Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Daniel Pliński: Kocham siatkówkę!

Daniel Pliński: Kocham siatkówkę!

Daniel Pliński (Skra)
fot. archiwum

Daniel Pliński jest jednym z czternastu siatkarzy, którzy z Turcji przywieźli dla Polski pierwszy złoty medal mistrzostw Europy w siatkówce mężczyzn. Mimo ogromnego zmęczenia turniejem siatkarz nie ma dosyć siatkówki - Kocham ten sport - mówi.

Zdobyliśmy w historii pierwszy złoty medal na mistrzostwach Europy mężczyzn. To ogromny sukces, który jeszcze do mnie nie dociera – mówi wyraźnie wzruszony środkowy reprezentacji Polski i Skry Bełchatów, Daniel Pliński.Myślę, że jeszcze kilka dni będzie musiało upłynąć, abym sobie uświadomił, co takiego uczyniła nasza drużyna w Turcji – dodaje.

Bułgarzy zarzucali naszym siatkarzom, że mieli zdecydowanie łatwiejszą drogę do półfinałów. Czy to wywołało w szeregach biało-czerwonych dodatkową mobilizację przed meczem z podopiecznymi Silvano Prandiego? – Bardzo dużo dał nam półfinał z Japonii (Polacy spotkali się z Bułgarami w półfinale mistrzostw świata – przyp. red.). Wygrana w tamtym meczu dała nam dodatkową swobodę – mówi Daniel Pliński. – Podejrzewałem że ogramy Bułgarów również w Turcji. Oni ewidentnie nie lubią z nami grać. Przez pięć ostatnich lat wygrali z nami tylko jedno spotkanie – w Moskwie 3:2, kiedy nasza pierwsza drużyna była „troszkę rozbita" .

Naszego środkowego czeka teraz kilkudniowy wypoczynek, a wkrótce rozpocznie przygotowania do sezonu wraz ze Skrą Bełchatów. Zatem jak urlop spędzi mistrz Europy? – Na 5-6 dni pojadę do rodzinnego Pucka. Chcę odpocząć, bo już w piątek czeka nas mecz pokazowy. W najbliższym czasie, w moim siatkarskim życiu trochę się będzie działo – śmieje się zawodnik.

W październiku rozpoczną się rozgrywki PlusLigi. W listopadzie naszą reprezentację czeka udział w Pucharze Wielkich Mistrzów. Trudno sobie wyobrazić, aby na pokładzie samolotu do Japonii zabrakło Daniela Plińskiego. – To czy pojadę do Japonii będzie zależało od trenera Castellaniego. Ze swojej strony mogę zapewnić, że kocham ten sport, uwielbiam grać w siatkówkę. Jeśli tylko otrzymam powołanie, to pojadę na Daleki Wschód. Trzeba również pamiętać, że tydzień wcześniej ze Skrą gramy klubowy Puchar Świata. Dużo grania przed nami ale jesteśmy dobrze przygotowani i wszystko wytrzymamy – zapewnia mistrz Europy.




Nocami rozgrywałem wszystkie mecze. Kładłem się spać o północy, a zasypiałem ok. 4-5 rano – wspomina dla "Przeglądu Sportowego" środkowy reprezentacji siatkarzy Daniel Pliński.

PS: Po zdobyciu mistrzostwa Europy trudno panu przejść ulicą w Pucku?

Daniel Pliński: Oj, trudno. Ale jak przyjemnie! Ludzie co chwila mnie zaczepiają i gratulują. Podczas finału ulice musiały być puste. 90 procent Polaków oglądało, jak walczyliśmy z Francją!

W naszej ekipie nie było słychać, by kogoś coś bolało. Trzymaliście problemy w tajemnicy?

– Na wojnie muszą być ofiary, dlatego u nas też były kłopoty. Ale to, że boli, jest normalne. Świetną robotę wykonywali członkowie sztabu medycznego. Proszę koniecznie napisać ich nazwiska: Aleksander Bielecki , Marcin Grochowiak i Jan Sokal dokonywali cudów, abyśmy w dobrej formie wychodzili na następny mecz. Po pół nocy poświęcali, byśmy stawali na nogi.

Znalazł się pan w poniedziałek w fotelu zarezerwowanym dla najważniejszych polityków w Polsce. Występ w programie Tomasza Lisa był stresujący?

– Wtedy byliśmy już 40 godzin na nogach, niemal bez snu. A stres był inny niż na boisku, zwłaszcza dla mnie. Bo ja nie lubię czegoś takiego, ale uznałem, że warto spróbować. To przecież też część naszej pracy, byliśmy winni naszym kibicom te spotkania, wywiady.

A jak duża była impreza po finałowym meczu?

-Impreza?  Nie bawiliśmy się, bo późno wróciliśmy do hotelu. Spać się jednak nie położyliśmy, bo o 5 rano czekał nas wyjazd na lotnisko. To była więc nie tyle impreza, co świętowanie sukcesu i wspólna rozmowa. Alkoholu dużo nie było, czuliśmy zbyt duże zmęczenie fizyczne i psychiczne.

Które było większe?

– Oba. Psychiczne było wielkie, bo człowiek nocami rozgrywał wszystkie mecze. Kładłem się spać o północy, a zasypiałem ok. 4-5 rano. Każdego dnia łapałem się na tym, że mówię sobie, że następnego dnia czeka nas najważniejszy mecz. I wiedziałem, że ten kolejny jest najważniejszy.

Nagrodą był złoty medal ME i kolejny order od władz Rzeczpospolitej Polskiej.

– Teraz dochodzi do mnie dopiero ważna informacja, która robi wielkie wrażenie – dowiedziałem się, że w grach zespołowych w Polsce mężczyźni nigdy nie zdobyli mistrzostwa Europy! To niesamowite, że tego dokonaliśmy. A co do medali – teraz trzeba ściągnąć je z szyi i walczyć o kolejne trofea.

* Z zawodnikiem rozmawiał Żelisław Żyżliński
* Więcej w "Przeglądzie Sportowym"

źródło: inf. własna, Przegląd Sportowy, wp.pl

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-09-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved