Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Atom Trefl Sopot – mistrz tworzenia horrorów

Atom Trefl Sopot – mistrz tworzenia horrorów

fot. archiwum

W sezonie 2012/2013 Atom Trefl Sopot był najlepszy w ORLEN Lidze nie tylko pod względem sportowym. W żadnym innym klubie nie było tak wielu zawirowań zarówno na ławce trenerskiej, jak i w zarządzie klubu. Na koniec sezonu były jednak już tylko łzy radości...

Zawirowania na ławce trenerskiej

Siatkarki Atomu Trefla Sopot na półmetku fazy zasadniczej, bardziej niż z własnej gry, mogły być zadowolone z rezultatu. Co prawda po dziewięciu kolejkach obrończynie mistrzowskiego tytułu zajmowały czwarte miejsce w tabeli, ale z taką samą ilością punktów jak plasujące się na drugiej i trzeciej pozycji zespoły z Muszyny i Dąbrowy Górniczej – 21. W sopockim klubie doszło jednak do trzęsienia ziemi tuż przed spotkaniem z Siódemką Legionovią Legionowo. Zarząd Trefla Sopot postanowił odwołać z funkcji pierwszego trenera Jerzego Matlaka.Zostałem wezwany do klubu tuż po naszym powrocie z Czech. W spotkaniu ze mną udział wzięło chyba z sześć osób. Wręczono mi wypowiedzenie, ale nie uzasadniono tej decyzji w żaden sposób. Usłyszałem tylko, że to z powodów dyscyplinarnych – stwierdził rozgoryczony były szkoleniowiec polskiej reprezentacji. Na odpowiedź drugiej strony nie trzeba było długo czekać. – (…) Trener nie został zwolniony dyscyplinarnie. Została rozwiązana umowa o świadczenie usług trenerskich z ważnych powodów, m.in. z uwagi na rosnącą niedyspozycyjność oraz brak informowania o niej, jak też postępowanie godzące w wizerunek Klubu i sponsorów – tak brzmiał fragment oświadczenia ówczesnego prezesa klubu z Trójmiasta, Tomasza Słodkowskiego. Ówczesnego, gdyż cztery miesiące później… Słodkowski nie sprawował już swojej funkcji. W rywalizacji z beniaminkiem z Legionowa (3:0) mistrzynie Polski poprowadził Adam Grabowski. Były trener Stali Mielec tydzień po zwolnieniu Matlaka oficjalnie objął stanowisko pierwszego trenera sopocianek. – Mam 42 lata i nie jestem młodym trenerem. Dlatego nie odczuwam presji, nie są to dla mnie nowe rzeczy – główny zainteresowany nie bał się nowego wyzwania. Oprócz zawirowań personalnych pojawiły się w klubie problemy natury sportowej. Porażki z Muszynianką (1:3) i MKS-em Dąbrowa Górnicza (2:3) na pewno nie poprawiły i tak już nerwowej atmosfery wokół drużyny. Nowy rok sopocianki rozpoczęły od wiktorii 3:2 z BKS-em Bielsko-Biała, ale szybko na głowy Izabeli Bełcik i jej koleżanek kubeł zimnej wody wylał Impel Wrocław (0:3). – Nasza gra w żaden sposób nie przyniosła nam chluby. Jesteśmy wściekłe. Od samego początku nic nam się nie kleiło – stwierdziła po niespodziewanej porażce u siebie z wrocławiankami rozgrywająca Atomu Trefla Sopot. Przełomowa okazała się piętnasta kolejka. Po triumfie 3:1 z PTPS-em Piła w kolejnych trzech pojedynkach mistrzynie Polski pokonały kolejno Pałac Bydgoszcz (3:0), Budowlanych Łódź (3:1) i AZS Metal-Fach Białystok (3:0). W dwóch ostatnich starciach z bardzo dobrej strony zaprezentowała się Justyna Łukasik. Środkowa Trefla Sopot po kontuzji Doroty Pykosz „wskoczyła” do wyjściowej szóstki. W starciach z Budowlanymi i AZS-em swoją wysoką formę udokumentowała dwoma statuetkami MVP. – Pół roku temu poważnie zastanawiałam się, czy pójść do Atomu Trefla. Natomiast jak już trzeba było występować w szóstce, nie czułam strachu. Myślałam tylko o jednym: wykorzystać szansę! – mówiła w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego młoda środkowa.

Starcie z niepokonanymi w Lidze Mistrzyń



Oprócz rywalizacji w ORLEN Lidze sopocianki po raz drugi w historii klubu wystartowały w Lidze Mistrzyń. Tym razem los mistrzynie Polski przydzieliły do grupy B wraz z Agel Prostejov, Rabitą Baku i Asystelem Carnaghi Villa Cortese. Przed rozpoczęciem rozgrywek zarząd postawił przed zespołem z Trójmiasta cel awansu do pierwszej rundy play-off i zawodniczkom – nie bez problemów – udało się go zrealizować. Jeszcze pod sterami Jerzego Matlaka Atom Trefl Sopot dwukrotnie – za trzy punkty – pokonał Agel Prostejov, by w obu pojedynkach z Rabitą Baku i wyjazdowym starciu z Carnaghi Villa Cortese nie zdobyć żadnego punktu meczowego. Ostatnią deską ratunku było spotkanie na własnym terenie z włoskim zespołem. W przypadku triumfu za trzy punkty sopocianki cieszyłyby się z awansu do pierwszej rundy play-off. Już pod wodzą Adama Grabowskiego drużyna gospodarzy zrealizowała swój cel i po wiktorii 3:0 mogła unieść ręce w geście triumfu. – Bardzo cieszymy się z tego zwycięstwa. Niewielu spodziewało się tak szybkiego rozstrzygnięcia. Praktycznie każdy element siatkarskiego rzemiosła dobrze u nas funkcjonował, a wtedy po prostu można bawić się siatkówką – stwierdziła po spotkaniu Izabela Bełcik. Mistrzynie Polski nie miały szczęścia w losowaniu pierwszej rundy play-off. Na drodze ku Final Four stanęły późniejszej triumfatorki całych zawodów, siatkarki Vakifbanku Stambuł. Podopieczne Adama Grabowskiego próbowały nawiązać równorzędną walkę z drużyną znad Bosforu, ale udało im się to jedynie w pierwszym – przegranym 1:3 – spotkaniu u siebie, głównie za sprawą Rachel Rourke. W starciu wyjazdowym zarówno Australijka, jak i pozostałe siatkarki Trefla Sopot nie były już w stanie przeciwstawić się rywalkom, przegrywając 0:3. – Vakifbank jest zdecydowanie silniejszym zespołem niż my – klasę przeciwnika docenił trener Grabowski. W obu spotkaniach w podstawowej szóstce zespołu ze Stambułu wybiegła Małgorzata Glinka-Mogentale.

Historia lubi się powtarzać

W ubiegłym sezonie Atom Trefl Sopot nie zdobył dubletu, przegrywając w finale Pucharu Polski z dąbrowiankami. Mówi się, że nic dwa razy się nie zdarza. Jednakże w tym przypadku swoje potwierdzenie znalazła teza, iż historia zatoczyła koło. Rok później po finale w Radomiu zespoły z Sopotu i Dąbrowy Górniczej ponownie spotkały się w decydującym meczu o Puchar Polski, tym razem w Pile. Podopieczne Adama Grabowskiego drogę do finału rozpoczęły od dwóch zwycięstw 3:1 i 3:0 z Pałacem Bydgoszcz w ćwierćfinale. Znacznie wyżej poprzeczkę sopociankom postawiły siatkarki Impelu Wrocław, które w półfinale skapitulowały dopiero po rozgrywce tie-breakowej. Wielki finał był jedynie dla kibiców o mocnych nerwach. Mistrzynie Polski przegrywały już 0:2 w setach, by podnieść się i prowadzić w piątej partii 14:12, a mimo to zejść z parkietu pokonane. – Ten mecz zapamiętam na długo, bo puchar już prawie był nasz. Przy 14:12 już byłam pewna, że to my będziemy świętować. Jednak jak to w sporcie, wszystko jest możliwe – mówiła po ostatnim gwizdku sędziego atakująca Trefla Sopot, Anita Kwiatkowska. Po finale Pucharu Polski z funkcją prezesa klubu pożegnał się Tomasz Słodkowski, a jego miejsce zajął dotychczasowy wiceprezes – Roman Szczepan Kniter.

Hitchcock nie wymyśliłby takiego finału

Finał Pucharu Polski był tylko zapowiedzią tego, co oba zespoły – pod względem emocji – zaprezentowały w finale ORLEN Ligi. Żeby jednak dostać się do niego, sopocianki musiały przejść wyboistą drogę. Z racji zajęcia czwartego miejsca po fazie zasadniczej w pierwszej rundzie play-off obrończynie tytułu zmierzyły się z PTPS-em Piła. Wielu fachowców zapowiadało dość wyrównaną walkę pomiędzy obiema drużynami, ale na rozwinięcie się takiego scenariusza nie pozwoliła Rachel Rourke. Australijka – zwłaszcza na własnym terenie – niemal w pojedynkę rozbiła pilanki. Rywalizacja po trzech spotkaniach zakończyła się na korzyść sopocianek. Znacznie więcej emocji wywołała batalia półfinałowa. Finalistę z pary Atom Trefl Sopot – Muszynianka Muszyna wyłoniło dopiero piąte spotkanie. W nim więcej zimnej krwi zachowały sopocianki, które po triumfie 3:1 mogły cieszyć się z trzeciego z rzędu finału ORLEN Ligi. Rywalizacja o zloty medal przejdzie do historii. Po dwóch spotkaniach w Dąbrowie Górniczej siatkarki Tauronu MKS-u prowadziły 2:0. Od trzeciego pojedynku w Ergo Arenie zaczęła się jednak seria niezwykłych powrotów sopocianek do walki o złoto. W trzecim spotkaniu podopieczne Adama Grabowskiego obroniły pięć piłek meczowych, a w czwartym meczu rozstrzygnęły tie-breaka na swoją korzyść, przegrywając wcześniej 3:8. W piątym starciu obrończynie tytułu przegrywały już 0:2 w setach i 17:20 w trzecim, a mimo to na koniec spotkania tonęły w strugach szampana, ciesząc się z wiktorii 3:2. Nie byłoby kolejnego złota mistrzostw Polski gdyby nie Rachel Rourke. Australijka zapisała się złotymi głoskami nie tylko w historii klubu, ale całej ligi, zdobywając łącznie aż 577 punktów. W decydujących meczach o medale otrzymała duże wsparcie od Eriki Coimbry, Noris Cabrery czy Juli Szeluchiny.

Zdobył złoto i… odchodzi?

Ojcem sukcesu został Adam Grabowski. Jednakże najprawdopodobniej w przyszłym sezonie szkoleniowca zabraknie na ławce trenerskiej Atomu Trefla Sopot. Nieoficjalne informacje wskazują, iż w kolejnych rozgrywkach sopocianki prowadzić będzie Teun Buijs, były już trener S.C. Schweriner. Kierunek Azerski obierze z kolei Rachel Rourke, która przeniesie się do Rabity Baku, choć informacja ta nadal nie jest oficjalnie potwierdzona. Chęć pozostanie w Sopocie wyraziły Izabela Bełcik, Erika Coimbra i Noris Cabrera. Na pewno przez dwa najbliższe sezony barwy Atomu Trefla reprezentować będzie Mariola Zenik, która podpisała nową umowę. Jakie będą kolejne posunięcia zarządu klubu? Czy uda się zbudować na tyle silny skład, by w przyszłym roku sopocianki nie tylko walczyły o najwyższe laury w Polsce, ale również w Europie? Czas pokaże…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2013-05-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved