Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Michał Peciakowski: Bardzo chętnie zagrałbym w kraju

Michał Peciakowski: Bardzo chętnie zagrałbym w kraju

fot. archiwum

- W trakcie sezonu byłem optymistą. Okazało się, że się przeliczyłem - o kolejnym sezonie na austriackich parkietach, poziomie rozgrywek, życiu w Austrii i chęci powrotu do polskiej ligi w rozmowie ze Strefą Siatkówki mówił rozgrywający SG Arbesbach, Michał Peciakowski.

Sezon ligowy w Austrii dobiegł końca. Jak z perspektywy czasu byś go ocenił? Wynik jednak odbiegał od oczekiwań stawianych wobec zespołu.

Michał Peciakowski: Po fantastycznie przebiegającej fazie zasadniczej sezonu do rundy play-off podeszliśmy z trzeciego miejsca. Wypadło nam walczyć z zespołem z Graz, z którym nieoczekiwanie przegraliśmy w pięciu spotkaniach 2:3. Graz zagrał świetnie, my natomiast kompletnie nie trafiliśmy z formą. Duże przedsezonowe oczekiwania spełzły na niczym. Nie potwierdziliśmy znakomitej formy z wcześniejszej części sezonu. Późniejsze mecze były już tylko efektem wielkiego zawodu związanego z brakiem awansu do czwórki. Ktoś musiał odejść, ktoś doznał kontuzji i tak bez historii zakończył się sezon, który miał być najlepszym z dotychczasowych.

Strefa medalowa była poza zasięgiem SG Arbesbach?



W trakcie sezonu byłem optymistą. Graliśmy jak z nut, a im mecz był ważniejszy, tym lepiej układała się nasza gra. Miałem wrażenie, że jesteśmy teamem, którym pokaże wszystkie umiejętności właśnie w fazie play-off. Okazało się, że się przeliczyłem.

Czego zabrakło do końcowego sukcesu? Momentem przełomowym była rywalizacja z Graz? To chyba zespół, z którym graliście najczęściej, więc dobrze znaliście rywala.

– Oceniając na zimno, zabrakło po prostu stabilizacji w przyjęciu. To, co wyczynialiśmy w odbiorze zagrywki szybującej, wie tylko ten, kto te mecze widział. Nie da się wygrywać przy 11% skuteczności w przyjęciu. Tzn. może i jest to możliwe, ale trzeba być kozakiem i walczyć, a nie lalusiem i się obrażać.

Gra w Arbesbach nie jest jednak twoim jedynym zajęciem w Austrii.

– Faktycznie, w Arbesbach nie zajmuję się tylko grą. Trenuję młodzież w gimnazjum i szkole podstawowej – grupy dziewczyn i chłopaków. W zasadzie robię to już od dłuższego czasu, ale dopiero w Arbesbach w większym wymiarze. Poza tym prowadzę stronę klubową na Facebooku, a w okresie wakacyjnym warsztaty z siatkówki plażowej. Nie lubię się nudzić.

Już od kilku sezonów grasz w Austrii. Jak oceniłbyś poziom rozgrywek ligowych, porównując je chociażby to niemieckiej Bundesligi, w której grałeś wcześniej?

– Porównując niemiecką Budesligę z wtedy, z austriacką z teraz – typowałbym na remis. Trudno mi powiedzieć coś o aktualnym poziomie ligi w Niemczech. Myślę, że przepaści, oprócz tych na granicy w rejonie Alp, nie ma.

Austria to też w ostatnim czasie coraz częściej wybierany kierunek przez polskich siatkarzy. Mimo to w Polsce liga austriacka wciąż jednak nie jest tak popularna.

– Fakt, że dodatkowo pracuję, wskazuje, że kokosów tutaj nie ma. Przykłady naszych kadrowiczów dają poczucie, że wszyscy siatkarze zarabiają te same pieniądze. Austria na pewno nie jest miejscem, gdzie grając w siatkówkę, jakoś ekstremalnie się wzbogacimy, ale jest fantastycznym miejscem do życia. Być może w tym tkwi powód.

Z drugiej strony po sezonie spędzonym w Aich/Dob Wojciech Włodarczyk znalazł uznanie w oczach trenera reprezentacji Polski. Można więc powiedzieć, że liga austriacka daje szanse rozwoju młodym zawodnikom.

– Moim zdaniem to idealna skocznia dla młodych zawodników. Wojtek zrobił świetny ruch i teraz na pewno przyniesie mu to zysk. Austriacy bardzo chętnie proponują grę u siebie młodym talentom, dając im możliwość gry przez cały sezon, co jest zdecydowanie bardziej wartościowe niż siedzenie na ławce w lepszych ligach. Wiadomo, my mężczyźni jesteśmy wzrokowcami i uczymy się patrząc, ale chyba każdy potwierdzi, że lepiej jest robić, niż o tym gadać lub tylko oglądać.

Wielu zawodników grających za granicą coraz częściej myśli o powrocie do rodzimej ligi. Jakie masz plany na kolejny sezon? Nie chciałbyś wrócić do Polski?

– Jestem już osiem lat poza Polską. To niewiarygodne. Z pewnością nikt mnie już nie pamięta. Ja z kolei zawsze ciepło myślę o Polsce i bardzo chętnie zagrałbym w kraju.

Nie byłoby to dla ciebie nowe doświadczenie, zanim wybrałeś kierunek niemiecko-austriacki, grałeś w PLS. Jak wspominasz występy w barwach Morza Szczecin i AZS-u Politechniki Warszawskiej?

– To były niezapomniane chwile, ale mam nadzieję, że takiego „dzikiego zachodu” jak w czasach szczecińskich to już nie ma. Stara gwardia szczecińska wie o czym mówię. Trzeba się było bić o takie kwoty, że to żenada… Zrzucaliśmy się na obiad, żeby było taniej coś ugotować. Jednak mimo wszystko to były czasy niezapomniane. Etap Politechniki był już inny, stabilniejszy. Poza tym fajnie było być w rodzinnym mieście, wśród rodziny i starych znajomych.

* rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-05-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved