Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Oskar Kaczmarczyk: Pracy było mnóstwo

Oskar Kaczmarczyk: Pracy było mnóstwo

Oskar Kaczmarczyk
fot. archiwum

- Był to sukces rzeczywiście całej ekipy, chłopaków i to nie tylko tej czternastki, która poleciała do Izmiru, oraz całego sztabu. To są ludzie, o których mało się mówi i mało docenia na forum publicznym - mówi statystyk, mistrz Europy, Oskar Kaczmarczyk.

Przed rokiem, kiedy polska reprezentacja rzutem na taśmę zakwalifikowała się do mistrzostw Europy, przypuszczałeś, że biało-czerwoni zdobędą w Turcji złoty medal?

Oskar Kaczmarczyk:Rok temu ta drużyna przeżywała kryzys. Nie udało się na Igrzyskach Olimpijskich, odchodził Raul Lozano. Myślę, że nie tylko ja, ale raczej wszyscy w tamtym czasie byli pełni obaw niż optymizmu, więc z perspektywy tamtego czasu ten złoty medal może być dla wielu wielkim zaskoczeniem.

Sezon reprezentacyjny rozpoczął się od występów w Lidze Światowej. Daniel Castellani stworzył poligon doświadczalny, dając szansę gry młodym zawodnikom. Niewielu wówczas dawało szanse choćby na awans do półfinałów mistrzostw Starego Kontynentu.



Tak to już jest w naszym kraju, że ilu sympatyków danego sportu, tylu ekspertów i koncepcji. To Daniel jednak został odpowiedzialnym za wynik i on podjął taką, a nie inną decyzję. Jak się okazało niezwykle istotną dla całego sezonu reprezentacyjnego. To był mój pierwszy występ w Lidze Światowej, do tej pory miło się zasiadało tydzień w tydzień przed telewizorem i oglądało poczynania naszej reprezentacji. Po tym roku mogę powiedzieć jedno – występy w Lidze Światowej kosztują tak wiele zdrowia, że póki nikt nie doświadczy tego na własnej skórze, nie zrozumie tego. W ciągu miesiąca oblecieliśmy praktycznie cały świat, zagraliśmy 12 spotkań, każde na sto procent możliwości. To kosztowało wszystkich dużo zdrowia, a przecież starsi zawodnicy grają tak od czterech lat, a może i dłużej. To niesamowite! Daniel to wiedział i rozumiał. Mam nadzieje, że teraz wielu będzie rozumiało naszego selekcjonera.

Po „światówce" przyszedł czas na kwalifikacje do mistrzostw świata…

Teraz z perspektywy tego złota mało kto już pamięta o Gdyni, ale przypomnę, że dla nas to właśnie ta impreza była w tym sezonie najważniejszą i spisaliśmy się w niej wręcz wzorowo. To właśnie w Gdyni i jeszcze w kilku spotkaniach kontrolnych wstecz zrodził się ten niesamowity duch zwycięskiej drużyny. Pokazał to choćby ostatni dzień turnieju i mecz z Francją. My i oni mieliśmy awans w kieszeni. Oni odpuścili ale dla nas to był MECZ. Mecz, czyli coś, co rządzi się swoimi prawami, niezależnie czy to o złoty medal mistrzostw Europy, czy o tę przysłowiową „pietruchę". Wyszliśmy, żeby zagrać po raz kolejny na sto procent, a wynik sam pokazał jak byliśmy dobrze przygotowani do tej imprezy, fizycznie i przede wszystkim psychicznie.

Osiem meczów i osiem zwycięstw. To musi być wspaniałe uczucie, kiedy po ciężkiej pracy całego sztabu lubi, drużyna zostaje mistrzem Europy?

To była tak ciężka praca, że to uczucie dopiero pomalutku się pojawia na horyzoncie. Nie wiem jak reszta, ale ja dopiero wczoraj pierwszy raz tak sam z siebie pomyślałem, „wow, przecież jesteśmy mistrzami Europy, to niesamowite!". Wcześniej to była raczej reakcja na to, co działo się wokół nas, cała ta przemiła celebracja sukcesu. Był to sukces rzeczywiście całej ekipy, chłopaków i to nie tylko tej czternastki, która poleciała do Izmiru, oraz całego sztabu. To są ludzie, o których mało się mówi i mało docenia na forum publicznym. Ja z tego miejsca chciałbym im wszystkim podziękować. To wielka przyjemność pracować z Wami.

Kogo masz na myśli?

Trenerzy: Daniel Castellani i Krzysiek Stelmach. Nie mogę zapomnieć również o Radku Panasie, który przez cały czas, aż do wylotu do Turcji był z nami. Fabio, który nauczył mnie wiele nowych aspektów scoutingu. Drugi Daniel, Lecuona, wspaniały człowiek i doskonały trener od przygotowania fizycznego. Alek Bielecki i Marcin Grochowiak, magicy fizjoterapii, bo inaczej nie da się o nich powiedzieć. Sztab doktorów z Janem Sokalem na czele. No i Marek Brandt z Witoldem Roman bez których nikomu nie udałoby się opanować tego wielkiego natłoku obowiązków i problemów, które nas dotykało każdego dnia. Ci wszyscy ludzie to nawet więcej niż Mistrzowie Europy.

Z męską kadrą pracujesz od marca. Wówczas o warsztacie Daniela Castellaniego wiedziałeś niewiele, jak jest teraz?

Rzeczywiście wcześniej wiedziałem o nim tylko tyle, że ma „włoski" warsztat co oznacza duże zaangażowanie od strony taktycznej. Nie wypada statystykowi oceniać współpracy z trenerem, to tylko ten drugi ma do tego prawo, ale z mojej strony mogę powiedzieć, że lepiej chyba trafić nie można było. Dużo pracy, ale niezwykle rozsądnej i usystematyzowanej. Wszyscy wiedzieliśmy czego od nas się oczekuje, a w dodatku było jeszcze miejsce na śmiech, pogawędki, wspólne kolacje i chwilowy luz. Powtórzę to jeszcze raz, pracować w takim gronie ludzi to niesamowity zaszczyt i przede wszystkim wspaniała lekcja siatkówki. Nie miałem pojęcia o rzeczach, które są teraz dla mnie na porządku dziennym. Kiedy szedłem spać o piątej rano by wstać o ósmej do pracy motywowało mnie to, że Daniel czekał na wszystkie materiały jak by tu chodziło o czyjeś życie. Wielki szacunek do naszej pracy chyba najbardziej motywował do wrzucania kolejnego, już chyba niepoliczalnego biegu (śmiech).

Przez ostatnie miesiące siatkarze wylali hektolitry potu, a czym zajmowałeś się ty wraz z Fabrio Stortim?

Staraliśmy się z Fabio prowadzić nasz osobisty zapis pracy, jednak kiedy już przed mistrzostwami Europy musieliśmy skupić się tylko i wyłącznie na przygotowaniach. Mamy kilka dziur i niestety nie jestem w stanie podać konkretnych liczb i statystyk. Przez te kilka miesięcy wraz z Fabio ogólnie przeanalizowaliśmy około 110 spotkań, począwszy od Ligi Światowej (ok. 60% wszystkich spotkań), aż po przykładowo mecze Turków na Igrzyskach Krajów Śródziemnomorskich. To niesamowita liczba, aż sam się dziwie, że to wykonalne, zwłaszcza kiedy dorzuci się te wszystkie podróże, przepakowywania itp. Któregoś dnia, kiedy spotkałem Krzyśka Ignaczaka on powiedział – „O! krety wyszły z nory!" (śmiech) Tak to wyglądało. Z drużyną widywaliśmy się tylko na posiłkach, na odprawach i w samolotach. Pracy było mnóstwo.

Jak wyglądała współpraca podczas meczów? Obaj rozpisywaliście przeciwnika. Czy też jeden z was robił statystyki Polakom, a drugi ich przeciwnikom?

Podczas spotkań ja scoutowałem, tzn pracowałem z Datą Volley, natomiast Fabio analizował i przekazywał informacje do Daniela i Krzyśka Stelmacha. Notabene Krzysiek również posiadał na swoich kolanach komputer, także nad analizą gry podczas spotkania, pracowało nas w sumie trzech. Interesowali nas zarówno przeciwnicy jak i nasza gra. To Fabio komunikował się z trenerami, bo jego włoski jest na trochę lepszym poziomie niż mój (śmiech). A tak naprawdę to sam się z siebie wiele razy śmiałem bo w 90% moja komunikacja z Fabiem odbywała się po angielsku, jednak na meczach, kiedy adrenalina i koncentracja wyraźnie się podnosiła nie wiem dlaczego zawsze używałem włoskiego, było z tym kilka śmiesznych nieporozumień i przejęzyczeń (śmiech).

Były takie momenty, że chciałeś powiedzieć, że masz serdecznie dość siatkówki?

Może aż tak brutalnie nie było, zawsze „nakręcało" nas kolejne zwycięstwo, ale zdarzały się już chwilę kryzysu. Już w samym Izmirze najgorsze chwile to były te dwie przerwy pomiędzy rozgrywkami, gdzie teoretycznie powinniśmy się cieszyć bo było miejsce na odpoczynek. W rzeczywistości brak adrenaliny meczowej nas dobijał, dodatkowy odpoczynek oznaczał powiedzmy dwie godziny więcej snu co i tak nie wiele dawało więc z niego nie korzystaliśmy, bo baliśmy się „rozstroić". Długo by opowiadać, do tej pory płace za ten wysiłek, leżę obecnie w łóżku bo mam problemy z oskrzelami, jednak złoty medal rekompensuje wszystko. A wracając do pytania odpowiem tak, przyjaciel zaprosił mnie w miniony weekend na turniej siatkówki. Grzecznie odmówiłem (śmiech).

W ostatnich meczach mistrzostw Polacy statystycznie wypadli o wiele słabiej od rywali. Czy zwyciężyliśmy dzięki temu, że jako to ujął Castellani, słowo „ja" siatkarze potrafili zastąpić słowem „my"?

Dokładnie. „My" byliśmy silni. Nawet jak jeden miał kryzys, to było za mało żeby zburzyć tę konstrukcje. To właśnie klucz do naszego sukcesu. „My".

Przez cały czas analizujecie nie tylko grę biało-czerwonych, ale również potencjalnych przeciwników. W Europie na tą chwilę nie mamy sobie równych, czy jesteśmy zespołem, który ograłby Amerykanów czy Brazylijczyków?

O Brazylijczykach już po samych mistrzostwach kilka razy myślałem i zaryzykuje pewne stwierdzenie, że gdyby ktoś wpadł na pomysł przywiezienia ich nam do Izmiru to w poniedziałek, dzień po finale, mielibyśmy pierwszą szansę obejrzenia prawdziwego „siatkarsko" spotkania. Praktycznie każda drużyna wychodząca naprzeciw Canarinhos paraliżuje się już na samą myśl, kto jest po drugiej stronie siatki. Teraz my, Polacy jesteśmy niesamowicie pewni własnych możliwości i ten mecz pokazałby kto jest silny siatkarsko. Nie wiem czy oni, czy my, ale na pewno byłby tie-break. (śmiech) Czy tak też będzie w Japonii, nie wiem, ale już nie mogę się doczekać (śmiech).

Czy w takim razie, możemy mieć nadzieję, że utrzymamy się na tej wznoszącej fali i za rok, na mistrzostwa Świata, poczynimy następny krok do przodu w rozwoju zespołu?

Daniel Castellani to człowiek, który nie potrafi stać w miejscu. Wiem, że miał wylecieć wraz z rodziną na kilka dni wakacji, ale mogę się założyć, że jak teraz leży sobie w tych swoich prześmiesznych spodenkach na leżaku przy hotelowym basenie, to nie zastanawia się co kupić sobie do salonu, tylko w jakich elementach będziemy się teraz poprawiać. To taki typ człowieka, więc z pewnością drużyna nie spocznie na laurach. A czy to wystarczy na zdobycie medalu mistrzostw Świata, zobaczymy za rok. Pamiętajmy, że teraz będzie trudniej, wszyscy będą chcieli „bić mistrza".

Mistrzami Europy została drużyna, którą stanowi mieszanka młodości i doświadczenia. Jak będzie wyglądała reprezentacja Polski, gdy do kadry wrócą jej filary – Michał Winiarski, Sebastian Świderski czy Mariusz Wlazły?

Sam wiele razy starałem sobie to wyobrazić i powiem tylko tyle. Chyba niektórzy w kanarkowych koszulkach zaczną poważnie się bać (śmiech). A tak na poważnie, po raz kolejny będzie duża rola Daniela w tym wszystkim, żeby idealnie chłopaków wkomponować w ten zespół. Ale o rezultat tych działań mogę być spokojny.

W tym sezonie ligowym będziesz statystykiem beniaminka PlusLigi Kobiet, Budowlanych Łódź, tymczasem dla Castellaniego masz rozpisywać mecze ze spotkań męskiej ekstraklasy. Podołasz temu zadaniu?

Pracy dla kadry jest mnóstwo. W trakcie sezonu reprezentacyjnego wyszło kilkanaście spraw, którymi trzeba zając się w przerwie. Chcemy stworzyć kilka programów usprawniających prace całego sztabu, m. in. bazę danych dla fizjoterapeutów i trenera przygotowania fizycznego. Chcemy wraz z Fabio popracować nad rozwojem scoutingu w Polsce, planów jest naprawdę mnóstwo. Dodatkowo musimy przygotować się do listopadowego turnieju w Japonii. Lubię pracować, więc mnie to nie przeraża. Wraz z trenerem Popikiem z pewnością dojdziemy do porozumienia i uda się pogodzić pracę dla klubu i dla reprezentacji.

Męska reprezentacja ma przerwę, zawodnicy wracają do klubów, także ty wkrótce przeniesiesz się do Łodzi, znajdziesz czas, aby pokibicować naszym paniom?

Teoretycznie dziś powinienem pojawić się w Łodzi. Dzięki uprzejmości i zrozumieniu trenera Popika dostałem nawet kilka dni więcej wolnego niż zawodnicy. Niestety wystarczył moment, żeby dopadła mnie choroba, która zapowiadała się na „zwykłą" grypę, a dwa dni temu skończyło się to zastrzykiem na poszerzenie dróg oddechowych i wielkim problemem z oskrzelami. Chciałbym już zacząć prace dla klubu, jednak dopiero dzisiejsza wizyta u lekarza da mi odpowiedź, czy pojadę jutro z drużyną do Iławy na turniej, czy zostaje w łóżku na kolejne kilka dni. Jeśli tak będzie z pewnością obejrzę dziewczyny, którym życzę wszystkiego co najlepsze!

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-09-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved