Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Kogo nie obchodzą ME siatkarzy?

Kogo nie obchodzą ME siatkarzy?

x - [stare] Mistrzostwa Europy (M) 2009
fot. archiwum

Czołowe tureckie telewizje transmitują wszystkie mecze rozgrywanych w Polsce mistrzostw Europy koszykarzy i przeżuwają je - komentując, analizując, zachwycając się co dorodniejszymi akcjami - do późnej nocy. Zmagania siatkarzy nie zajmują prawie nikogo.

Już w poniedziałek tubylcy pytali mnie, czy w ogóle jeszcze trwają. Na ulicach nie wiszą plakaty, nie słychać ani widać reklam, z gazet po odpadnięciu gospodarzy zniknęły mikroskopijne wzmianki, gadające głowy w sportowych serwisach telewizyjnych o siatkówce ani westchną, cheerleaderkom w hali odechciało się pląsać, trenerzy w przerwach ściszają głos, by ich zaleceń nie podsłuchali rywale, za tłum na trybunach robią głównie wolontariusze, porządkowi (rozespani i odwróceni plecami do boiska), statystycy drużyn, rezerwowi gracze, rodziny i znajomi siatkarzy. Izmirscy taksówkarze nie umieją nawet – bez burzliwych konsultacji z kolegami – namierzyć hali, w której toczą się mistrzostwa.

Na meczach polskiej reprezentacji było trochę żywiej, bo grupka jej kibiców – szczupła, nie więcej niż kilkadziesiąt gardeł i trąbek – wywoływała harmider dający złudzenie, że w hali dzieje się coś ważnego. Nasi wciąż jednak dolatują, więc w meczach finałowych Bułgarzy i Rosjanie ujrzą prawdopodobnie dziwo tureckiej przyrody – kibica w liczbie mnogiej.

Oni przybyli ze Stambułu, który gościł sławniejszych graczy, lecz ich podrygami również interesował się tłumek o rozmiarach błędu statystycznego. Ponury rekord padł na meczu z Serbii z Rosją, absolutnym hicie europejskiej siatkówki. Wysiłek gwiazd formatu Nikoli Grbicia, Ivana Miljkovicia czy Aleksieja Kazakowa podziwiało z bliska 175 osób, i to według szacunków organizatorów, którzy zawsze je zawyżają. Choć przeciętna frekwencja w Izmirze i Stambule oficjalnie przekracza 600 widzów, to regularnych kibiców – płacących marne 10 zł za bilety – siedzi na trybunach niekiedy co najwyżej kilkudziesięciu.



Na wydarzeniach niszowych zazwyczaj nie cierpię. Kiedy przed laty pod warszawski „Iluzjon" schodziło się nas zaledwie, wliczając mnie, trzech maniaków kinowych archiwaliów, chętnie robiliśmy zrzutkę na dodatkowe bilety i wykupywaliśmy minimalną liczbę wejściówek, by seans w ogóle się odbył.

Pustki w Izmirze mnie uwierają. To nienaturalne, by wybitni sportowcy walczyli przy pustych ścianach. Tutaj nikt nie czuje się elitarnie. Raczej prowincjonalnie. Bohaterowie rozgrywek licealnych bywają fetowani energiczniej.

Przed dwoma laty organizatorów turnieju w Moskwie mieli ocalić od wstydu zaciągnięci na trybuny żołnierze. Wypadli groteskowo, miałem wrażenie, że trwają manewry i umundurowane w kolor nudy oddziały ćwiczą deprymowanie wroga beznamiętnymi wyrazami twarzy.

Były szef FIVB Ruben Acosta zyskał sławę prezesa, który dzięki oryginalnemu pomysłowi na Ligę Światową przeobraził siatkówkę ze sportu świetlicowego w efektowne show. Tureckie mistrzostwa Europy z wielkim widowiskiem łączyła tylko gigantyczna elektroniczna tablica, którą wniesiono do izmirskiej hali w połowie turnieju, byśmy jeszcze lepiej widzieli wynik meczu. Wcześniej też widzieliśmy, ale gospodarze ewidentnie chcieli wykonać skok technologiczny, tablica wygląda na co najmniej XXII-wieczną. Niestety, zepsuła się po jednym dniu.

W świetlicy w mojej szkole podstawowej nie stała taka fajna tablica. Ale było w niej więcej życia.

Od ponad 10 lat bywam korespondentem „Gazety" z mniej lub bardziej prestiżowych imprez rangi międzynarodowej. Smutniejszej – abstrahuję od zwycięstw Polaków – jeszcze nie obsługiwałem.

Skomentuj:
Kogo nie obchodzą ME siatkarzy – wpis na blogu Rafała Steca

źródło: rafalstec.blox.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-09-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved