Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Bartosz Kurek. Nie drugi Kazijski

Bartosz Kurek. Nie drugi Kazijski

x - [stare] Bartosz Kurek
fot. archiwum

- Po finale długo pytałem Kubę Jarosza "Co myśmy zrobili? Co myśmy zrobili?" Dziś już wiem. I bardzo się cieszę - mówi w rozmowie z dziennikiem "Metro" siatkarski mistrz Europy Bartosz Kurek. Teraz już może rozmawiać o ME spokojnie.

Popularność nadal ci się podoba?

Pewnie! Zawsze jest miło zrobić sobie wspólne zdjęcie z człowiekiem, który trzymał za nas kciuki, czy usłyszeć, że swoim atakiem dałem komuś trochę radości.

Za to niemiłe stały ci się podobno porównania do innych zawodników?



Wiele razy słyszałem, że mam być drugim Matejem Kazijskim. Padały też nazwiska innych wielkich siatkarzy. W końcu powiedziałem, że nie będę ani drugim Kazijskim, ani trzecim Sebastianem Świderskim, ani czwartym już sam nie wiem kim. Ja po prostu będę sobą.

Jeśli nadal będziesz robił takie postępy, szybko staniesz się lepszy i od Kazijskiego, i od Świderskiego.

Dwa lata temu w życiu prywatnym byłem właściwie taki sam jak teraz. No, może tylko przez ten czas trochę dojrzałem jako człowiek. Za to na boisku zmieniłem się bardzo. I świetnie, bo zmieniłem się na pewno na lepsze.

Trener Daniel Castellani twierdzi, że stałeś się wojownikiem, który zawsze prze do przodu.

Od roku pracowaliśmy nad tym, żebym nie przejmował się, kiedy coś nie wyjdzie, i dalej walczył. W rozmowach trener coraz częściej powtarzał, że radzę sobie coraz lepiej. To jego zasługa, że na mistrzostwach byłem gotowy na wszystko.

Do Turcji kilku z was pojechało bez większego doświadczenia, a trudy turnieju znieśliście jak gracze po przejściach. Castellani ma rację, mówiąc, że uczycie się w niesamowitym tempie.

Każdy mecz daje nam niezwykle dużo. Jeden przynosi ciężar emocjonalny, drugi czysto fizyczny, trzeci – sportowy. Ja tie-breaka ze Słowacją dogrywałem resztkami sił. I przekonałem się, że można. Każdy mecz na tych mistrzostwach to była osobna historia, a że byliśmy dobrze przygotowani, to te historie miały szczęśliwe dla nas zakończenia.

Od początku tego chcieliście. W dniu wylotu do Turcji powiedziałeś mi, że wasz cel to wygrać pierwszy mecz. Potem drugi, trzeci i tak do finału.

Przed wylotem myśleliśmy: Francja. Po niej myśleliśmy: Niemcy. Staraliśmy się nie zapędzać myślami do strefy medalowej, choć bardzo chcieliśmy się w niej znaleźć. Mówiąc o tym finale, tak naprawdę nie spodziewałem się, że zdobędziemy złoto. Chciałem tylko pokazać, że cel jest jeden – wygrać mecz. Każdy kolejny, bo wszystkie były tak samo ważne.

I pomyśleć, że niektórzy nie widzieli u was mentalności zwycięzców…

Słyszeliśmy te wypowiedzi, ale ja puściłem je mimo uszu. Bo gram dla własnej satysfakcji i dla kibiców, a nie na przekór komuś. Jasne, że takie słowa mogą motywować, ale ja wolę myśleć o tym, że siatkówka sprawia mi wielką przyjemność, że oglądają mnie kibice, więc warto dać im radość. Z czasem Rosjanin czy Serb mogą przestać wypowiadać się w ten sposób, a wtedy, gdybym grał, żeby coś im udowodnić, mogłoby mi zabraknąć motywacji.

Rozmawiał Łukasz Jachimiak

źródło: Metro

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-09-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved