Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Czy da się grać bez „k… mać”?

Czy da się grać bez „k… mać”?

fot. archiwum

Polacy przyzwyczaili się do wyrażania swoich negatywnych, jak i pozytywnych emocji uniwersalnym słowem "k... mać". Wulgaryzmy padające z ust zawodników, trenerów oraz kibiców są już nieodłącznym elementem widowisk sportowych.

Takie przewrotne i mało eleganckie pytanie zadają sobie niektórzy obserwatorzy meczów siatkówki w naszym kraju. Nie odkryję tu przysłowiowej Ameryki, że dzięki wspaniałej inicjatywie TV Polsat, która od kilku lat w sposób perfekcyjny pokazuje wszystkie ważniejsze wydarzenia siatkarskie, liczba sympatyków siatkówki rośnie z miesiąca na miesiąc. Chętnie oglądamy transmisje profesjonalne pod względem jakości obrazu. Z satysfakcją słuchamy fachowych komentarzy najlepszych dziennikarzy Polsatu, jak i byłych, wybitnych zawodników i trenerów.

Ale nawet najbardziej trafne medialne inicjatywy nie przynoszą efektu, gdy poziom sportowy danej dyscypliny jest mierny. I tu chwała naszym trenerom i zawodnikom, zarówno klubowym, jak i reprezentacyjnym, bo poziom rodzimej siatkówki, poza małymi potknięciami, systematycznie się podnosi. Jesteśmy dumni, że siatkówka, jako jedyna z gier zespołowych w Polsce, należy do ścisłej światowej czołówki i to zarówno w kategorii kobiet, jak i mężczyzn.

Uważam jednak, że mistrzostwo na boisku zobowiązuje naszych idoli do równie profesjonalnych zachowań, a z tym, niestety, nie jest najlepiej. Mam tu na myśli rynsztokowy język, jakim posługuje się duża liczba zawodników w czasie gry na parkiecie. Wykropkowany w tytule zwrot to „mały pikuś” w zestawie wielu wulgaryzmów, jakie słyszymy na boisku. Te słowne „perełki” są dobre na każdą okazję – rozładowują stres po nieudanych akcjach (zepsuta zagrywka, skuteczny blok przeciwnika), ale też podkreślają wspaniałe zagrania (dynamiczny atak, as serwisowy).



Nie dotyczy to tylko męskich zespołów. W dobie równouprawnienia i emancypacji nasze siatkarki nie chcą być gorsze od swoich kolegów. Repertuar ten sam, choć niektóre „ozdobniki” nie bardzo pasują do możliwości płci pięknej. Ten niezbyt chlubny zwyczaj przenosi się, niestety, na mecze drużyn młodzieżowych. Już w zespołach młodziczek czy młodzików reakcje są podobne. Poziom sportowy jeszcze długo nie ten, ale słownictwo to samo. Na zwracaną uwagę, znów „niestety”, przez nielicznych trenerów, oczy młodych mistrzów zdają się mówić z wyrzutem: „Przecież uczymy się od najlepszych”.

Pytanie zawarte w tytule jest tylko pozornie pytaniem retorycznym. Znam osobiście wielu trenerów, którzy na takie „duperele”, jak czystość języka ich wychowanków, nie zwracają uwagi. Wręcz przeciwnie, uważają że im wyższy poziom agresji, im dosadniejsza komunikacja, tym większa szansa na dobry wynik.

Na zakończenie jedna uwaga do naszych sprawozdawców telewizyjnych, aby wulgarnych zachowań na boisku nie puentowali stwierdzeniami: „Padły męskie słowa” czy „Nastąpiła prawidłowa męska reakcja”, lecz by nazywali rzeczy po imieniu, bo męskość i rynsztokowe słownictwo to dwie różne bajki.

Mam nadzieję, że wiele osób z siatkarskiego podwórka myśli podobnie i że wspólnie postaramy się, aby zachowania niegodne tej pięknej dyscypliny sportowej, jaką jest siatkówka, zniknęły z naszych boisk.

*Autorem tekstu jest Stanisław Lizińczyk (trener UMKS MOS Wola Warszawa)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2012-04-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved