Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Sebastian Świderski: Może w styczniu, ale to nie jest żaden mus…

Sebastian Świderski: Może w styczniu, ale to nie jest żaden mus…

x - [stare] Sebastian Świderski
fot. archiwum

Mija jedenasty tydzień rehabilitacji Sebastiana. Od miesiąca przebywa już w Maceracie, gdzie kontynuuje proces dochodzenia do zdrowia. W obszernym wywiadzie mówi o swoich aktualnych zajęciach, samopoczuciu i początku sezonu w wykonaniu Lube.

Jak się aktualnie czujesz i na czym polega ten etap rehabilitacji, na którym się znajdujesz?

Czuję się bardzo dobrze. Ważne przede wszystkim, że nie ma żadnych problemów z tym achillesem. Ciężko pracujemy, ponieważ dziennie ok. trzech – czterech godzin spędzam na ćwiczeniach. Jest to basen, siłownia, rehabilitacja, zabiegi – a do tego oczywiście ćwiczenia wzmacniające i rozciągające to ścięgno. Tak więc spędzam nad nim dużo czasu, ale wszystko jest robione zgodnie z programem, który został zaplanowany przez tutejszego fizjoterapeutę i lekarzy w Polsce, którzy się mną opiekują. Fizjoterapeuta klubowy codziennie spędza ze mną trzy – cztery godziny i ma w zasadzie wolną rękę, jak ma prowadzić rehabilitację. To on prowadzi cały cykl, ale oczywiście konsultuje się z lekarzami w Polsce. Kontaktuje się z nimi, pisze im, jaką pracę wykonujemy i jak na razie nie ma żadnych przeciwwskazań – w zasadzie wszyscy są jednomyślni, co należy robić.

Niedługo zjawisz się w Łodzi na badaniach kontrolnych?



Tak, przyjadę dosłownie na chwilę. Będzie to rezonans magnetyczny, być może USG. Prawdopodobnie przyjadę na początku listopada, ale na razie za wcześnie na aż tak dokładne ustalanie daty wizyt u lekarzy i badań. Zarówno ścięgno jak i mięsień nie pracował przez dłuższy czas, przez dwa miesiące. Więc wiadomo – trzeba go rozciągnąć i wzmocnić. Ścięgno jest bardzo przykrócone – no i jest to trochę bolesne. Nie jest to może aż na tyle nieprzyjemne, żeby narzekać, ale ból jest odczuwalny z każdym rozciągnięciem. No ale widać postępy, dlatego ten ból schodzi na dalszy plan. Bo jeśli widać postępy, to lepiej się pracuje i bardziej się chce pracować.

W tej chwili poruszasz się już bez kul?

Tak, odrzuciłem je jakiś czas temu, a dwa tygodnie temu odrzuciłem też ten specjalny but ortopedyczny, w którym chodziłem np. w Gdyni czy w Łodzi. Tak więc już normalnie się poruszam. Co prawda jeszcze lekko kuśtykam, ale to przy szybszym marszu. Przy normalnym delikatnym chodzeniu praktycznie nie widać, że coś mi dolega.

Czy poza swoimi zajęciami jesteś też obecny na treningach drużyny jako obserwator? Według psychologów sportowych rehabilitacja przebiega szybciej, a potem łatwiej wprowadzać się do gry, jeśli na bieżąco uczestniczy się we wszystkich zajęciach zespołu, nawet biernie.

Jestem tam obecny, choć broń Boże nie biorę w nich czynnego udziału. Ten czas poświęcam na swoje zabiegi i zajęcia, czyli „ulubiony" basen, rehabilitację, rozciąganie, czy siłownię. Teoretycznie jestem na hali, ale na razie nawet nie widzę ich zajęć. O tyle jestem „biernym" uczestnikiem zajęć zespołu, że biorę udział we wszystkich z nich poza samym treningiem. Byłem na wyjeździe z Modeną. Na dwóch poprzednich nie byłem, ponieważ miałem zaplanowane zajęcia tutaj w Maceracie. Biorę czynny udział we wszystkich odprawach i tego typu spotkaniach zespołu. Natomiast na inne sprawy przyjdzie jeszcze czas. Mam do wykonania jeszcze ok. 3-tygodniową pracę związaną z rozciąganiem. Później przyjdzie moment, kiedy będę mógł zacząć biegać i bardziej obciążać ten mięsień. Wtedy będę mógł też brać już większy udział w zajęciach. Jeszcze zdążę się „nabyć" z chłopakami (śmiech).

Czy myślałeś o tym, żeby na jakimś etapie rehabilitacji skorzystać z pomocy psychologa sportowego?

Ja już korzystałem z tej pomocy. Zaraz po kontuzji przyszedł do mnie do szpitala psycholog Widzewa Łódź. Był, rozmawiał ze mną – zaraz po zabiegu. A później spotkałem się również z panią psycholog Marzanną Herzigową, która współpracowała z naszą reprezentacją jeszcze za czasów trenera Lozano, przed mistrzostwami świata. Także można powiedzieć, ze ten etap mam zaliczony (śmiech).

W klubie nie było żadnych problemów, ani nacisków, żebyś spieszył się z rehabilitacją i jak najszybciej wracał na boisko?

Nie, nic podobnego. Akurat ten klub jest na tyle profesjonalnym klubem, że wszyscy zdają sobie sprawę z ciężaru gatunkowego tej kontuzji. Wiedzą, że naciskanie na szybszy powrót nie jest wskazane. Teoretycznie jakiś tam termin mam, ale jest to termin ruchomy. To nie jest konkretna data, że mam być gotowy na pierwszego stycznia, czy na pierwszego grudnia. Zostało powiedziane, że jeżeli będę w stanie, to dobrze byłoby, żebym w styczniu dołączył do grupy i zaczął z nią normalnie trenować, ale to nie jest żaden mus.

Macerata zaczęła dobrze sezon, ale po trzech kolejnych zwycięstwach przyszły dwie przykre porażki do zera z Sisley’em i Itasem

My jesteśmy takim zespołem, który potrzebuje dużo treningów. Dwa wyjazdy spowodowały, że tych treningów prawie nie było, było po jednym treningu. Potrzeba nam troszeczkę czasu, bo widać, że tej drużynie brakuje po prostu jednostek treningowych. W następnym tygodniu odpoczywamy, mamy "wolny los" (w Serie A w tym sezonie występuje 15 drużyn, w związku z czym w każdej kolejce jedna ekipa pauzuje – przyp. red.). Wierzę, że ten tydzień spowoduje, że wrócimy na dobry tor. To jest początek sezonu. Widać, że wszystkie zespoły mają wzloty i upadki. My mieliśmy akurat dwa gorsze mecze teraz. Wierzymy, że będą przełomowe, bo gorzej grać już nie można. Zdajemy sobie sprawę, że są wielkie oczekiwania i każdy z nas jest gotowy, żeby się dodatkowo poświęcić, żeby te oczekiwania spełnić, zacząć grać coraz lepiej. Ale to jest początek sezonu, a najważniejszy jest koniec. W ubiegłym sezonie Piacenza miała podobną sytuację. Też na początku grała bardzo źle, a potem wygrała mistrzostwo Włoch. Także wszyscy podchodzą do tego z dużym zrozumieniem i spokojem.

Co do meczu z Itasem, to zespół pierwszoligowy z 35 procentami w ataku i dwoma skutecznymi blokami nie będzie w stanie wygrać nawet z zespołem drugiej ligi. To są chyba dwie główne przyczyny porażki. Ale abstrahując od wszystkiego, mecz przegraliśmy praktycznie sami, bo nie było zawodnika, który by zasługiwał na wyróżnienie, zagrał poprawnie. Nie mówię, że bardzo dobrze, ale przynajmniej poprawnie. Jak ktoś grał dobrze w ataku, to nie radził sobie w przyjęciu, czy w drugą stronę. Tak więc było wiele mankamentów i ciężko wyciągnąć z tego meczu jakiekolwiek pozytywy. Ale taki mecz daje dużo do myślenia i pomaga w kreowaniu grupy, w budowaniu zespołu. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jeżeli nie będziemy grać zespołowo, jeśli każdy będzie podchodził do tego indywidualnie, to sukcesu się nie osiągnie. To był mecz, w którym chyba najlepiej ta sprawa wyszła – bo przegrać do 17, 18 i 15 to też jest sztuką. Musimy sobie zdać sprawę, że tylko zespół i jeszcze raz zespół jest w stanie zwyciężać i osiągnąć końcowy sukces.

Alberto Cisolla zmienił klub po kilkunastu latach gry w Sisley’u Treviso. Jak wobec tej nowej dla niego sytuacji wprowadził się do zespołu? A może z uwagi na swoje wielkie doświadczenie nie miał z tym problemu?

Po pierwsze jest doświadczonym zawodnikiem, po drugie nie potrzebuje aż tak dużo czasu na zgranie z Valerio Vermiglio, bo długo grali razem w Treviso i w reprezentacji. Z tym nie było problemu. Natomiast na pewno zmianę otoczenia, środowiska troszeczkę widać po nim. Ale wierzę, że to wpłynie na niego pozytywnie, bo często właśnie takie bodźce zewnętrzne, zmiany klubu powodują, że tacy zawodnicy jak on wyzwalają w sobie dodatkowe siły i grają lepiej. Bo przecież to jest bardzo dobry gracz, gracz, który swego czasu został wybrany najlepszym zawodnikiem Europy. On sam zresztą powiedział w jednym z wywiadów, że w Treviso brakowało mu jakiegoś bodźca, stymulanta, czy chęci, żeby wygrywać. Tutaj przyszedł, żeby to znaleźć. Jak twierdzi, znalazł to i wierzy, że będzie coraz lepiej, że wróci do swojej bardzo dobrej dyspozycji.

W najbliższym meczu z Piacenzą wypada chyba poprawić morale poprzez lepszą postawę na boisku, bo w meczu z Itasem w zasadzie nie podjęliście walki.

Tak, choć zdajemy sobie sprawę, że Piacenza jest teraz w bardzo dobrej formie. Pomimo tego, że przegrała jeden mecz (z Trento), resztę spotkań wygrała. Jest to aktualny mistrz i drużyna, która od dłuższego czasu trenuje ze sobą. To nie jest grupa ludzi, która spotkała się tak jak np. my tydzień, czy dwa przed ligą – w ciągu dwóch tygodni buduje się tylko mechanizmy gry. A to nie jest zespół, który miał dwa tygodnie. Przygotowywał się miesiąc do ligi, swoje założenia ma już wytrenowane. Natomiast my jedziemy tam walczyć i pokazać się z lepszej strony. Chcemy pokazać, że te dwie porażki może były nie tyle wypadkiem przy pracy, ale że powoli odbudowujemy swoją grę. Patrzymy wprzód, troszeczkę dalej niż tylko najbliższe spotkanie. Jedziemy walczyć, ale także wygrać to spotkanie, bo taki cel trzeba sobie założyć.

Jesteś Ambasadorem rozgrywek dziecięcych Kinder + Sport, a nagrodą dla zwycięzców jest przyjazd do ciebie do Maceraty. Czy znany jest już termin tej wizyty?

Wstepnie jest to połowa listopada, ale nie było to idealnie wybrane, ponieważ harmonogram naszych rozgrywek się zmienił. Jak wiadomo liga uległa rozszerzeniu do 15 zespołów. Kiedy to ustalano, nie było jeszcze wiadomo, kiedy gramy w swojej hali. Wydaje mi się, że to będzie jednak 15 listopada, bo wtedy gramy u siebie i będzie to "długi tydzień". Gdybyśmy grali środa-niedziela-środa, ciężko by było wygospodarować jednostkę treningową dla dzieci, a przecież chcemy, żeby one potrenowały sobie w hali, gdzie są rozgrywane mecze Serie A. Dodatkowo chcemy, żeby kilku zawodników było obecnych w czasie tego pobytu, żeby dzieci mogły spotkać się, potrenować, pobawić się z zawodnikami, którzy grają w tej lidze.

Wiadomo już, który z zawodników poza tobą poprowadzi trening?

Na razie nie, bo czekamy na ustalenie terminu. Nie chciałbym eksploatować zawodników, którzy będą zmęczeni meczem. Zobaczymy, jakie będą możliwości i przede wszystkim którzy z nich chcieliby to zrobić, bo nie ma sensu kogoś zmuszać.

Czy jeszcze jakieś atrakcje będą czekać na dzieci?

Tak, oczywiście. Na pewno wybierzemy się na kolację, podobnie zresztą jak w zeszłym roku. Dzieci były wtedy bardzo zadowolone. No i sam mecz Maceraty. Być może dojdzie też do zorganizowania kilku meczów sparingowych pomiędzy ekipami z Polski a drużynami z okręgu Maceraty, to jest jeszcze do ustalenia.

Przestudiowałeś już album z listami od kibiców, który dostałeś we wrześniu?

Cały czas studiuję, cały czas jestem w trakcie. To bardzo fajna sprawa, bardzo mi miło. Mam nadzieję, że do końca sezonu zdążę przeanalizować cały, bo troszeczkę tego jest (śmiech).

Czy niektóre z tych listów, opowiadające o własnych doświadczeniach, nie działają odwrotnie, czyli demotywująco?

Nie, skąd. Ja je rozumiem, ponieważ każdy to inaczej odczuwa, każdy ma jakieś przemyślenia na temat tej kontuzji, patrząc z boku. Ja też to przechodziłem. Wiem, że w czasie walki z kontuzją są momenty lepsze i gorsze. Dlatego podchodzę do tego z dużym spokojem i zrozumieniem.

Rozmawiała Edyta Gwóźdź

źródło: sebastianswiderski.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved