Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Sebastian Świderski: Postanowiliśmy budować zespół na kilka lat

Sebastian Świderski: Postanowiliśmy budować zespół na kilka lat

fot. archiwum

Nowy trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wystąpił w meczu gwiazd rozgrywanej w Toruniu Plaży Gotyku. - Muszę się zastanowić nad okresem przygotowawczym dla chłopaków na plaży, bo widzę, że to fajna sprawa - mówił.

Agnieszka Kapela: Przede wszystkim, o jakiej pana kontuzji w czasie meczu wspominał spiker? Jakaś nowa sprawa?

Sebastian Świderski:Nie, ciągle ta sama, przez którą zakończyłem karierę. Ostatnio wystąpiłem w spotkaniu charytatywnym. No niestety, dwa dni później okazało się, że to kolano troszeczkę spuchło, zebrał się płyn, trzeba było interweniować. Do środy mój występ tutaj stał pod znakiem zapytania, ale na szczęście zacząłem się czuć lepiej. Niestety, muszę to powiedzieć, farmakologia też robi swoje, bardzo pomaga (śmiech). Ale na takie turnieje z wielką chęcią człowiek zawsze przyjeżdża. To przede wszystkim zabawa, a dopiero potem rywalizacja.

Uraz odnowił się podczas meczu gwiazd w Szczecinie, w którym wystąpił pan jako środkowy?



– Tak. Może się nie odnowił, bo tam mi się akurat nic nie stało, nic nie poczułem podczas meczu. Najprawdopodobniej to przeciążenie. Nie trenuję na co dzień, a serce ciągnie, rozum nie zdążył przyhamować. Zwykłe przemęczenie materiału. Jak człowiek nie trenuje, to potem nie może na wysokich obrotach grać, a jednak ambicje i wola walki są zawsze. A było tam kilku zawodowców, wciąż czynnych graczy. Przesadziłem. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Czyli nawet w takich meczach pojawia się żyłka rywalizacji? Wspomnienia zawodowej kariery odżywają?

– No oczywiście. Nigdy żaden sportowiec nie zamknie za sobą tego etapu życia, bo tak to należy powiedzieć. Nie po to te kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt czasami lat się trenowało, żeby to odciąć i bawić się czymś innym. Gdzieś tam zawsze w sercu jest sport, człowiek mimochodem wraca do niego. Na przykładzie tego turnieju: fajnie się pobawić, poodbijać, spotkać się ze starymi znajomymi. Muszę się przyznać, że nigdy tak w plażówkę poważnie nie grałem, a dzisiaj trochę się tej żyłki zaszczepiło, więc muszę się zastanowić nad okresem przygotowawczym dla chłopaków na plaży, bo widzę, że to fajna sprawa (uśmiech).

Mówi pan o tym, że trudno odciąć się od sportu. Pan przeniósł karierę zawodniczą na karierę trenerską. Jakie wrażenia po całym sezonie pracy w ZAKSIE jako drugi trener?

– Przy takim trenerze jakim jest Daniel Castellani to są tylko same pozytywy. Jest naprawdę bardzo dobrym trenerem, psychologiem i bardzo dobrym znajomym nie tylko sztabu, ale wszystkich chłopaków. Z każdym rozmawiał, każdemu chciał pomóc, nawet jeśli ktoś miał problemy psychologiczne. Jego małżonka jest bardzo dobrym i bardzo znanym w Argentynie psychologiem, więc szkoda by było z tego nie skorzystać. On umiejętnie to robi i, jak widać, z bardzo pozytywnym skutkiem. Mogę dlatego mówić o tym sezonie w samych superlatywach. Trafiłem na fajną grupę ludzi, fajny klub, fajnych kibiców. I szkoda tylko, że nie zostało to przypieczętowane złotym medalem. Myślę, że na to jeszcze przyjdzie czas (uśmiech).

To może uda się z panem jako pierwszym trenerem. To była trudna decyzja, żeby objąć to stanowisko po Danielu Castellanim, zwłaszcza że jest pan wciąż na początku swojej trenerskiej drogi?

– Na pewno nie będę się w ogóle starał zastąpić Daniela. To nie uda się nikomu. Będę starał się kontynuować jego pracę, jego myśl szkoleniową, ale do tej myśli szkoleniowej na pewno dorzucę swoje pomysły. Każdy trener powinien mieć swój pomysł na swoją drużynę i grę, także ja troszeczkę na pewno pozmieniam. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ja wierzę w to, że będzie dobrze.

Wydaje się, że tę swoją myśl już zaczął pan wdrażać. Odszedł Felipe Fonteles, czyli siła napędowa ZAKSY w poprzednim sezonie, a nowe transfery pokazują zwrot w kierunku młodości. Taki jest pomysł na klub?

– Rozmawiałem długo z panią prezes [Sabiną Nowosielską – przyp. red.] najpierw na temat przejęcia przeze mnie sterów i doszliśmy do porozumienia. Postanowiliśmy zacząć nowy projekt, budować zespół na kilka lat, nie tylko na jeden sezon. Jak widać, Felipe Fonteles wypromował się u nas, zagrał najlepszy sezon swojego życia i niestety po pierwszym roku od razu odszedł. Zdecydowaliśmy się zainwestować w młodzież, przede wszystkim w polskich zawodników. Będziemy się starać ich promować i stworzyć taką grupę, żeby grała nam kilka lat. Na to się zgodziłem i na razie to idzie w dobrym kierunku, a wierzę w to, że to jeszcze nie koniec takich fajnych, młodych, polskich transferów.

Brzmi tajemniczo, ale i obiecująco. Może pan coś zdradzić, przynajmniej pozycję zawodnika?

– Wolałbym nie. Na tę chwilę brakuje nam tak naprawdę jednej osoby na jednej pozycji, czyli czwartego przyjmującego. Mamy ciągle w odwodzie Serhiya Kapelusa, którego nie skreślamy, natomiast jest jeszcze kilka założeń, kilka innych możliwości. Czekamy na pewne sytuacje, o których wolałabym nie mówić, bo sprawa jest mocno delikatna.

Wiadomo za to, że w przyszłym sezonie do PlusLigi znów przyjdzie kilku bardzo dobrych zawodników z lig rosyjskiej i włoskiej, by wspomnieć tylko o Dicku Kooyu, Alenie Pajenku, Peterze Veresie czy Facundo Conte. Jaka, pana zdaniem, jest przyczyna takiego stanu rzeczy?

– Według mnie liga rosyjska jest bardzo trudna. Pomimo iż są tam największe w tym momencie pieniądze na świecie, trzeba być bardzo mocnym psychicznie i fizycznie. Przekonaliśmy się choćby po Bartku Kurku, że niestety, Rosja nie każdemu zawodnikowi służy. Liga włoska ostatnio bardzo mocno obniżyła loty: poważny kryzys, poziom już nie ten. Kluby włoskie szukają na rynkach nieodkrytych, szukają zawodników bardzo młodych, bardzo tanich i dopiero ich kreują. Liga turecka z kolei bazuje na dużych pieniądzach, na zawodnikach z nazwiskiem, którzy już coś pokazali. Natomiast my staramy się ściągnąć siatkarzy, wykorzystując klimat, jaki jest w Polsce, to, jacy są kibice i jakie są relacje. Musimy też powiedzieć, że teraz zawodnicy, którzy przychodzą do PlusLigi, to już nie są średniacy, tylko ciekawi gracze, reprezentanci swoich krajów. Widać więc, że ten poziom się podnosi i każdy chce przyjść, zobaczyć, jak to w Polsce jest, przeżyć to na własnej skórze. Myślę, że nikt się nie spodziewał takiej atmosfery, jaka była chociażby w meczach ćwierćfinałowych Bełchatowa z Rzeszowem, naszych półfinałowych z Jastrzębiem, w Bydgoszczy czy oczywiście na finałach. I tak naprawdę nikt, dopóki nie przyjedzie do Polski, to nie będzie wierzył w to, co się tu dzieje.

A gdyby teraz był pan na miejscu młodych, zdolnych, polskich siatkarzy, zdecydowałby się pan na wyjazd do zagranicznej ligi?

– Nie odpowiem na to pytanie, bo nie ma odpowiedzi. Zależy do jakiej ligi, do jakiego klubu, na jaką pozycję, czy do pierwszej szóstki. Jest tutaj wiele znaków zapytania.

* Rozmawiała Agnieszka Kapela

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-05-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved