Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ORLEN Liga > Albin Mojsa: Dostałem taki skład i wiem, że lepszego nie będzie

Albin Mojsa: Dostałem taki skład i wiem, że lepszego nie będzie

AZS Akademicki Związek Sportowy
fot. archiwum

Sytuacja Pronaru Zeto Astwa AZS Białystok przypomina TKKF, ale Albin Mojsa nie narzeka i przygotowuje siatkarki do czwartego sezonu w ekstraklasie. - Nie ma w klubie ani w zespole myślenia, że stoimy na pozycji straconej - mówi szkoleniowiec.

Adam Muśko: Z Martą Kulik zostanie podpisany kontrakt?

Albin Mojsa: W tej chwili jest amatorką. Sama przyszła do mnie i poprosiła, czy może trenować. W naszej trudnej sytuacji kadrowej z przyjemnością ją przyjąłem, spisuje się świetnie. Zaproponowałem działaczom, aby podpisali z nią umowę, gdyż będzie nam potrzebna. Nie odbiega bowiem znacznie od pozostałych zawodniczek.

Czy jest jeszcze szansa na to, aby do zespołu wróciła Justyna Sachmacińska, której karta zawodnicza jest w posiadaniu poprzedniego zarządu klubu?



Z różnych względów, na które ja nie potrafię odpowiedzieć, nie ma jej w zespole. Jeszcze wcześniej z Białegostoku odeszła także Emilia Sekutowska [ostatnio BTPS – red.]. Może nie byłaby wzmocnieniem, ale to dziewczyna o fantastycznych warunkach fizycznych i na pewno by się przydała. Mam tych 13 zawodniczek i wiem, że więcej nie będzie. Najgorsze, że Wysocka jest kontuzjowana i nie trenuje. Dodatkowo okazało się, że podstawowa rozgrywająca – Godos – także ma poważny uraz ścięgna Achillesa. Być może będzie potrzebna operacja, a to byłaby już tragedia. Z kontuzją trenuje też środkowa Kalinowska. Obie nie mogą skakać. Wobec takich problemów na środku będziemy próbowali Szeszko [przyjmująca]. Taką mamy sytuację – ze środkiem wielki kłopot, z rozegraniem może być wielki kłopot. Tylko z libero nie ma problemu, bo Saad gra na jakimś poziomie, a do tego doszła Gajewska, która również spisuje się świetnie na tej pozycji.

Trudno marzyć o utrzymaniu zespołu w ekstraklasie?

Nie ulega wątpliwości, że będą problemy, aby wygrywać mecze, ale nie są to dziewczyny złe. Można z nimi pracować i marzyć o jakichś sukcesach, ale w granicach rozsądku. W lidze są zespoły, które mają składy mocniejsze, lecz będziemy walczyli. Nie ma w klubie ani w zespole myślenia, że stoimy na pozycji straconej. Atmosfera jest dobra, dziewczyny pracują tak, jakbym sobie tego życzył.

Ale nie gwarantują utrzymania w lidze.

Muszę się z tym zgodzić. Najgorsze jest to, że pozostały w Białymstoku tylko te zawodniczki, które w ostatnim sezonie mało grały. Tylko Saad wychodziła w podstawowym składzie, wobec czego trzeba do niej dołączyć pięć – sześć nowych zawodniczek. Mamy kilka młodych, zdolnych, jak Właszczuk, ale ona dopiero skończyła 15 lat. Na szczęście doszły też dziewczyny, z którymi logika pozwala pracować. W pierwszej kolejności to Batina, która dysponuje wyjątkowymi warunkami fizycznymi i będzie na pewno naszą siłą w ataku. Chociaż gdy ją przywiozłem, trener Alojzy Świderek [miał zostać trenerem białostoczanek] sceptycznie do niej podchodził. Mówił, że może w perspektywie dwóch lat będzie wzmocnieniem. Rzeczywistość jest inna, będzie naszą podstawową atakującą.

Gdzie jeszcze szukać mocniejszych punktów drużyny?

Trudno to czynić. Nawet atak zespołu mimo wszystko wygląda źle. Pozostałe dziewczęta reprezentują to, co potrafią, co grały w poprzednich klubach. Nie mamy ataku, który decydowałby o wyniku. Zastanawiam się więc, jaką przyjąć taktykę. Wydaje mi się, że możemy grać szybciej, bardziej kombinacyjnie. Może uda się postawić na bardziej agresywną zagrywkę.

Czy próbował pan rozmawiać o niezbędnych wzmocnieniach z działaczami?

Dostałem taki skład i wiem, że lepszego nie będzie. To nierealne, bo wszystkie kluby załatwiają sprawy transferowe w maju, a może jeszcze wcześniej. Wszystkie siatkarki, które przedstawiają jakąś wartość, są już zajęte. Można szukać w niższych klasach, ale te zawodniczki mogą tylko stanowić zaplecze.

Prezes klubu Adam Cybulski w jednym z wywiadów przyznał, że możemy spaść z ekstraklasy, najważniejsze jest oddłużenie klubu.

Oddłużenie nie jest celem sportowym. Największym nieszczęściem klubu będzie spadek, bo wtedy odejdą zawodniczki, choć to już tradycja w Białymstoku. Utrzymanie się będzie nadzwyczaj trudnym zadaniem. Wszyscy mówią, że słabszym zespołem może być Gedania Żukowo, ale ja w to nie wierzę. Ten klub posiada najlepsze juniorki w kraju, które grały już w tamtym sezonie w ekstraklasie, wzmocnione doświadczoną Elżbietą Skowrońską. Może będziemy rywalizować z zespołem z Mielca, ale z kolei tam grają bardzo rutynowane zawodniczki. Cóż, podjąłem się tej roboty, bo jestem odważny. Gdy pracowałem w Chorwacji, mówiono o mnie "trener, który zawsze coś stworzy". Zdobyłem tam tytuły mistrza kraju. Chyba mam szczęście do siatkówki. W latach 70. awansowałem do I ligi z drużyną Poloneza Warszawa, a dziewczyny te zaczynały ze mną pracę jako dzieci.

Wziął pan tę pracę, bo chce pan wrócić do Białegostoku?

Nie ma takiej sytuacji. Chcę utrzymać zespół w ekstraklasie. Zgodziłem się na dużo mniejszy kontrakt, niż proponowano tu Świderkowi, bo praktycznie nic nie mam do stracenia. Pieniądze na pewno nie będą mnie tu trzymać. Nie pozwolę sobie na ingerowanie w sprawy sportowe zespołu. W każdej chwili mogę odejść do Chorwacji. Tam zawsze mam pracę, jestem szanowanym trenerem.

Czy drużyna ma w końcu plan przygotowań? Najbliższe mecze kontrolne to Akademickie Mistrzostwa Polski?

To jedyna pewna impreza, w której weźmiemy udział, zaczyna się 26 sierpnia. Będę miał w końcu szansę zobaczenia zawodniczek w boju, bo jeszcze ich nie widziałem w grze. Zobaczymy, co z tej gliny da się zlepić. Zaczynam tu swoją pracę i pracuję w warunkach, jakie stwarza mi klub, a one nie są złe. Chociaż przydałby się jakiś obóz. Nie mamy też spotkań towarzyskich. Spodziewałem się, że będziemy zapraszani przez inne kluby, ale nie ma takich zaproszeń. Może to trochę śmieszne, ale dostaliśmy jedynie zaproszenie z Ostrołęki od zespołu II-ligowego. No to odmówiłem, bo to poziom nie dla nas. Zorganizujemy turniej u siebie, ale nie wiadomo kiedy. Na pewno zagra na nim drużyna z Mielca. Wiem, że musimy rozegrać jak najwięcej gier. Zgłosiłem potrzebę rozegrania co najmniej 14 spotkań, reszta jest w rękach działaczy. Warunki mamy dobre. Dziewczyny w ramach urozmaicenia treningu korzystają z zalewu na Dojlidach, gdzie są kajaki, rowery wodne. Cieszę się, że mam asystenta, Szymona Zejera, którego sprowadziłem z Warszawy. Grał kiedyś w siatkówkę, a dodatkowo jest specjalistą od siłowni. Nasz statystyk też jest obiecujący. A więc sprawy organizacyjne są w jak najlepszym porządku.

Alojzy Świderek miał zostać koordynatorem w klubie. Czy kontaktuje się z panem?

Sprawa pana Świderka jest mi zupełnie nieznana. Dowiedziałem się tylko o nim, jak przywiozłem na sprawdzian Batinę, a on miał wtedy pracować w Białymstoku. Nie wiem, czy będzie pełnił rolę koordynatora, ale raczej nie.

Taka Godos przychodziła do Białegostoku tylko dlatego, że trenerem miał być Świderek.

To powinna teraz odejść, bo Świderka nie ma (śmiech). Wiem, że jestem dla niej trenerem absolutnie nieznanym i gdybym się nie spodobał, może pójść za Świderkiem. Ale Świderek z wiadomych względów nie chciał podjąć tej pracy. Gdyby tu było ze cztery-pięć zawodniczek z reprezentacji Polski, to pewnie by pracował.

Rozmawiał Adam Muśko

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ORLEN Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved