Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Po 14. kolejce i zaległym meczu Skra wróciła na fotel lidera

Po 14. kolejce i zaległym meczu Skra wróciła na fotel lidera

fot. archiwum

14. kolejka Plusligi, ostatnia w tym roku, nie przyniosła zaskakujących rezultatów. Faworyci odnieśli zasłużone zwycięstwa, chociaż hit kolejki w Bełchatowie na pewno nie zawiódł oczekiwań kibiców. Fani Skry powody do radości mieli również dzień później.

W pierwszym i zarazem najciekawszym meczu mistrzowie Polski podejmowali u siebie byłego już lidera tabeli, AZS Częstochowa. Spotkanie, poza trzecia partią wygraną przez gospodarzy do 14, miało wyrównany przebieg, mimo, że kilku siatkarzy po obu stronach siatki zaprezentowało „świąteczną" formę. W drużynie Skry najbardziej zawiódł Bartosz Kurek, który uciułał ledwie dwa punkty i miał olbrzymie problemy z przyjęciem zagrywki co zaowocowało jego szybką zmianą już w pierwszym secie. Michał Winiarski, wprowadzony w jego miejsce, okazał się jednym z bohaterów całego meczu i gdyby nie kapitalna dyspozycja, nomen omen kapitana bełchatowian, Mariusz Wlazłego, to w jego ręce mogła powędrować statuetka MVP. Zresztą rotacji w ekipie Jacka Nawrockiego było dużo więcej, gdyż spotkanie w wyjściowej szóstce rozpoczęli Antiga i Novotny, jednak obaj nie zaliczą tego pojedynku do udanych. W ostatniej akcji trzeciego seta kontuzji nabawił się ponadto środkowy Marcin Możdżonek i z tego powodu nie będzie on do dyspozycji sztabu szkoleniowego przez co najmniej kilka dni. Wśród „Akademików" jak zwykle ciężar gry na swoje barki brał Krzysztof Gierczyński, ale wyraźnie zabrakło mu wsparcia u innych liderów ekipy spod Jasnej Góry, mianowicie Bartosza Janeczka i Piotra Nowakowskiego, którzy zdobyli łącznie ledwie 12 „oczek". Mimo wszystko częstochowianie mogą pluć sobie w brodę, bo w ostatniej partii prowadzili już 16:13 a i tak nie potrafili dowieźć przewagi do końca.

W drugim meczu rozgrywanym o g. 17 kielecki Fart podejmował Resovię. Spotkanie zostało by zaliczone do tych z kategorii „bez historii" gdyby nie końcówka drugiej partii, w której „Farciarze" przegrywali już 19:24 jednak udało im się odrobić straty w czym duża zasługa francuskiego duetu Kapfer-Castard. Poza tym w hali przy Legionów oglądaliśmy jednak jednostronne spotkanie. W każdym ze zwycięskich setów rzeszowianie mieli miażdżącą przewagę, mimo, że rozpoczęli spotkanie w eksperymentalnym zestawieniu: bez Baranowicza, Grozera, Cernicia i z Kosokiem na środku. Nominalni zmiennicy nie poradzili sobie jednak tak jakby oczekiwał tego trener Travica, co dotyczy zwłaszcza Rafała Buszka, zdobywcy… jednego punktu. Niekwestionowanym bohaterem pojedynku okazał się (jeszcze) Białorusin Aleh Akrem, który punktował aż 30 razy i bombardował rywali zagrywką.

W następnym spotkaniu zmierzyły się wicemistrz Polski z Jastrzębia z kędzierzyńską ZAKSĄ. Zaskakująco łatwo z tego starcia zwycięzcy wyszli goście, którzy spocili się jedynie w ostatniej odsłonie. W ekipie Krzysztofa Stelmacha świetnie funkcjonował zwłaszcza blok w którym to elemencie brylował nieoczekiwanie Paweł Zagumny. Poza tym na tle pary środkowych Gladyr-Czarnowski blado zaprezentowało się jastrzębskie trio Nowik-Gawryszewski-Polański – ci pierwsi zdobyli 22 punkty przy 11 gospodarzy. Wśród podopiecznych Lorenzo Benardiego zawiódł Lukas Divis, który nie radził sobie w żadnym elemencie, elemencie zwłaszcza w ataku, wyrzucając dużo piłek w aut. Grę „ciągnął" słoweński atakujący Gasparini, który zdobył aż 23 punkty ale niewiele to dało, bo w zespole gości atak rozkładał się bardziej równomiernie z czym nie mogli sobie poradzić miejscowi blokujący. W starciu dwóch reprezentacyjnych rozgrywających zdecydowanie lepszy okazał się Zagumny, bo Grzegorz Łomacz wyraźnie nie miał najlepszego dnia.



Kolejne spotkanie rozgrywane o 18 trwało ponad dwie godziny, które kończył zacięty tie-break. Olsztyńscy „Akademicy" w końcu wygrali mecz, pokonując na wyjeździe Pamapol Wieluń. Mimo długo oczekiwanego zwycięstwa trener gości Gheorghe Cretu nie może być do końca zadowolony z postawy swoich podopiecznych, bo popełnili oni bardzo dużo niewymuszonych błędów a zwycięstwo w ostatnim secie zawdzięczają raczej niefrasobliwości Wielunia, którzy prowadzili już 8:3 i jednak nie potrafili dobić rywali. Mimo wszystko olsztynianom należą się brawa za walkę do końca, bo w czwartej partii także przegrywali kilkoma punktami, ale odrobili straty. W ekipie trenera Mizuno znowu, jak Filip z konopii, wyskoczył z dobrą grą Mikołaj Sarnecki, wspomagany przez Białorusina Antanovicha, którzy zdobyli razem aż 46 „oczek". W drużynie gości najlepiej prezentowali się wszyscy skrzydłowi, na czele z Francuzem Tuią, który dołożył do tego także mocną zagrywkę. Tytuł MVP powędrował jednak w ręce rozgrywającego olsztynian Kerta Toobala.

Ostatni mecz miał istotne znaczenie dla układu tabeli. Wobec porażki Jastrzębskiego siatkarze warszawskiej Politechniki stanęli przed szansą odskoczenia w tabeli wicemistrzom Polski jak i swoim rywalom z Bydgoszczy. Plan udało się zrealizować, bo warszawianie wygrali bez straty seta, będąc lepszymi zwłaszcza w końcówkach każdej partii. Po stronie podopiecznych Radosława Panasa świetnie działały skrzydła na których brylowali Michał Kubiak wespół ze Zbigniewem Bartmanem, nota bene uznanym za najlepszego zawodnika meczu. Cichym bohaterem można jednak uznać rezerwowego przyjmującego Krzysztofa Wierzbowskiego, który przy stanie 20:21 zaserwował kilka „bomb", wyprowadzając swój zespół na prowadzenie, którego nie oddał już do końca seta. Politechnika była lepsza w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, zwłaszcza z zagrywce dzięki której prowadziła już w inauguracyjnej partii 18:10 ale jeszcze pod koniec seta wynik brzmiał tylko 23:20 dla gospodarzy.

W czwartek rozegrane zostało zaległe spotkanie z 12. kolejki pomiędzy Skrą Bełchatów i Resovią Rzeszów. Bełchatowianie wygrali 3:1, umacniając się na czele tabeli PlusLigi. Goście w pierwszym i drugim secie prowadzili wyrównaną, lecz przegraną walkę z mistrzami Polski. – W pierwszym secie to Mariusz Wlazły zrobił różnicę i nas pokonali. W drugim sporo nerwowości się wkradło w nasza grę i Skra to wykorzystała i wypunktowała nas w końcówce. Uważam, że była tu możliwość zdobycia co najmniej jednego punktu – mówił po spotkaniu Wojciech Grzyb. Co nie udało się Michałowi Winiarskiemu w środę zrobił następnego dnia, zostając MVP spotkania. Tak jak się można było spodziewać, po stronie gości w pierwszym składzie pojawił się Matej Cernić i zaprezentował się więcej niż przyzwoicie, punktując 12 razy. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o jego kolegach z drużyny, zwłaszcza Alehu Akhremie i Gyorgym Grozerze. O ile ten pierwszy jest usprawiedliwiony dużym zmęczeniem po potyczce z Fartem, o tyle ten drugi w środę pojawił się tylko na chwilę, więc powinien mieć zdecydowanie więcej sił od kolegi z zespołu, czego jednak zupełnie nie było widać. W trzecim secie rzeszowianie wygrali wysoko, do 16, jednak w czwartej partii ponownie lepsi okazali się gospodarze, którzy już w przyszłym tygodniu zagrają kolejny trudny mecz z Trentino w ramach Ligi Mistrzów.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2010-12-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved