Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > To nie sen…

To nie sen…

x - [stare] ME 2009: Polska (mistrz)
fot. archiwum

Polscy siatkarze Mistrzami Europy! Wciąż, mimo upływu 48 godzin, brzmi to niewiarygodnie, jak sen. Śniliśmy bowiem o złotym medalu, może i po cichu, ale od początku tych mistrzostw. W niedzielę ten sen się spełnił.

Polacy po raz pierwszy w historii stanęli na najwyższym stopniu podium Mistrzostw Starego Kontynentu. Świadomość ta dopiero do mnie jednak dociera. Piękna świadomość – że to nie sen.

Wielu zarzucało Polakom, że trafili na łatwą grupę, że zwyczajnie im się poszczęściło, bo w drodze do półfinału uniknęli starć z zespołami uważanymi za najmocniejsze. Wielu chyba sądziło też, że bez trzech kluczowych graczy nasi nie dadzą rady. Tymczasem te mistrzostwa pokazały, że mamy drużynę, prawdziwy zespół, w którym – co podkreślają sami siatkarze – nie myśli się „ja", a „my". I Polacy udowadniali to na każdym kroku. Mimo rzeczywiście sprzyjającego losowania były chwile ciężkie, mimo zwycięstw nie wszystko zawsze szło „jak po maśle". O ile można powiedzieć, że wygrane w pierwszej fazie mistrzostw przyszły w miarę łatwo, o tyle w kolejnej rundzie już tak lekko nie było. Wystarczy wspomnieć chociażby pięciosetowe „dreszczowce" z Hiszpanami, czy Słowakami. Ze świetnie spisująca się wcześniej Grecją, Polacy poradzili sobie już gładko i wygrywając 3:0 tylko przypieczętowali awans do półfinału z pierwszego miejsca w grupie. No i się zaczęło… Tam los przydzielił nam Bułgarię i wielu sądziło, że ten mecz będzie prawdziwym sprawdzianem polskich możliwości. Bułgarzy bowiem rewelacyjnie prezentowali się we wcześniejszych spotkaniach. Co tu kryć? Nie byliśmy faworytem. Może to i lepiej? Polacy nie dali szans pewnej siebie Bułgarii, udowadniając tym samym, że świetna passa w dwóch pierwszych rundach turnieju nie była przypadkiem. Finał z Francją pokazał już dobitnie, że „polska grupa" nie była wcale tą słabszą, skoro w niej właśnie grę na europejskim czempionacie zaczynały oba zespoły. Piękna walka obu drużyn dostarczyła nam wszystkim niezapomnianych emocji! Przyznam szczerze, że po ostatniej akcji trudno mi było powstrzymać wzruszenie… Stało się coś, o czym wszyscy w głębi od dawna marzyliśmy, a zarazem w co trudno było uwierzyć. Patrząc na ceremonię medalową, wielki sukces Piotra Gruszki – MVP turnieju i Pawła Zagumnego – najlepszego rozgrywającego mistrzostw, słuchając Mazurka Dąbrowskiego, w tym wielkim szczęściu trudno było dać wiarę, że to dzieje się naprawdę. Potem było powitanie w Polsce i niezapomniane chwile świętowania triumfu polskich siatkarzy. Tłumy kibiców, wiwatujących na cześć swoich bohaterów, śpiewających im hymn i kilkakrotnie gromkie „Sto lat" na Placu Defilad w Warszawie, to widok, który znów przyprawił mnie o dreszcze i spowodował, że ponownie pojawiła się myśl: „Czy to oby na pewno dzieje się naprawdę?". I piękne jest to, że dziś, gdy już wstępnie ochłonęliśmy po tych emocjach, można stwierdzić: „Tak, to stało się naprawdę".

Gdyby ktoś przed rozpoczęciem sezonu reprezentacyjnego powiedział mi, że tak się to wszystko potoczy, puknąłbym się w głowę – stwierdził po półfinałowym meczu z Bułgarią Bartosz Kurek . Trochę głupio dziś się do tego przyznać, ale podpisuję się pod jego słowami. Serce, jak to serce kibica, ciągle wierzyło i podpowiadało, że wszystko może się wydarzyć, że mamy dobrą drużynę, że stać ją na medal. Ale jeszcze kilka miesięcy temu brak kluczowych zawodników wydawał się barierą nie do przejścia. Liczyłam, że będzie dobrze, ale, że aż tak… Piotr Gruszka po zdobyciu złotego medalu powiedział: – Można powiedzieć, że „odwaliliśmy" niezły numer. Oj niezły, panowie, niezły… Oby więcej takich „numerów".



P.S. Patrząc na chłopaków, stojących na podium, a w szczególności na Pawła Zagumnego w koszulce Sebastiana Świderskiego z numerem 13, trudno mi było powstrzymać się od jeszcze jednej refleksji. Przypomniała mi się ceremonia medalowa z Japonii i nasi siatkarze w koszulkach z numerem 16. Tak, o Nim właśnie pomyślałam. O Arku Gołasiu . Dziś mijają cztery lata, od kiedy nie ma Go wśród Nas. Nie zdążył stanąć na najwyższym stopniu podium razem z kolegami. Bardzo Go tam brakowało… I zawsze będzie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-09-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved