Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Krótka piłka: To Anastasi i jego asy zawiedli!

Krótka piłka: To Anastasi i jego asy zawiedli!

fot. archiwum

Komentarze po przegranym spotkaniu ćwierćfinałowym z Rosjanami, mimo iż krytyczne, sprowadzają się do jednego - na znalezienie przyczyn takiego obrotu sprawy należy poczekać. Niestety, skutki widać było jak na dłoni.

Przed tymi igrzyskami cieszyłem się, że wreszcie stacja ze słoneczkiem, która ma w naszym kraju monopol na siatkówkę, nie będzie relacjonowała pojedynków naszych chłopców. Myślałem, że jeżeli odsunie się ekspertów, których słyszymy podczas meczu, a po spotkaniu oglądamy ich w studiu i jeszcze na drugi dzień czytamy ich „złote myśli” w portalu, gdzie pracuje jeden z dziennikarzy wspomnianej stacji, to wreszcie do polskiej siatkówki wejdzie jakiś powiew świeżości. Niestety, telewizja publiczna po raz kolejny pokazała, że nieznajomość tematu siatkarskiego, jak również nieudolność w doborze komentatorów i ekspertów, to u niej chleb powszedni. Ale kiedy ponad połowa kraju nie płaci abonamentu, to trudno się dziwić. Pewnie zrobili nam na złość.

Żarty żartami, ale cykl felietonów „Krótka piłka” ma w założeniu bez specjalnego owijania w bawełnę przedstawienie pewnej sprawy w pigułce. Głupcy nie znający się na siatkówce już dawno wysunęli tysiące opinii na temat PRZYCZYN takiej, a nie innej dyspozycji biało-czerwonych w Londynie. Ci mający nieco oleju w głowie z uporem maniaka przyznają, iż na takie analizy trzeba jeszcze poczekać. Nie trzeba jednak czekać, aby skomentować to, co się stało w Londynie, a stała się przecież klęska! Przykład, jak odpadać z honorem w ćwierćfinale, dali Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel, którzy mimo iż przegrali inauguracyjną partię, to walczyli jak lwy, a mistrzowie świata zatrzymali ich dopiero w tie-breaku.

Wątpię, by kto inny zaryzykował tak jak on i wystawił mnie na ataku. Do tego trzeba mieć jaja i ogromną wiedzę – powiedział w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” w maju tego roku Zbigniew Bartman. Szkoda, że jaj zabrakło jemu samemu, zwłaszcza w kluczowych momentach, gdzie ręka zadrżeć nie może. „Bartman przyjmujący już nie istnieje!” – głosił wówczas tytuł wywiadu. Igrzyska olimpijskie w Londynie pokazały, że Bartman atakujący jeszcze się nie narodził.



Za wynik naszej reprezentacji odpowiada trener, który nie tylko wybiera zawodników, ale również – wraz z całym sztabem – przygotowuje ich do turnieju. Andrea Anastasi od początku stawiał na dwóch swoich asów. Pierwszy z nich to Bartman, którego przesunął z pozycji przyjmującego. Drugi to rozgrywający, kompletnie pomijany przez poprzedniego trenera naszej kadry, czyli Łukasz Żygadło. Obu pamiętam doskonale z inauguracyjnego pojedynku Ligi Światowej w 2011 roku, bowiem miałem przyjemność rozmawiać z nimi po wygranym 3:0 meczu z USA w łódzkiej Atlas Arenie. Kiedy wspomniałem, iż popełnili 20 własnych błędów, wyraźnie podirytowany Zbyszek powiedział tak: – Jeżeli z mistrzami olimpijskimi zawsze będziemy wygrywać 3:0, to możemy i 50 własnych błędów popełniać. Szkoda, że z brązowymi medalistami z Pekinu popełniliśmy ich „tylko” 23, bo wynik był taki, a nie inny. Rzeczywiście, trzeba ich było zrobić 50.

Muszę grać tak, jak przeciwnik pozwala. W dzisiejszym spotkaniu granie Piotrkiem Nowakowskim czy Grześkiem Kosokiem było wręcz konieczne, gdyż środek nie był mocną stroną Amerykanów – mówił po wspomnianym przeze mnie spotkaniu z Amerykanami nasz rozgrywający. Panie Łukaszu, z Rosją aż prosiło się, aby grał Pan środkiem! Ile w trzecim secie wystawił Pan tego typu piłek? Aż 4 (słownie: cztery). Zdobycze punktowe naszych środkowych w tym spotkaniu powalają: Nowakowski – 3, Możdżonek – 2, Kosok – 2. No rewelacja! Gra kombinacyjna w meczu ze Sborną opanowana do perfekcji: lewe, lewe, lewe, prawe. I to nie tylko wczoraj, ale i w całym turnieju. Gdzie się podziała nasza gra kombinacyjna? Gdzie szósta strefa? Gdzie piąta, którą oprócz Bartosza Kurka nie gra chyba nikt na świecie?

Nie chcę się absolutnie rozwodzić tylko i wyłącznie nad spotkaniem z Rosją, bo jednym meczem się igrzysk nie przegrywa. Ale jeżeli w pojedynku z Bułgarami wychodzi pan Sokołow i w pojedynkę nas rozbija, a w potyczce z Australią Pan Edgar (kimkolwiek on jest) wali w nas niczym w bęben, to coś tu chyba jest nie tak. Dlaczego wystarczy jeden koń (przepraszam, atakujący), żeby nas zbić i ośmieszyć? Nie wiem, może się nie znam i tak wygląda dzisiejsza siatkówka. W takim razie dlaczego nasz koń nie odpowiada tym samym? Dlaczego Zbyszek kończy ataki jedynie rozegrane, a nie wystawiane? Pewnie dlatego, że po prostu brakuje mu jeszcze doświadczenia na tej pozycji. Ale takie rzeczy powinien widzieć nasz rozgrywający i o takich rzeczach powinien wiedzieć ten, który powołuje reprezentatów.

Kończąc już, bo miało być krótko i treściwie, a wyszło tak trochę z wieloma obronami i kontrami. Za wynik i dobór zawodników odpowiada pan Anastasi. Włoch od początku stawiał na Żygadłę i Bartmana, a ci w mojej ocenie zawiedli najbardziej. Dziwi mnie fakt trzymania na ławce jednego z najlepszych rozgrywających na świecie. Dziwi mnie również brak powołania dla Mariusza Wlazłego. I mów co chcesz, drogi czytelniku: że skarpetek brakuje, że „wkładki do butów tanio sprzedam” itd., ale bombardier Skry Bełchatów to rasowy, a nie farbowany atakujący. Kiedy wchodzi w pole zagrywki, to przyjmującym drżą ręce, a kiedy ma w górze wybronioną piłkę, to nie myślisz sobie „wywali w aut czy tylko splasuje na drugą stronę?”, bo dobrze wiesz, że ręki nie wstrzyma.

Oczywiście, z całym obiektywizmem należy stwierdzić, iż cała reprezentacja zagrała poniżej oczekiwań, o klasę gorzej niż podczas finału Ligi Światowej. Ze względu na ograniczony rozmiar tego felietonu wziąłem pod uwagę jedynie naszego trenera oraz jego dwóch asów. Do szerszej dyskusji zapraszam oczywiście na naszym facebookowym profilu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Igrzyska Olimpijskie, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-08-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved