačević i Nikić również mieli duże kłopoty zdrowotne. W takich warunkach nie mogliśmy przygotować się do igrzysk tak, jak byśmy tego pragnęli. Bardzo dobre spotkanie rozegraliśmy przeciwko Brazylii, przegrywając 2:3, podobnym rezultatem zakończył się pojedynek z Niemcami, lecz zabrakło nam energii i mocy na wykonanie jednego kroku więcej – może w kierunku półfinału lub medalu.

Kluczowy dla porażki w całym turnieju był chyba mimo wszystko, pechowy dla was, mecz z Niemcami…

– Możliwe, to było dla nas bardzo ważne spotkanie. Prowadziliśmy 2:0, a potem poziom naszej siły i energii spadł. W piątym secie mieliśmy w górze piłkę meczową i swoją szansę, ale… na mistrzostwach Europy w Wiedniu jedna piłka okazała się szczęśliwsza dla nas. W tamtym meczu podczas igrzysk ta jedna piłka przeszła na niemiecką stronę siatki. To sprawia ogromną różnicę. W Wiedniu zostaliśmy mistrzami Starego Kontynentu, z Londynu musieliśmy wracać do domu już po pierwszej rundzie.

Jakie są wasze zasadnicze cele w nadchodzącym sezonie? Na początek czeka was rywalizacja w Lidze Światowej, później – walka o mistrzostwo Europy.

– Celujemy w udział w finałach "światówki". Będzie to bardzo trudne do osiągnięcia założenie, ponieważ trafiliśmy na szczególnie silną grupę: z Rosją, Włochami, Kubą, Niemcami i Iranem. Dodatkowo, w roli gospodarzy wystąpimy zaledwie dwukrotnie, trzy razy zagramy za to na wyjeździe. Spodziewamy się, że będzie bardzo, bardzo ciężko, gdyż nasz skład opiera się na młodych zawodnikach. Nasz pierwszy cel to jednak udział w finałowym turnieju.

– Jeśli chodzi o mistrzostwa Europy, to naszym najważniejszym zadaniem jest gra w półfinale. Zobaczymy, co wydarzy się w tych zawodach. Czempionat Starego Kontynentu będzie bardzo trudnym wyzwaniem, ponieważ w fazie grupowej zmierzymy się z reprezentacjami Holandii, Finlandii i Słowenii lub Chorwacji. To nie są drużyny z czołówki, z najwyższej półki, ale właśnie ten fakt może nam wszystko znacznie utrudnić. Jesteśmy przyzwyczajeni, możemy lubić grać przeciwko Brazylii, Rosji, Polsce… lecz jeśli po drugiej stronie siatki znajduje się kadra Słowenii, Holandii czy Finlandii, czasem nie doceniamy przeciwników. To nie jest dobre i to tkwi w naszej mentalności. Chcemy, by nasi rywale byli od nas lepsi, a w przypadku rywalizacji na tym samym albo niższym poziomie miewamy problemy z motywacją. Ale mam nadzieję, że mistrzostwo Europy samo w sobie jest wystarczająco dużym impulsem dla każdego z nas i że przygotujemy się do tych zawodów bardzo dobrze.

Co szkoleniowiec mówi swoim podopiecznym, gdy wie, że istnieje ryzyko takiej sytuacji – że mogą oni nie docenić przeciwnika? Co przekazuje pan zawodnikom?

– Przed samym meczem jest już bardzo późno. Musimy stale przebywać na drodze do mistrzostw, na długo przed startem turnieju: w trakcie okresu przygotowawczego, podczas spotkań kontrolnych. Ostatnią okazją na jakiekolwiek specjalne słowa skierowane do zespołu jest moment rozpoczęcia przygotowań do czempionatu Europy. Przed turniejem jest już za późno. Każdy z zawodników ma swoje własne wyobrażenie o mistrzostwach. Ci grający na najwyższym poziomie pragną wygrać każdy kolejny mecz. Mam nadzieję, że moi siatkarze myślą właśnie w ten sposób.

W uzyskiwaniu podobnego podejścia do gry mogą im pomóc występy w najsilniejszych ligach europejskich. A czy dla pana, jako szkoleniowca reprezentacji, nie stanowi problemu fakt, iż nie mogą oni występować w serbskiej lidze ze względu na jej niewystarczający poziom? Musi pan sporo podróżować.

– Tak, moi zawodnicy występują praktycznie w całej Europie, w silnych ligach, ale czasem wystarcza mi łącze internetowe (uśmiech) , a dzięki temu dostęp do transmisji spotkań w różnych telewizjach. Pomocne są zwłaszcza Polsat, Rai Uno, Rai Sport. Różne stacje transmitują mecze ligi włoskiej, rosyjskiej, które mogę śledzić właśnie przez internet. Dla mnie to, że liga serbska nie jest szczególnie silna, stanowi duży problem, ale jednocześnie szansę na grę w niej otrzymuje wielu młodych graczy, jak Petković, Lisinac w ubiegłym roku, Kovačević… Oni występowali w naszej lidze dwa lata temu. To dobre miejsce dla takich zawodników, ponieważ dostają tam szansę gry już wówczas, gdy są bardzo młodzi, a przez to zyskują doświadczenie i otwierają się przed nimi drzwi kadry narodowej i klubów w Europie.

Taki poziom ligowych rozgrywek i możliwość występów w nich już dla bardzo młodych siatkarzy może być zatem kluczem również do tworzenia zazwyczaj silnych drużyn narodowych w kategoriach młodzieżowych?

– Na pewno, to prawda. Chociaż w ostatnich mistrzostwach Europy kadetów rozgrywanych w Serbii oraz Bośni i Hercegowinie nasz zespół zagrał bardzo źle. Mam jednak nadzieję, że wraz z przyjściem nowego pokolenia zyskamy szansę na nowy medal.

Na samym początku powiedział pan, że Serbowie lubią grać w Polsce. To dlatego w poprzednim roku znalazło się ich w PlusLidze aż pięciu?

– Nie wiem (śmiech). Ligowe mecze w Polsce zawsze rozgrywane są w pełnych halach. To bardzo ważne dla zawodników, dla jakości prezentowanej przez nich gry, ich siły i umiejętności. Bo inaczej gra się w wypełnionej hali, inaczej w pustej. To duża różnica. Bez publiczności nie ma ducha gry, a serce jest puste.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
rozgrywki towarzyskie, turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2013-06-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved