Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > historia siatkówki > Co z tą warszawską Legią?

Co z tą warszawską Legią?

fot. archiwum

Mija już trzeci rok, odkąd Legia Warszawa na dobre zniknęła z siatkarskiej mapy Polski. Łukasz Ostrowski, ostatni prezes tego zasłużonego dla Polski klubu, wciąż wierzy, że zespół uda się reaktywować, budując w stolicy mocny, siatkarski ośrodek.

Zbliża się trzeci sezon, odkąd warszawska Legia na dobre zniknęła z siatkarskiej mapy Polski. Zdążył się pan już pogodzić z tą decyzją?

Łukasz Ostrowski (prezes Stowarzyszenia Grupa 1916): – Tak, choć w głębi serca pozostała spora rysa. Jednak patrząc z perspektywy czasu, uważam, iż zrobiliśmy absolutnie wszystko, żeby odbudować siatkarską sekcję Legii Warszawa. Oczywiście przez te kilka lat działalności nie ustrzegliśmy się wielu błędów, ale przecież nie popełnia ich ten, co nic nie robi…

Jesienią 2010 r. na tydzień przed startem II ligi Legia nagle wycofała się z rozgrywek ogólnopolskich. Wówczas nie można było podjąć innej decyzji?



Niestety nie. To była szalenie trudna decyzja dla wszystkich osób zaangażowanych w projekt odbudowy legijnej siatkówki pod skrzydłami Stowarzyszenia „Grupa 1916″. Czekaliśmy z nią do ostatniej chwili, wierząc, iż potencjalny sponsor dotrzyma ustnych zapewnień i Legia uzyska w końcu finansową stabilizację. Niestety, wobec braku jasnej, ostatecznej decyzji z jego strony na kilka dni przed startem ligi musieliśmy złożyć odpowiednie dokumenty o wycofaniu drużyny w Wydziale Rozgrywek PZPS. Całe szczęście, iż nasze miejsce w II lidze zajęła Żyrardowianka Żyrardów, dzięki temu większość siatkarzy nie straciła sezonu.

Nie można było zaryzykować i przystąpić do rozgrywek II ligi z nadzieją na znalezienie sponsora po ich rozpoczęciu?

Oznaczałoby to, iż po raz kolejny podjęlibyśmy się szalenie wysokiego ryzyka. Start w lidze oznaczał „na dzień dobry” wydatek kilkunastu tysięcy złotych, chociażby na zakup sprzętu sportowego, który już był zamówiony, opłacenie licencji zawodniczych i klubowych, opłatę hali, organizację meczy ligowych. A tych pieniędzy Legia wtedy nie miała.

Nauczeni doświadczeniem, jak to wyglądało w latach poprzednich oraz że w stolicy jest szalenie trudno o każdą złotówkę przeznaczaną na sport, tym razem nie podjęliśmy rękawicy.

Miasto nie wyciągnęło ręki? Nie chciało ratować historii stołecznego sportu?

Przed startem sezonu 2010/2011 w Warszawie zmieniły się zasady przyznawania miejskich dotacji. I tak np. na szczeblu drugiej ligi przestały one przysługiwać zespołom, które w poprzednim sezonie uplasowały się w drugiej części tabeli rozgrywek szczebla centralnego. A przypomnijmy, że młodzi siatkarze Legii do końca dzielnie walczyli o utrzymanie w II lidze z Lechią Tomaszów Mazowiecki. „W nagrodę” za utrzymanie nie mogliśmy liczyć na finansowe wsparcie miasta przed nowym sezonem. Natomiast według nowych wytycznych dotacje przysługiwały nadal beniaminkom II ligi – wzbudziło to bardzo dużo kontrowersji w stołecznym środowisku sportowym.

W okresie przygotowawczym przed rozpoczęciem sezonu 2010/2011 nic nie wskazywało na zbliżającą się katastrofę… Było wsparcie dzielnicy Białołęka, było też wstępne porozumienie ze sponsorem. Co się stało, że sytuacja potoczyła się zupełnie innym torem?

We współpracy z dzielnicą Białołęka i sponsorem wszyscy, tzn. zawodnicy, trenerzy, wolontariusze z naszego stowarzyszenia, wiązali ogromne nadzieje. Niestety, sprawy potoczyły się inaczej i mimo wielu ustnych deklaracji o wsparciu i pomocy, Legia na Białołęce zagościła raptem na kilka tygodni. Szkoda, że tak to się potoczyło, bo myślę, że wspólnymi siłami mogliśmy stworzyć w końcu w tej dzielnicy fajny siatkarski projekt.

– Oczywiście, obok umowy i zalążka współpracy z dzielnicą Białołęka, od zakończenia sezonu 2009/2010, podobnie jak w latach ubiegłych, nie ustawaliśmy w stworzeniu grupy sponsorów przy sekcji siatkówki Legii, niestety mimo usilnych starań działania te nie przyniosły oczekiwanego skutku. Mieliśmy luźne deklaracje pomocy, ale nie na poziomie gwarantującym rozegranie całego sezonu.

Michał Listkiewicz w jednym z wywiadów przy okazji sprzedaży piłkarskiej Polonii do Katowic powiedział, że stolica nie jest przyjazna dla sportu. Pana zdaniem to zdanie jest prawdziwe? Trudno prowadzi się drużynę sportową w Warszawie?

To temat rzeka. O tym, że Warszawa to specyficzne miasto pod kątem sponsoringu sportowego, powiedziano i napisano już chyba wszystko. Szkoda, że ten wątek pojawia się „na chwilę” wyłącznie w sytuacji, kiedy byt kolejnej warszawskiej drużyny bądź klubu jest zagrożony. Przypomnijmy sobie ile klubów bądź zespołów upadło w ostatnich latach, a ile teraz po prostu wegetuje. Samo korzystanie z obiektów sportowych nastawionych na komercję w Warszawie zabija finansowo. Prowadzenie klubu w stolicy to zadanie dla pasjonatów, ludzi, którzy kochają i rozumieją sport, a często mogą sobie również pozwolić na wykładanie własnych środków finansowych na działalność sportową.

Przez kilka lat walczył pan o każdą złotówkę dla klubu. To, że starał się pan o pieniądze dla Legii, pomagało czy przeszkadzało w rozmowach ze sponsorami?

Gwoli ścisłości: o każdą złotówkę dla Legii walczyła grupa osób, zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Grupa 1916”, zakochanych w Legii bądź w siatkówce. A wracając do pytania, przy okazji rozmów o sekcji siatkówki Legii wiele osób podziwiało nas za upór w walce o byt zespołu, wyrażając jednocześnie zdziwienie, że marka taka jak Legia ma ogromne problemy finansowe. Nasi rozmówcy byli przekonani, że skoro piłkarze występują w ekstraklasie, to i w innych sekcjach sytuacja finansowo-organizacyjna jest stabilna. Niestety, codzienne realia są zgoła inne.

Śni się panu czasami, że legioniści walczą o kolejne medale mistrzostw Polski?

Odpowiem przewrotnie… Liczę, że do roku setnych urodzin Legii, czyli do 2016 r., a to wbrew pozorom już niedługo, chociaż kilka sekcji mojego ukochanego klubu ponownie mocno zaistnieje na sportowej mapie Polski…

To dlaczego nie wyjść temu naprzeciwko i podjąć próbę reaktywowania sekcji?

Zacytuję dwie osoby, związane z sekcją koszykówki Legii, która dzięki działalności Stowarzyszenia „Zieloni Kanonierzy” oraz głównego sponsora firmy Waryński powoli się odbudowuje. Otóż pan Jarosław Jankowski, prezes sponsora, po zakończonym sezonie w jednym z wywiadów stwierdził, iż nie żałuje, iż zainwestował kapitał w tę drużynę. Co więcej, jest zdania, że była to jedna z lepszych decyzji biznesowych, jakie podjął w życiu. Z kolei były koszykarz i trener Legii, Jacek Łączyński uważa, że „jeśli miałby powstać poważny klub koszykarski, to tylko na bazie Legii, która ma i markę, i kibiców. Różnych, ale takich, którzy wypełniliby trybuny Torwaru, gdyby Legia grała w ekstraklasie.” Obie wypowiedzi możemy przenieść na grunt siatkarski. Jeśli mówimy o prawdziwym ekstraklasowym zespole siatkówki w stolicy, to tylko na fundamencie Legii. Miejmy nadzieję, że w przyszłości znajdzie się kolejna firma bądź grupa firm zainteresowanych reaktywacją wielokrotnego mistrza Polski!

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
historia siatkówki

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-08-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved