Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Magdalena Śliwa: Nie można się bać rywalek

Magdalena Śliwa: Nie można się bać rywalek

Magdalena Śliwa
fot. archiwum

- Wierzę w dziewczyny i uważam, że powinny dotrzeć do finału turnieju rozpoczynającego się w piątek, bo mają ku temu predyspozycje - przekonuje była kapitan reprezentacji, podwójna mistrzyni Starego Kontynentu z 2003 i 2005 r., Magdalena Śliwa.

Siatkarski krajobraz na kilka miesięcy przed mistrzostwami Europy w 2003 r. nie był zbyt ciekawy. Z funkcji selekcjonera zrezygnował Zbigniew Krzyżanowski, a jego miejsce zajął Andrzej Niemczyk. Mało kto oczekiwał, że polskie siatkarki będą wracały w blasku złota. Przydomek "Złotka", jaki wówczas zyskały, był odmieniany przez wszystkie przypadki. Ludzie polityki, świata kultury i biznesu za punkt honoru przyjmowali, by pokazać się w towarzystwie urodziwych siatkarek. To była największa sensacja owego roku, a powtórka dwa lata później wywołała wielką radość, ale już nie było takiej euforii. Występ i czwartą lokatę w 2007 r. uznano za porażkę, choć biało-czerwone ciągle są w ścisłej czołówce.

Magdalena Śliwa, znakomita rozgrywająca i kapitan reprezentacji, w 2003 i 2005 r. była na parkiecie, a cztery lata później sprawowała już funkcję asystenta włoskiego szkoleniowca, Marco Bonitty.

Chętnie wracam do tamtych wydarzeń, wszak były to chwile niezapomniane – wspomina siatkarka, uznana za najlepszą rozgrywającą turnieju w 2003 r. – Gdy patrzyłam w telewizji na powrót chłopaków, to natychmiast został przywołany obraz z naszego powrotu. To dla nas, a przede wszystkim dla kibiców, była olbrzymia sensacja, bo nikt nie oczekiwał, zwłaszcza po przebiegu turnieju, że sięgniemy po złoty medal.



Trener Niemczyk stworzył mieszankę wybuchową i potrafił wykorzystać wszystko, co można było w tej drużynie. – Przede wszystkim stworzył odpowiednią atmosferę, a jak mało kto zna psychikę kobiet – podkreśla była kapitan reprezentacji. – Jak trzeba było huknął mocnym słowem jak z armaty, zaś innym razem był delikatny i ciepłym słowem wprowadzał odpowiedni nastrój.

Przed inauguracyjnym meczem z Holandią kontuzji doznała Joanna Mirek, siatkarka z podstawowej szóstki i trener Niemczyk musiał dokonać roszady. Nerwy kibiców zostały wystawione na poważną próbę, bowiem wygraliśmy z Holandią dopiero po tie-breaku. – Wówczas nie wiedzieliśmy, że takich meczów na pograniczu horroru będzie znacznie więcej – śmieje się zawodniczka. – Z Bułgarkami wygrałyśmy po równie emocjonującym tie-breaku, ale przegrałyśmy z Włoszkami. Nasz dalszy udział w turnieju już nie zależał od nas, lecz od rezultatu meczu Bułgaria – Włochy. Bułgarki nie sprawiły jednak zawodu i pokonały nasze rywalki. Ten moment miał chyba przełomowe znaczenie w naszej psychice. Z Niemkami w półfinale wygrałyśmy znów po pięciosetowej walce. Finał z Turczynkami był dla nas niczym ciasteczko z kremem.

Powtórka z historii nastąpiła w 2005 r., kiedy to polskie siatkarki znów nie miały sobie równych i ponownie w efektownym stylu sięgnęły po złoto. Półfinał z Rosją, wygrany 3:2 pewnie będzie jeszcze długo wspominany, wszak decydujący, piąty set zakończył się wynikiem 22:20.

Dwa lata temu Magdalena Śliwa wystąpiła już w innej roli i poczynania koleżanek oglądała z ławki trenerskiej. – Głośno mówiło się o powtórzeniu po raz trzeci z rzędu mistrzostwa – wspomina siatkarka. – Jeżeli wygrywa się sześć meczów z rzędu, to można myśleć o końcowym sukcesie. W drugiej fazie pokonałyśmy Serbki 3:0 i w półfinale znów nam przyszło spotkać się z tym zespołem. To chyba po części wprowadziło samouspokojenie w zespole. Kiedy przegrałyśmy był szok i w meczu o brąz byłyśmy rozbite psychicznie. Trudno się zmobilizować, gdy myśli się o najwyższym podium, a gra się o dwa stopnie niżej.

Teraz mistrzostwa w naszym kraju przyjdzie pani Magdzie oglądać w telewizji, bowiem wraz ze swoim zespołem, MKS Dąbrowa Górnicza, przygotowuje się do niezwykle trudnego, ale zarazem atrakcyjnego sezonu. Dąbrowianki mecze Plus- Ligi Kobiet będą dzielić z występami w Lidze Mistrzyń.

Trener Jerzy Matlak stworzył ciekawy zespół i w jego możliwości mocno wierzę – podkreśla liderka dąbrowskiego zespołu. – To prawda, że szkoleniowiec nie miał za dużo czasu, ale ta grupa jest zdolna zawędrować wysoko w turnieju. Przede wszystkim nie można się bać rywalek i trzeba grać od początku szalenie konsekwentnie. Kluczem do końcowego sukcesu będzie wygrana trzech meczów w grupie eliminacyjnej. Cóż z tego, że Holenderki ostatnio grały bardzo dobrze w World Grand Prix. Pamiętajmy, że te turnieje są już za nami, a teraz w Łodzi będzie zupełnie inne rozdanie. Wiem, wiem, w dalszej części imprezy trafiamy na Rosjanki, ale komplet zwycięstw z eliminacji dałby siatkarkom pewien komfort przed następnymi występami.

Występy przed własną publicznością mogą wpłynąć paraliżująco na niektóre zawodniczki, zwłaszcza debiutantki, a takich niemało w naszej drużynie. – Przy takiej publiczności paraliż? Nie ma mowy, one będą niesione tym niecodziennym dopingiem, jestem o tym przekonana – mocno akcentuje pani Magdalena.

autor: Włodzimierz Sowiński – Sport

źródło: Sport

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-09-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved