Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > turnieje światowe > Bartosz Kurek: Gwiazdą polskiej siatkówki bym siebie nie nazwał

Bartosz Kurek: Gwiazdą polskiej siatkówki bym siebie nie nazwał

x - [stare] Bartosz Kurek
fot. archiwum

Bartosz Kurek, przyjmujący Skry Bełchatów został gwiazdą Klubowych Mistrzostw Świata.  W wywiadzie  dla "Przeglądu Sportowego" młody siatkarz opowiada między innymi o katarskim turnieju oraz podziale obowiązków w drużynie.

W ciągu zaledwie kilku miesięcy z utalentowanego juniora, z którym wszyscy wiążą spore nadzieje, stał się pan gwiazdą polskiej siatkówki. Ludzie zaczepiają pana i rozpoznają na ulicy? Pana życie się zmieniło?

Bartosz Kurek: Nie miało na razie kiedy się zmienić, bo przecież ciągle mam mecze. (śmiech) Zmiana jest tylko taka, że więcej gram niż w poprzednim sezonie. Ale gwiazdą polskiej siatkówki bym się nie nazwał. Na ulicy czasem ktoś pokaże mnie palcem i podejdzie poprosić o autograf, ale nie są to tłumy, więc nic złego się nie dzieje. Szaleństwa nie ma.

Gwiazdą Klubowych Mistrzostw Świata pan jednak został. Nikt nie atakował w Dausze tak dużo, jak pan, a przy okazji tak skutecznie.



– Atakowałem rzeczywiście sporo, ale… taki mieliśmy podział obowiązków. Ja jestem bardziej widoczny w ataku, ale z kolei przyjmuję jeszcze mniej zagrywek niż zazwyczaj. To, że więcej atakuję nie znaczy, że jestem bardziej zmęczony niż Stephena Antiga czy Michał Bąkiewicz. Wszystkich ten sukces kosztował wiele wysiłku, podobnie jak to, by w czasie meczu nie myśleć o tej bezsensownej złotej formule. Umówiliśmy się, że po prostu zagramy o zwycięstwo, nie zaprzątając sobie głowy nowymi przepisami. I to poskutkowało.

To jednak pan kończył w Dausze większość akcji i atakował w każdym meczu ponad 50 razy, skacząc z drugiej linii. To bardzo męczy?

– Nie, dałem spokojnie radę. Czułem się naprawdę nieźle. Ale spokojnie – przyjdzie niestety taki dzień, gdy ktoś fantastycznie przygotuje się na mnie taktycznie i moje noty będą gorsze. Nie myślę o sobie jako o zawodniku nie do zatrzymania. Jestem po prostu normalnym graczem, który ostatnio demonstruje dobrą formę, a nie kimś poza zasięgiem przeciwników.

Był taki moment w pana karierze, że miał pan chwile zwątpienia? Przestał pan wierzyć w swój talent, zaczął myśleć, że może się nie udać?

– Cały czas mam wątpliwości. Są treningi i dni, że nic mi nie wychodzi i wtedy mam takie chwile. Ale chodzi o to, by tego nie rozpamiętywać, a robić swoje, dawać z siebie wszystko. Nie można myśleć, że się nie uda, że nie masz takiego potencjału albo jesteś za słaby. Takie myśli trzeba z głowy wyrzucić, bo one mogą wrócić w najważniejszym momencie meczu, dopaść cię i spowodować, że przegrasz, bo ogarnie cię panika. Dlatego nie myślę o tym. Pracuję i robię swoje.

* Rozmawiał Żelisław Żyżyński
* więcej w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-11-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved