Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Po bloku: „Inaczej nie wypada”

Po bloku: „Inaczej nie wypada”

Andrzej Karbownik
fot. archiwum

Nadchodzący weekend będzie pierwszym znaczącym testem jakości pracy Daniela Castellaniego. Testem, należy to przyznać, niełatwym. Ale na pewno możliwym do pomyślnego przejścia. Może dlatego, że inaczej po prostu nie wypada?

W zbliżającym się trójmeczu naprzeciwko reprezentacji Polski staną trzy zespoły nie należące obecnie do potentatów światowych, i, nawiązując do teorii marketingowych, znajdujące się w trzech różnych miejscach na krzywej rozwoju. Słowacja to zespół, który aktualnie wydaje się być na krzywej wznoszącej. Kilku zawodników gra w zupełnie przyzwoitych ligach, w tym włoskiej a rozgrywający był objawieniem polskiej Plus Ligi w ostatnim sezonie. Słowacy w tym roku w czwórce Ligi Europejskiej w dość dobrym towarzystwie (Niemcy, Hiszpania, Portugalia), a w ubiegłej edycji nawet ją wygrali. Wzorem innych drużyn plasujących się na krzywych wznoszących jako trenera zaangażowali Włocha…. Słowem, zespół średniej klasy kontynentalnej, bez supergwiazd i jakiegoś szczególnego błysku, ale solidny, bazujący na sile i trudnej zagrywce i na pewno nie do zlekceważenia, choć nie może budzić przesadnego respektu.

Słowenia to drużyna, która praktycznie od chwili ukonstytuowania się swojej federacji (to jest od 1992 roku) znajduje się w jednym i tym samym miejscu siatkarskiej drabinki, i to na miejscu zdecydowanie niskim. Chociaż w ostatnio rozgrywanych w Pescarze Igrzyskach Śródziemnomorskich zajęła trzecie miejsce, pokonując po drodze silne de nomine reprezentacje Grecji i Francji, to pamiętać należy, że w imprezie tej oba wymienione kraje wystawiły swoje drugie reprezentacje, a nawet, powiedziałbym, „bardzo drugie". Próżno też szukać reprezentantów Słowenii w silnych ligach Europy, a jeden Tine Urnaut z greckiego Olimpiakosu i drugi Mitja Gasparini z Iraklisu (transfer na najbliższy sezon) nie czynią wiosny. Kadra oparta jest praktycznie na dwóch zespołach krajowych, to jest ACH Volley Bled i Astec Trigław, miarą siły których jest to, że pomimo tryumfu tego pierwszego w Top Teams 2007 wylosowanie go w tegorocznej edycji LM przez Resovię wywołało może nie euforię, ale dużą radość w rzeszowskich szeregach.

Pozostaje ekipa Francji. I moim zdaniem jest to zespół, który plasuje się zdecydowanie na krzywej schodzącej. Kiedy popatrzeć na osiągnięcia trójkolorowowych, to widać wyraźnie, że ostatnie z nich miały miejsce ładnych parę lat temu, a konkretnie w 2006 roku, kiedy zajęli drugie miejsce w Lidze Światowej. Gdyby zaś pominąć imprezy komercyjne i rozważać jedynie te o randze mistrzowskiej, to ostatni sukces Francuzów miał miejsce w… 2003 roku, (wicemistrzostwo Europy). Tamte czasy pamięta jednak tylko Stephane Antiga, natomiast młodzi jakoś nie mogą nawiązać do dawnych, świetnych tradycji, i to, co dziwne, pomimo naprawdę imponujących wyników we wszelkiej maści rozgrywkach kadetów i juniorów, zwłaszcza europejskich, gdzie zgromadzili piękną kolekcję złotych i srebrnych medali. Lwia część zawodników gra w lidze krajowej (co również może świadczyć o poziomie sportowym), która ostatnio również nie odnotowuje spektakularnych sukcesów, bo od dwóch sezonów próżno szukać francuskiej drużyny w Final Four Ligi Mistrzów, choć jeszcze 8 lat temu w tych rozgrywkach tryumfował Paris Volley, a w 2007 roku drugie miejsce wywalczyło Tours. To już nie ta Francja, która zachwycała wymyślną techniką ataku, a grą w obronie doprowadzała do rozpaczy najtęższych siatkarskich bombardierów, nie ta.



Reasumując, ekipa biało – czerwonych staje naprzeciwko drużyn w chwili obecnej na pewno nie bardzo silnych, choć na pewno nie należących do słabeuszy. Co z tego wynika? Ano to, że jeżeli chcemy, by dalej uważano Polskę za jedną z czołowych drużyn świata, to wygranie rywalizacji w gdyńskim turnieju staje się nie pełnią szczęścia, ale normalnym, szarym obowiązkiem. Choćby dlatego, że, pomimo wszystko, inaczej po prostu nie wypada.

Jeżeli spojrzeć na indywidualne osiągnięcia poszczególnych zawodników w ostatnim okresie, to żaden z rywali choćby w przybliżeniu nie jest w stanie się do nich zbliżyć. Uczestnicy igrzysk olimpijskich, wicemistrzowie świata, uczestnicy rozgrywek finałowych Ligi Światowej z jednej strony, zaś z drugiej …. kto chce, niech sam sprawdzi, bo i mówić nie ma o czym: zwycięzcy Ligi Europejskiej w roku 2008, rozgrywek, przy całym szacunku, raczej drugiej kategorii, lub brązowi medaliści Igrzysk Śródziemnomorskich, imprezy kategorii już nie drugiej, ale trzeciej. Doświadczeniem wyniesionym z największych (a tym samym najbardziej stresogennych) imprez światowych nasi kadrowicze górują nad swymi przeciwnikami w sposób zdecydowany, podobnie jak ilością zdobytych w różnego rodzaju zawodach nagród i wyróżnień. Grę Polaków poprowadzi na przykład Paweł Zagumny dwukrotnie (w roku 2006 i 2008) uznany za najlepszego rozgrywającego świata, a zbijał będzie Piotr Gruszka, najlepszy atakujący Ligi Światowej w roku 2004 i mistrzostw Europy w roku 2003. Przy takiej przewadze osiągnięć i doświadczenia przegrać naprawdę nie wypada.

Liga polska należy do najsilniejszych w Europie (IV miejsce w ostatnim rankingu CEV), wyprzedzając, choć nieznacznie, Francję oraz w sposób bardzo znaczący Słowację i Słowenię. Zarobki ligowe, według ocen ekspertów, plasują nas na pozycji analogicznej do zajętej w rankingu, choć w przypadkach zawodników z najwyższej półki są one na pewno porównywalne z zarobkami we Włoszech a i, w świetle ostatniej sytuacji gospodarczej na Wschodzie, również w Rosji. Mecze polskiej ligi i reprezentacji są transmitowane na trzech a czasem i czterech kanałach TV (w tym jednym otwartym) co jest ewenementem w Europie pod względem promocji dyscypliny. Kibice polscy w powszechnej opinii uważani są za najlepszych na świecie, i również w Gdyni będą występować w charakterze broni masowego rażenia (że zaryzykuję tak daleko idące stwierdzenie) wspierającej naszych zawodników. No, czyż w takiej sytuacji wypada przegrać?

W świetle tego wszystkiego sądzę, że w niedzielę będziemy mieli, jako wielbiciele biało czerwonych tryumfów w ogóle, a siatkarskich w szczególności, wiele powodów do zadowolenia. Co prawda niektórzy ludzie małej wiary przebąkują o możliwych kłopotach w związku z kontuzjami naszych trzech wiodących do tej pory reprezentantów, ale w kraju, gdzie siatkówka jest dobrem narodowym nie wypada przecież mówić o braku zaplecza i właściwych zmienników. Tym bardziej, że zarówno Liga Światowa jak i ostatnie spotkania sparringowe dowiodły, że, kiedy trzeba, to nasza młodzież potrafi pokazać lwi pazur, a wszyscy kadrowicze zdają sobie doskonale sprawę, że w przypadku ewentualnej porażki również nie będzie im wypadało zrobić pewnej rzeczy. Mianowicie pokazać się na oczy tym wszystkim, którzy w nich wierzyli i wierzą.

Napisz do autora: andrzej.karbownik@siatka.org

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, Po bloku

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved