Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Paweł Zagumny: Mogę spokojnie wyjść na ulicę

Paweł Zagumny: Mogę spokojnie wyjść na ulicę

x - [stare] Paweł Zagumny
fot. archiwum

Paweł Zagumny od kilku miesięcy mieszka już i gra w Atenach. To jego dopiero drugi zagraniczny klub, po włoskiej Padwie. Popularny „Guma" opowiedział nam o swoim życiu w Atenach, które jest bardzo ciężkim miastem do życia.

Maciej Nowocień, Michał Błaszczak: Jak Ci się tu generalnie żyje?

Paweł Zagumny:Dobrze. Jest ciepło, gram w dobrym klubie. Walczę o mistrzostwo i w Lidze Mistrzów, także nie mogę narzekać.

Nie przeszkadza Ci hałas, chaos w tym mieście?



Trochę jest to uciążliwe, ale nie aż tak bardzo. To normalne w dużych miastach. W Warszawie też jest sporo takich miejsc, w których nie ustaje ruch na drogach i jest głośno.

Warszawa mocno różni się od Aten?

Ateny z pewnością są o wiele większym miastem. Nie ma tu jednak blokowisk, wieżowców. Są tu ciasne uliczki z małymi domami.

Jak poruszasz się po Atenach? Jazda samochodem to tutaj udręka…

Mam samochód klubowy, naszym sponsorem jest Subaru. W zasadzie drogę do domu mam prostą i nie muszę dłużej przebijać się przez jakieś korki. Rzeczywiście, ulice są tutaj zakorkowane, ale ja większych problemów z tym nie mam.

Jak spędzasz czas wolny? Masz jakichś znajomych, wychodzisz gdzieś, czy ograniczasz się tylko do spędzania czasu z rodziną?

Mamy tu polskich znajomych, a mianowicie Michała Żewłakowa z rodziną, który gra w piłkarskim Olympiakosie. Mieszkamy na tyle blisko, że w 5 minut możemy się widzieć. Również nasze żony i dzieci doskonale się dogadują. Oprócz tego czasem wypadamy do centrum Aten, czy polskiej dzielnicy. Poznałem też kilku Polaków grających w niższych ligach.

Wcale nie jest tutaj tak ciepło, jak mówisz…

No tak, ale przecież mamy prawie listopad (wywiad przeprowadzony 30.10.2009 – przyp.red.). Temperatura jak na ten miesiąc i tak jest wysoka. W Polsce przecież zdarzają już się przymrozki. Nie ma co porównywać temperatury stąd i z Polski. Ostatnio faktycznie jest trochę zimniej, ale jeszcze dwa tygodnie temu kąpałem się w morzu.

Panathinaikos – jaka to drużyna?

Zespół składa się w większości z Greków. Głównie są to doświadczeni gracze z reprezentacji. Z obcokrajowców pozostaje tylko Agamez, Samica i ja.

Jak ten klub wygląda od strony organizacyjnej? Dbają o Ciebie?

Jest dobrze. Wiadomo, że jak w każdym klubie, czasami zdarzają się jakieś niedociągnięcia, ale to normalne. Nie mogę narzekać. Gorzej jest z organizacją całej ligi. W Polsce wygląda co zupełnie inaczej, lepiej, profesjonalniej.

Kibicowanie również wygląda tu całkiem inaczej…

Tutaj ci sami kibice chodzą na siatkówkę, koszykówkę i piłkę nożną. Kibicują po prostu Panathinaikosowi. Może dlatego są takie sytuacje, jak dziś (kibice Panathinaikosu podczas meczu z Olympiakosem rzucali plastikowe butelki na boisko – przyp.red.), bo to typowi kibice piłkarscy, a jacy oni są – wszyscy wiemy. To fanatycy, którzy oddaliby życie za swój klub.

Gdybyś miał porównać doping, którzy kibice są lepsi: greccy, czy polscy?

Na pewno kibice greccy są bardziej żywiołowi. Prowadząc doping podskakują, machają rękami. Oddają się całkowicie drużynie. Na pewno jest tu ich łatwiej rozkręcić, niż na niektórych halach w Polsce. Jednak w takich meczach, jak z Olympiakosem fani prowadzą tutaj tak zwany antydoping wyzywając siatkarzy, prezesów, ich żony i Bóg wie jeszcze kogo.

Jesteś może rozpoznawalny na ulicy?

Nie. I to jest właśnie fajne. Mogę sobie spokojnie wyjść na ulicę, zrobić zakupy, pójść na spacer. Nawet w polskiej dzielnicy często nie zdarzają się sytuacje, żeby ktoś podszedł porozmawiać, czy po autograf.

Siatkówka jednak nie jest tu sportem najważniejszym…

Tak, siatkówka nie stoi tu na pierwszym miejscu. Najważniejsza jest chyba piłka nożna, a potem koszykówka. Jednak tak jak powiedziałem, kibice tutaj kochają Panathinaikos jako klub i chodzą na wszystkie dyscypliny sportu.

Jak czuje się tutaj Twoja rodzina?

Również jest im tutaj dobrze. Żona ma już kilka koleżanek, a córka chodzi do angielskiego przedszkola. Powoli łapie już angielskie zwroty, uczy się także podstawowych greckich słów.

Tęsknicie za Olsztynem?

Na pewno jakiś sentyment do tego miasta pozostał. Zostawiliśmy tam sporo przyjaciół. Mamy jednak stały kontakt z nimi i miejmy nadzieję, że w miarę możliwości będziemy się odwiedzać.

Czego Wam tu najbardziej brakuje?

Myślę, że znajomych. Do wszystkiego innego można się przyzwyczaić, jednak starych dobrych przyjaciół nic nie jest w stanie zastąpić.

Na pewno zdarzyło się coś niezwykłego… Opowiedz o tym…

Pod koniec jednego z treningów, kiedy wychodziliśmy już z hali, podjechało kilku fanów Olympiakosu i rzuciło w kierunku wyjścia koktajl mołotowa .Zapaliły się drzwi, czekaliśmy dobre dwie godziny, zanim mogliśmy rozejść się do domów. Teraz na każdym treningu sali pilnuje policja.

Jak wygląda Twoja współpraca z dziennikarzami? Jesteś zmuszony rozmawiać po angielsku…

Jestem do tego przyzwyczajony. Przecież w Polsce była Liga Światowa, ostatnio byliśmy w Izmirze. Język angielski nie jest mi obcy i właśnie nim się posługuję. Dlatego nie ma żadnych problemów z tutejszymi dziennikarzami.

Telefon po ME już się uspokoił?

Akurat ja miałem to szczęście, że aż tak mi się nie urywał. Szybko wyjechałem do Aten. Byłem tylko pięć dni w Polsce. Było kilka wywiadów, ale wszystko spokojnie, bez szaleństw.

W takim razie życzymy Ci jak najlepszego sezonu i dalszego spokojnego życia w Grecji. Dziękujemy za rozmowę.


*W Atenach rozmawiali Maciej Nowocień i Michał Błaszczak (Zagumny.pl)

źródło: inf. własna, zagumny.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-11-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved