Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jerzy Matlak: Nie boję się żadnej odpowiedzialności

Jerzy Matlak: Nie boję się żadnej odpowiedzialności

Jerzy Matlak
fot. archiwum

- Czy można sobie wyobrazić Jerzego Matlaka stojącego jak posąg? Nie! Bo nie byłby to mój prawdziwy wizerunek - szkoleniowiec reprezentacji Polski siatkarek sam sobie zadaje pytanie i odpowiada na nie. Przed nim najważniejsze wydarzenie sezonu.

Matlak, najbardziej utytułowany trener klubowy, przed kilkoma miesiącami został po raz drugi selekcjonerem reprezentacji siatkarek. Przed nim i jego zespołem najważniejsze wydarzenie tego sezonu – mistrzostwa Europy, które odbędą się w naszym kraju. Trener wraz ze swoimi współpracownikami i siatkarkami pracują w Szczyrku nad formą kadrowiczek. Niebawem ostatnie sprawdziany oraz decyzje personalne, a potem ME.

Czy właśnie tak pan sobie wyobrażał pracę z kadrą przed jej objęciem?

Jerzy Matlak:Zacznijmy od tego, że nie spodziewałem się plagi kontuzji. Ciągle się łudziłem, że któraś z zawodniczek zasili jednak kadrę. Niestety, tak się nie stało. Celowo pomijam nazwiska, bo wówczas o siatkarkach było niezwykle głośno. Było, minęło. Teraz żyjemy w innej rzeczywistości, mamy to co mamy i tyle.



Jednak rezygnację z gry Doroty Świeniewicz mocno pan przeżył?

Jak każdy z nas w środowisku, bo ani ja ani Dorota nie tak sobie wyobrażaliśmy jej pożegnanie z kadrą. Dorota kilka miesięcy temu zadzwoniła do mnie i spytała się, czy nie mogłaby trenować z Farmutilem Piła? Zgodziłem się. Sama zainwestowała w swoją przyszłość reprezentacyjną, wszak nie miała z nikim podpisanego kontraktu. Pomogłem jej wynająć mieszkanie. Poszukała opiekunki dla synka i wszystko finansowała z własnej kieszeni. Przez dwa miesiące trenowała w Pile i byłem przekonany, że odnajdzie się w reprezentacji. Jednak okazuje się, że w dobie internetu każde świństwo jest możliwe. Rozegraliśmy – powiedzmy 10 meczów – i po każdym była poddawana krytyce. Gdy popełniła 2- 3 błędy w czasie spotkania, już się usztywniała i pewnie jej myśli krążyły wokół tego co napiszą o niej internauci. Siatkarka nie wytrzymała tej presji i miała prawo do rezygnacji z gry w reprezentacji.

Buduje pan zespół z myślą o igrzyskach w Londynie. To niezwykły komfort pracy, nieprawdaż?

Wolne żarty, bo to przecież tylko teoria i pan równie doskonale z tego zdaje sobie sprawę. Teraz są mistrzostwa Europy w naszym kraju, gdzie „chciejstwo" jest ogromne i wszyscy oczekują medalu. W następnym roku mistrzostwa świata. Teraz miałem zaledwie trzy miesiące czasu, by stworzyć drużynę zdolną do podjęcia walki w ME. Owszem, kontrakt mam podpisany na cztery lata, ale kto wie czy przypadkiem Matlak komuś się nie znudzi i ten ktoś nie powie mi fora ze dwora.

A zawalił pan coś w czasie swojej pracy z kadrą?

Nie mogłem nic spieprzyć, bo za dużo do spieprzenia nie było. Nie mam sobie nic do zarzucenia, bo przecież wyniki były zadowalające. Niektóre występy wręcz rewelacyjne. Wystarczy choćby wspomnieć turniej w Piemoncie. Awansowaliśmy do finałów mistrzostw świata, no i mogliśmy się znaleźć w finale World Grand Prix. Cieszę się ze zwycięstw nad Japonkami, wygranej z Chinkami, a Tajkom zrewanżowaliśmy się za porażkę w Kielcach. Z tym finałem Word Grand Prix to mam mieszane uczucia, bo po występach w Azji wszystkie zawodniczki były potwornie zmęczone. Aśka Kaczor zaciskała zęby, bo tak ją bolały achillesy, a mimo to wychodziła na parkiet. Pozostałe też miały dość i nie tylko potwornego klimatu. Fajnie grać w finale, ale mielibyśmy mniej czasu na przygotowania do mistrzostw Europy. Innymi słowy coś za coś.

Praca w klubie różni się od tej z reprezentacją?

Oj, tak. W klubie byłem panem sytuacji, bo każda zawodniczka ma kontrakt i można od niej wymagać. Tutaj jest dobra wola z jednej i drugiej strony. Wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu. W klubie selekcja wydaje się dość prosta. Trener przekazuje działaczom listę z nazwiskami siatkarek i oni robią wszystko, by to chciejstwo zrealizować. Oczywiście, różnie z tym bywa, ale tak to mniej więcej wygląda. Z reprezentacją proces jest znacznie bardziej skomplikowany i długotrwały. Trzy miesiące to stanowczo za krótki okres.

Czuje pan presję przed zbliżającymi się mistrzostwami?

Jestem w takim wieku, że zobojętniałem. Nie boję się żadnej odpowiedzialności, bo wiem, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy, by jak najlepiej przygotować zespół do mistrzostw. Nie mogę żyć w ciągłym stresie, czy mnie zwolnią, czy też nie? Na szczęście jestem człowiekiem niezależnym i już ustawionym w życiu.

Po mistrzostwach będzie pan zadowolony z…

Będę miał satysfakcję, gdy siatkarki w każdym meczu zagrają na wysokim poziomie i schodząc z parkietu powiemy sobie: zrobiliśmy wszystko, by swoją robotę wykonać jak najlepiej. Miejsce? Najchętniej chciałbym pierwsze. Tylko proszę pamiętać, że często o sukcesie lub porażce w turnieju decydują 2-3 piłki. I wówczas, albo jesteśmy w euforii, albo też na dnie.

Mam wrażenie, że pan złagodził obyczaje przy ławce rezerwowych…

To z wiekiem przychodzi (śmiech). To prawda, że jestem nieco stonowany, ale bez przesady. Czy można sobie wyobrazić Matlaka stojącego jak posąg? Nie! Bo nie byłby to mój prawdziwy wizerunek. A ponadto siatkarki pomyślałyby, że może je lekceważę. Nie jestem włoskim trenerem, aktorem gestykulującym ponad miarę… Gdy trzeba wspieram zawodniczki, ale gdy widzę, że w danej chwili nic do nich nie dociera, wówczas staram się usuwać w cień.

Rozmawiał Włodzimierz Sowiński – Sport

źródło: Sport

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-09-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved