Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Wszystko mnie volley: Liga w czasach krezusów (kryzysu)

Wszystko mnie volley: Liga w czasach krezusów (kryzysu)

fot. archiwum

Prędzej czy później to musiało nastąpić. Niestety, kryzys finansowy dotknął także i nas, ale przede wszystkim „ukochane dziecko" polskiej siatkówki, czyli PlusLigę. Czy mamy prawo się obawiać, że może on wywrzeć na niej trwałe piętno?

Tak, jeśli spojrzymy kilka lat wstecz i przekonamy się, że postępujący upadek częstochowskiego AZS-u to proces trwający już od 2008 roku, czyli ostatniego wielkiego sukcesu akademików, jakim było zdobycie wicemistrzostwa i Pucharu Polski. Od tego momentu, z roku na rok, datuje się coraz słabszy skład ekipy spod Jasnej Góry, który miał swoją bezpośrednią przyczynę w zmniejszającym się w zastraszającym tempie budżecie klubu. Dokładnie w tym samym roku żywot swój zakończyła ostatnia medalowa drużyna AZS-u, ale tego olsztyńskiego, kiedy to, po piątym krążku mistrzostw Polski z rzędu, najlepsi zawodnicy rozpoczęli masowy exodus do innych klubów. Równocześnie niepokojące wieści dochodziły także z parkietów I ligi, gdzie, poza gdańskim Treflem, wszyscy napotykali mniejsze lub większe problemy. Teraz z kryzysem muszą zmierzyć się włodarze PlusLigi.

Póki co, wychodzi im to nie najgorzej. W czasach kryzysu – najlepszy krezus, o takie hasło można byłoby się pokusić po zgodzie najbogatszych klubów na równy podział wpływów z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych. To godna pochwały decyzja, zwłaszcza że Resovia, Skra, ZAKSA i Jastrzębski Węgiel wcale nie musiały się na nią godzić. Biorąc pod uwagę kłopoty klubów z dolnej części tabeli, to na najlepszych zespołach ostatnich lat skupiała się przede wszystkim cała uwaga opinii publicznej – począwszy od kibiców, a skończywszy na mediach i sponsorach. „Wielka czwórka” spowodowała, że nie tylko znacząco podniósł się poziom PlusLigi, ale o polskich drużynach stało się głośno także na międzynarodowej arenie. Tym bardziej cieszy fakt, że pieniądze nie przysłoniły partycypującym w rozgrywkach PlusLigi zespołom zdrowego rozsądku.

Aliści, mniejsze budżety większości klubów to paradoksalnie szansa dla polskiej siatkówki. Ileż to było w ostatnich latach narzekań, że do Polski sprowadza się obcokrajowców hurtowo, którzy zabierają jeszcze miejsca w składach młodym zdolnym Polakom? Z konieczności, bo z konieczności, ale kilka klubów musiało w końcu postawić na polską młodzież, która jednak od razu zostanie rzucona na głęboką wodę. Nie da się ukryć, że w krótkiej perspektywie czasu może (musi) to spowodować obniżenie poziomu rozgrywek, ale z drugiej strony może też zachęcić kolejne kluby do inwestowania w graczy mniej doświadczonych, ale rokujących nadzieję. Zwłaszcza że trener juniorów i Skry Bełchatów Jacek Nawrocki zwracał ostatnio uwagę, iż nasi młodzi zawodnicy nie mają tak dużego doświadczenia w seniorskiej siatkówce, jak ich rówieśnicy z innych krajów. W końcu pojawiła się szansa, żeby to zmienić.



Kryzys finansowy to także okazja, by, moim zdaniem, pomyśleć nad weryfikacją przepisów dotyczących limitu dla obcokrajowców. Wydawało się, że liczba trzech stranieri jest optymalna, bo mobilizuje działaczy do szukania jak najlepszych zawodników, a jednocześnie niesprowadzania ich bez opamiętania i to tylko dlatego, że są tańsi od rodzimych graczy. Nie doceniłem jednak rządzących polskimi klubami, którzy od razu jęli wyszukiwać zawodników z podwójnym obywatelstwem czy kombinować, jak tu przyznać paszport obcokrajowcowi (vide sprawa Gyorgy’ego Grozera). Ponadto zmiennikami obcokrajowców z pierwszego składu stali się inni siatkarze z zagranicy, tak by trenerzy nie musieli się obawiać sytuacji, w której na parkiecie jest więcej „obcych” niż „naszych”. Może teraz prezesi wszystkich klubów pójdą po rozum do głowy, że może jednak warto postawić na Polaków, choćby dlatego, by w każdej chwili być przygotowanym na zaciśnięcie pasa i konieczność rezygnacji z zarabiających niemałe pieniądze „najemników”.

Uczmy się na błędach – najlepiej cudzych, bo np. casus włoskiej Serie A jest dobitnym przykładem, jak można stracić miano najlepszej ligi siatkarskiej świata. A przecież chcemy być najlepsi, zwłaszcza że mamy do tego predyspozycje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-08-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved