Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > O kwalifikacjach słów kilka…

O kwalifikacjach słów kilka…

Strefa Siatkówki
fot. archiwum

W miniony weekend reprezentacja Polski siatkarzy wywalczyła upragniony awans do Mistrzostw Świata, które już za rok odbędą się w słonecznej Italii. Biało-czerwoni będą bronili tam srebra, i chyba możemy odetchnąć z ulgą...

Z bólem serca i drżeniem rąk zasiadałam w piątkowe popołudnie przed ekran telewizora, by śledzić poczynania czterech drużyn, które w Gdyni miały walczyć o kwalifikację. Nie to, żebym nie wierzyła w naszych. Broń Boże! Wierzyłam w nich od początku do końca. Ale chyba udzieliła mi się ogólnopolska, a dokładniej mówiąc ogólnosiatkarska panika.

Może się nie udać – te słowa w tygodniu poprzedzającym start "Naszych" w kwalifikacjach słyszałam wielokrotnie. Obawiano się, że Polacy mogą nie awansować, a to byłoby ogromną porażką polskiej siatkówki. Ten, wprowadzany przez większych i mniejszych znawców ukochanej przez nas dyscypliny, niepokój sprawił, że i ja wyczekiwałam na ten turniej z pewnymi obawami.

Zwycięstwo Francuzów nad Słoweńcami sprawiło, że poczułam się nieco pewniej… wszak wszystko szło według wcześniej „ustalonego" scenariuszu. Z niecierpliwością czekałam, zatem na kolejny akt tego spektaklu. Gdy zobaczyłam wybiegających na boisko Polaków skarciłam samą siebie, że nawet przez malutką chwilę, pomyślałam, że coś pomogłoby się nie udać.



A poszło przecież, ku mojej uciesze, jak po sznurku. Dobry mecz przeciwko Słoweńcom, jeszcze lepszy przeciwko Słowakom. W między czasie awans Francuzów. Wszystko potoczyło się tak, jak zakładałam. Awansowali faworyci.

Nasza reprezentacja zaliczyła najważniejszy sprawdzian w tym sezonie na szóstkę. Wygrała wszystkie trzy spotkania, tracąc zaledwie seta. Pokazała się z dobrej strony, choć wszyscy zawodnicy jednogłośnie twierdzą, że przed nimi jeszcze wiele pracy, by na Mistrzostwach Europy zaprezentować to, co chcieliby nam i siatkarskiemu światku, pokazać. Zagrali dobrze, udowadniając, że grać w siatkówkę na wysokim poziomie potrafią. Zyskali psychologiczną przewagę nad swoim pierwszym rywalem podczas wrześniowego Czempionatu – Francją, pokonując ją 3:0. I choć Trójkolorowi wystąpili w nieco okrojonym składzie, to nie możemy zapomnieć, że i my na ten mecz nie rzuciliśmy wszystkich sił. Nasz szkoleniowiec konsekwentnie rotował składem, dając pokazać się w grze gdyńskiej publiczności (prawie) wszystkim zawodnikom.

Mimo ogromnej radości z wywalczonej kwalifikacji jest coś, co nie daje mi spokoju. Gdzie są teraz ci, którzy skazywali "Naszych" na porażkę? Gdzie ci, którzy krytykowali wybory Daniela Castellaniego?

Z trudem odnajdzie się teraz tych, którzy przyznają się, że nie wierzyli, że krytykowali, że spisywali na pożarcie naszą narodową kadrę. Pewnie tylko niewielki odsetek tych osób byłby w stanie otwarcie powiedzieć, że miał duże obawy i był pesymistą w sprawach wywalczeniu awansu.

A mi jest po prostu przykro. I to nawet nie dlatego, że ktoś miał wątpliwości. Bo i one mogły przyjść i pewnie w jakimś momencie przyszły. Ale przykro mi, dlatego że nie wierzono w umiejętności naszych zawodników. Że brak Wlazłego, Świderskiego i Winiarskiego sprawił, iż skazywano tę drużynę na nieuchronną porażkę.

Powinniśmy się jednak cieszyć, że mamy awans. Cel na ten sezon został spełniony. Zapewniliśmy sobie ciągłość występowania na arenach międzynarodowych – i to jest najważniejsze.

Gra naszej reprezentacji zrobiła na mnie wrażenie. Przede wszystkim widać, jak wiele pewności daje tej drużynie obecność na boisku Pawła Zagumnego. Jak to się w siatkarskim żargonie mówi: chłopaki „idą mu w ciemno" nawet, gdy przyjęcie nie jest najlepsze. Widać ogromne zaufanie pozostałych zawodników do naszego rozgrywającego. Nie obawiają się akcji na pełnym ryzyku. Widać w ich poczynaniach spokój. A tego wielokrotnie brakowało podczas rozgrywek Ligi Światowej. Reprezentacji bez „Gumy" a z nim, to dwa różne zespoły.

Zdecydowanie jednak, największe wrażenie zrobił na mnie Bartosz Kurek. Nasz młody przyjmujący pokazał w gdyńskim turnieju, że zrobił kolosalne postępy – zarówno w ataku jak i na przyjęciu. Jest pewny, szybki, dynamiczny. Przyjmuje spokojnie i dokładnie. Zbija z dużą precyzją, wykorzystując zarówno siłę, dynamikę, jak i zagrania techniczne. Świetnie prezentuje się w polu zagrywki, gdzie widać już jak wiele pracował nad jej regularnością. Potrafi zagrać mocno, a po chwili posłać na drugą stronę boisko tzw. flota, co jak widzieliśmy sprawiało wiele problemów naszym rywalom. Może nie powinnam tak go wychwalać, ale wierzę i wydaje mi się, że się nie mylę, że Kurek to bardzo mądry i ułożony chłopak. Jeśli jest, za co chwalić, to trzeba to robić. Konstruktywna krytyka również się przyda. Jednak po turnieju w Gdyni, ja o Bartku Kurku wypowiadać się będę tylko w samych superlatywach. Byleby tylko już teraz, „ktoś" nie zrobił z niego gwiazdy! Niech spokojnie pracuję i udoskonala swoje umiejętności.

O grze środkowych chyba mówić wiele nie trzeba. Pokazali się z bardzo dobrej strony, choć szkoda, że i Łukasz Kadziewicz, nie pojawił się na boisku. I jemu nasz szkoleniowiec powinien dać szansę, ale… jak na razie decyzje trenera Castellaniego są słuszne, więc dajmy mu spokojnie pracować.

Myślę, że możemy być zadowoleni również z postawy Pawła Woickiego i Michała Bąkiewicza. Oboje odbierali podczas tego turnieju statuetki MVP. Zagrali swoje i potwierdzili swoją przydatność w zespole.

Trochę nijak na tle swoich kolegów zaprezentował się Piotr Gruszka, który jednak potrzebuje trochę więcej czasu na odpowiednie wkomponowanie się w ten zespół, z przyczyn jasnych i wszystkim nam znanych. Myślę jednak, że z każdym kolejnym spotkaniem będzie grał coraz lepiej.

Na pewno z zadowoleniem możemy patrzeć na grę Michała Ruciaka i Jakuba Jarosza. Ta dwójka po raz kolejny udowodniła, że poniżej pewnego poziomu nie schodzi.

Niestety jednak, według mnie od grupy zawodników, którą oglądaliśmy w Gdyni, odstaje Zbigniew Bartman. Być może „Zibi" złapał kryzys fizyczny, lub szkodzi mu rywalizacja ze świetnie dysponowanym Bartkiem Kurkiem. Nie zachwycił mnie podczas tego turnieju, ale długo by się nad tym rozwodzić.

Najważniejsze jednak, że osiągnęliśmy zakładany sobie cel. Zakwalifikowaliśmy się do Mistrzostw Świata, a o to w tym sezonie (chyba) walczyliśmy? I choć zbliżający się wielkimi krokami Memoriał Wagnera, może sprawić, że oczekiwania na ten sezon reprezentacyjny zostaną nieco zweryfikowane… to jednak nie nakręcajmy się. Niech nasi zawodnicy grają swoje, to co potrafią najlepiej, a wtedy powinno być dobrze. I nie wspominajmy ciągle tych wielkich nieobecnych. Przestańmy wreszcie mówić o osłabieniach tej reprezentacji. Teraz mamy nową drużynę, nowy skład. Zapomnijmy przez moment o tym, jak było jeszcze rok temu. Cieszmy się tym, co mamy. Zaufajmy tym siatkarzom, którzy teraz grają w biało-czerwonych barwach. A wtedy może będzie tak, jak powiedział Piotr Gacek, może uda się przywieźć z Turcji coś fajnego.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, inne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved