Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Gra się, nie przeszkadzać !

Gra się, nie przeszkadzać !

Siatkarz Wieluń
fot. archiwum

Los beniaminka jest ciężki, wiedzą o tym wszyscy miłośnicy sportu. Zwolennicy klubu czekają na sukces, przeciwnicy na potknięcie, prezesi na nagrody, a dziennikarze na sensacje. Nie inny też los spotyka beniaminka PlusLigi, zespół Siatkarza Wieluń.

Zakończyła się właśnie czwarta kolejka spotkań, w której wielunianie doznali trzeciej porażki, a na ich głowy już posypały się gromy. Dziennikarze i prezesi już zaczynają szukać kozła ofiarnego, a eksperci mają usta pełne dobrych rad. Rozgrywki nie rozkręciły się na dobre, a my już możemy przeczytać, co powinien zrobić trener Dacewicz, z czyich usług skorzystać, kiedy wprowadzać zmiany i co powinni myśleć zawodnicy. Na dobrą sprawę gra się nie zaczęła, a już trenerzy wyzwani są na dywanik (tak przynajmniej informują reporterzy Dziennika Łódzkiego), jakby cel wyznaczony na ten sezon wymykał się zawodnikom z rąk. Bo podobno każda z tych drużyn była „do ugryzienia"… podobno.

Wszystkim znany jest układ tabeli: na początku najsilniejszy gra z najsłabszym. Tym bardziej nie jest zrozumiałe, skąd nagle wysokie oczekiwania wobec ekipy, która rok temu jeszcze grała w I Lidze. Wygląda na to, że młody zespół bez doświadczenia i tradycji, nie wiedzieć czemu, miał być cichym straszakiem na Wielkich siatkarskiej ekstraklasy. Przeglądając ostatnie publikacje na temat gry Wielunia ma się takie wrażenie, że wszystkich spotkał jakiś ogromny zawód i rozczarowanie. I chyba tylko jedna wypowiedź ma przysłowiowe „ręce i nogi" : Maciej Bartodziejski, były zawodnik Siatkarza, a obecnie II trener bełchatowskiej Skry przed sezonem mówił: – Przeważnie beniaminkowie spadają, szczególnie jeśli klub dopiero się organizuje, uczy na czym to wszystko polega. Wieluń to młody klub, który dopiero pracuje na swoja markę. Damian Dacewicz nie jest doświadczonym trenerem, a większość zawodników nigdy nie grała w PLS, więc co by nie powiedzieć, to są duże wyzwania. Granie w siatkarskiej ekstraklasie różni się od grania w I lidze pod wieloma względami: taktycznym, technicznym, przygotowawczym.(…) Często zdarza się tak, że liga się zaczyna i beniaminek sprawia niespodziankę i stawia twarde warunki Mistrzowi Polski. Ale potem im dalej w las, to jest coraz trudniej. W beniaminku grają najczęściej nowi, nieznani zawodnicy, więc temu coś się uda, albo tamtemu wyjdzie jakaś akcja. Ale potem już wszyscy wiedzą, o co chodzi i jest coraz ciężej.

Bartodziejski wie, o czym mówi, bo jak sam wspomina, grał w Bełchatowie w czasach, gdy Skra rozpoczynała swoją drogę po siatkarską multi-koronę. Awansowali i spadali, i znów awansowali, więc ma doświadczenie i pamięta jak to było. Można uznać, że on, jak mało kto, jest ekspertem od „bycia beniaminkiem".



Zgrozą napawa przykład ubiegłoroczny, kiedy to raczkujący Trefl Gdańsk został okrzyknięty „czarnym koniem" rozgrywek. Koń okazał się mizerną chabetą, która nie uciągnęła narzuconego jej ciężaru i mało nie zdechła z wycieńczenia grubo przed metą. Nic dziwnego, że przed sezonem trener Dacewicz mówił pól żartem, a pół serio: – Jeśli wygramy o jeden mecz więcej niż Trefl, to już będzie dobrze.

O wiele większe tradycje, bardziej utytułowanych i doświadczonych zawodników i trenera ma Jadar Radom, który w tym sezonie otwarcie mówi „walczymy o utrzymanie". I jakoś nikt nie robi afery z faktu, że jak do tej pory wygrali tylko jedno spotkanie. Przeciwnie. Mówi się o miłej niespodziance!! Czy ktoś „suszy głowę" zawodnikom Olsztyna, którzy mają podobny dorobek co Pamapol i Jadar? Albo czy ktoś wzywa na dywanik Radosława Panasa, którego Politechnika Warszawa nie wygrała jeszcze ani jednego spotkania i wyszarpała tylko jeden punktu, na kolegach z AZS Częstochowa? Nawet jeśli tak jest, to dzieje się to w zaciszu klubowej szatni, do której nie ma dostępu nikt z zewnątrz i nie wywleka się tego publicznie stwarzając większą presję niż to potrzeba.

Jednak beniaminek to o wiele bardziej łasy kąsek dla wszystkich, którzy pretendują do miana siatkarskiego eksperta. Zawsze to, co nowe jest bardziej atrakcyjne. Naszpikowany młodymi zawodnikami Wieluń stwarza szanse powiedzieć w przyszłości o którymś z nich „to ja go odkryłem", „ja pierwszy o nim pisałem". Zespół, którego możliwości można oceniać wyłącznie na papierze daje szanse wykazania się elokwencją i pomysłami na to, co można zrobić lepiej. Jest też niezłym poligonem na wszelkiego rodzaju próby sił i udowadnianie, kto miał wcześniej racje.

A zawodnicy Siatkarza? Miejmy nadzieję, że będą robić swoje. W ubiegłym sezonie, kiedy to pies z kulawą nogą nie interesował się pierwszoligowym zespołem z małego miasta bez siatkarskich tradycji, podopieczni Damiana Dacewicza spokojnie dążyli do wyznaczonego sobie celu: pierwsza czwórka. I tylko po cichutku czasem szeptali o awansie. Robili swoje, nie oglądając się na innych. Skład zespołu niewiele się zmienił. Większość z tych zawodników, którzy razem z prezesami i trenerami pili na koniec sezonu szampana, nadal trenuje w tej samej hali, pod okiem tego samego trenera. Więc może, podobnie jak w poprzednim sezonie, pozwólmy tym chłopakom robić swoje? Nie oceniajmy psychiki ludzi, których jeszcze nie znamy. Nie podpowiadajmy trenerowi kto ma grać, a kto stać na kwadracie, skoro nie znamy teamu jako całości. Nie skazujmy na sukces czy na porażkę, kiedy nie skończyła się jeszcze nawet I runda. Pozwólmy chłopakom robić swoje! Na drzwiach hali przy Częstochowskiej w Wieluniu powinna przynajmniej do końca roku wisieć wielka kartka z napisem

„GRA SIĘ!! NIE PRZESZKADZAĆ!!"

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-11-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved