Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Sławomir Gerymski: Nie przestraszyliśmy się rywali

Sławomir Gerymski: Nie przestraszyliśmy się rywali

ligi polskie - I liga
fot. archiwum

Początek pierwszoligowych zmagań sugerował, że faworytami sobotniego, derbowego meczu w Międzyrzeczu będą gospodarze. Tymczasem po wygranej 3:1 z kompletu punktów cieszyli się gorzowianie.

Nie zgadzam się z opinią, że w ciemno powinniśmy byli ograć rywali – powiedział chwilę po ostatniej akcji przyjmujący ,,Orłów” Rafał Matusiak.Owszem, przed derbami samotnie liderowaliśmy w tabeli, ale wcześniej pokonaliśmy przeciętne drużyny z Nysy i Hajnówki. Gorzowianie to zespół z innej półki. Zaprezentowali dobrą zagrywkę i przyjęcie, a my zawiedliśmy w tych elementach. I co chwilę odbijaliśmy się na skrzydłach od ich podwójnego bloku, bo nasz ,,rozgrywacz” Maciej Fijałek musiał biegać za piłką po całym boisku.

W starciu z wymagającymi przeciwnikami międzyrzeczanie okazali się ekipą, mającą spore luki w składzie. Szczególnie mocno odczuli brak atakującego Krzysztofa Hajbowicza, który po pierwszej kolejce musiał wyjechać w prywatnych sprawach do Francji i wróci najszybciej w połowie listopada. Starszego kolegę ze wszystkich sił starał się zastąpić 19-letni Patryk Strzeżek, lecz rola lidera drużyny na razie przerasta jego możliwości. Słabo spisali się także obydwaj środkowi. Rutyniarz Jarosław Stancelewski pierwszy skuteczny atak z krótkiej wykonał dopiero w końcówce drugiego seta, zaś Piotr Świerżewski pokazał, iż… czeka go jeszcze ogrom pracy.

Braków mamy więcej. Nie zapominajmy o rekonwalescencie Danielu Mrozie, który w pełni gotowy do gry będzie dopiero za miesiąc – dodał szkoleniowiec Orła Andrzej Stanulewicz.Po znanych wszystkim przygodach przed sezonem zostaliśmy tylko z dwoma środkowymi. Moje pole manewru jest symboliczne. W każdym secie mogę zrobić najwyżej dwie zmiany i wziąć dwa czasy. Potem zostaje mi czekać, co przyniesie los.



W zupełnie odmiennych nastrojach byli w sobotni wieczór gorzowianie. – Nie ma co, zemsta smakuje słodko! – cieszył się środkowy Rajbudu GTPS Adrian Hunek .Jeszcze kilka miesięcy temu grałem dla Orła, ale po ostatnim sezonie działacze nie przyjęli moich, wcale nie wygórowanych warunków. Widać nie pasowałem im do drużyny. Kibice trochę na mnie krzyczeli, ale starałem się tym nie przejmować. Najważniejsze, że nie przestraszyliśmy się rywali i pokazaliśmy dobrą siatkówkę. Czuliśmy się mocni, wierzyliśmy w nasze umiejętności. A gdy przeskoczyliśmy przeciwników w połowie czwartego seta to poczuliśmy, że tym razem obejdzie się bez tie breaka.

Podczas rozgrzewki gracze z Gorzowa co chwilę zerkali w stronę Stancelewskiego, Matusiaka i Fijałka. Było widać, że działa na nich magia nazwisk tych siatkarzy. – Rzeczywiście, chłopcy mieli się od kogo uczyć – przyznał trener gości Sławomir Gerymski. Ale się nie przestraszyli, popełnili mniej błędów od rywali i pewnie wygrali. Na ten mecz nakręcaliśmy się przez cały miniony tydzień. Byliśmy wściekli po frajerskim straceniu trzech punktów w dwóch poprzednich spotkaniach. Powiedzieliśmy sobie, że musimy odrobić tę stratę w Międzyrzeczu. Udało się, choć w ataku mieliśmy tak samo słaby procent skuteczności, jak w pojedynku z kielczanami.

Po trzech seriach spotkań obydwie lubuskie ekipy plasują się w czołowej ,,czwórce” zaplecza ekstraklasy. Czy pozostaną na tych eksponowanych pozycjach do końca rozgrywek? – Dziś to wróżenie z fusów. Każdy mówi, że będzie szczęśliwy ze spokojnego utrzymania się. Bo liga jest naprawdę wyrównana – przekonywał Stanulewicz.

źródło: Gazeta Lubuska

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-10-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved