Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Jose Roberto Guimaraes – Żywa legenda

Jose Roberto Guimaraes – Żywa legenda

Brazylia
fot. archiwum

Pozostaje zawsze o kilka kroków przed innymi. Poraża wiedzą, która zrobiła z niego jednego z największych trenerów w historii. Jose Roberto Guimaraes, znany jako „Ze Roberto", opowiada m.in. o niespełnionych marzeniach, podejściu do kobiet i miłości do zwierząt.

Jose, jako trener wygrałeś ze swoimi zespołami już niemal wszystko. Co jeszcze pozostało do zdobycia?

Wiele rzeczy. Oczywiście bardzo chciałbym jeszcze zdobyć Ligę Mistrzyń i mistrzostwa świata, którego z żeńską reprezentacją jeszcze nie udało mi się wygrać. Wygrać przyszłoroczny mundial będzie jednak niezwykle ciężko, ponieważ do tego trofeum będzie kandydowało około dziesięciu zespołów. Brazylia, tak jak kilka innych reprezentacji, zaczyna nowy cykl. Pojawią się u nas dwie nowe, młode rozgrywające, które trzeba przygotować do zmagań międzynarodowych. Mamy talent, jesteśmy silni, ale brakuje mam doświadczenia rozgrywających.

Po raz kolejny zapisałeś się dużymi literami w historii siatkówki, tym razem tej włoskiej, bo jako jedyny wygrałeś w jednym roku wszystkie trofea, które były możliwe do zdobycia.



Po pierwsze, praca w Pesaro z tym zespołem była dla mnie wielkim honorem. Po drugie, wygrać te trzy trofea było czymś naprawdę przepięknym. Żałuję trochę Ligi Mistrzyń, ale pomimo tego myślę, że nasz sezon był doskonały. Pięćdziesiąt rozegranych spotkań i czterdzieści siedem wygranych. Te liczby mówią same za siebie. Miałem do dyspozycji wspaniałą grupę, która od początku do końca rozumiała się wyśmienicie i co najważniejsze dla mnie, miałem wielką przyjemność z nimi trenować. Zaprzyjaźniłem się z wieloma zawodniczkami, tak więc dla mnie będzie to rok, którego nigdy nie zapomnę.

Co było sekretem tego sukcesu?

Sekretem zwycięstwa jest grupa. Kiedy wszystkie zawodniczki grają razem, kiedy wszystkie trenują ciężko i z wielkimi chęciami rozwoju, nie może być inaczej. Moim zdaniem, chęć do treningu i zdobywania nowych umiejętności jest ważniejsza od chęci zwycięstwa, bo tylko odpowiednie przygotowanie pozwoli coś wygrać. Gdy do tego dołożysz zespół, w którym wszystkie siły i chęci rozkładają się równo, to musi doprowadzić do sukcesu. W tym roku nie mieliśmy żadnej zawodniczki, która byłaby gwiazdą, to grupa była naszą gwiazdą. Każda zawodniczka pracowała dla siebie, ale także dla swojej koleżanki, a to jest najpiękniejsze w sporcie.

Wielu obserwatorów twierdzi, że różnicę stanowił brazylijski styl pracy. Na czym on polega?

Nasza szkoła siatkówki jest bardzo zróżnicowana, bo wielu rzeczy nauczyliśmy się od innych. To nie my ją stworzyliśmy. Trochę zapożyczyliśmy od Japonii, Polski czy Czechosłowacji, która miała bardzo technicznych zawodników. Cały czas się uczyliśmy. Stawiamy mocno na przygotowanie fizyczne i dużo pracujemy nad indywidualną techniką zawodników. Mnie najbardziej odpowiadają siatkarki uniwersalne, które są dobre w kilku elementach. Nie wystarczy być świetnym ataku, ale trzeba mieć także pojęcie o bloku i obronie.

Jaka jest Twoja filozofia siatkówki?

Zaczyna się od fizyki oraz techniki, ale koncentruje się przede wszystkim na taktyce. To wszystko zależy od tego, jakie zawodniczki masz do dyspozycji i co możesz z nimi zrobić. Jeżeli są szybkie, skaczą wysoko i dobrze czytają grę, to wtedy nie powinno być żadnych problemów. Gdy szukam siatkarki do mojej drużyny, skupiam się między innymi na tym, by posiadały powyższe cechy. Poza tym muszą być dyspozycyjne, mieć dobry kontakt z całą drużyną i przede wszystkim muszą pałać chęcią pracy. I to moim zdaniem jest recepta na siatkówkę idealną. Dużo pracy, dużo cierpliwości i spokoju, dialog pomiędzy trenerami a zawodniczkami, by zrozumieć ich życiowe problemy oraz poznawać oczekiwania. Najpierw trzeba być człowiekiem, a dopiero później trenerem.

Po raz pierwszy w swojej karierze miałeś okazję pracować z Polką. Jak możesz podsumować tę współpracę?

Miałem okazję powiedzieć już Kasi Skowrońskiej, że dla mnie to było niesamowite doświadczenie. Sprawdziło się wszystko, co myślałem o niej jako o człowieku i jako o siatkarce. To zawodniczka, która ma ogromny talent do siatkówki, skacze wyżej od innych i posiada szybkość, co w przypadku jej pozycji jest bardzo ważne. Moim zdaniem, z każdym rokiem będzie robiła jeszcze większe postępy. W czasie całego sezonu było widać, że Kasi bardzo pasował system treningów, gry i relacji, jaki panował w tym roku w Pesaro. Spokojna i rozluźniona miała swój wielki rok i moim zdaniem należy już do piątki, a może nawet trójki najlepszych atakujących na świecie. Jest tylko kwestią czasu, aż zacznie piąć się wyżej. Kasia lubi pracować ciężko, jest skoncentrowana na tym, co robi i jest wspaniałą koleżanką dla wszystkich, także dla mnie. Fenomenalna dziewczyna, w której zakochaliśmy się wszyscy i wiedzieliśmy, że nie możemy pozwolić jej odejść. To był dla mnie wielki honor, że mogłem z nią pracować i bardzo żałuję, że na tym musi się zakończyć.

A co ze słynnym blokiem, o który robiliście nawet zakłady?

Na początku sezonu były z tym problemy, ale pod koniec Kasia już bardzo się poprawiła. Ona wysoko skacze i czasami zdarzają jej się odchylenia już w górze. To przede wszystkim kwestia koncentracji. Ważniejsze, moim zdaniem, jest to, że Kasia poprawiła znacznie obronę. W play-off była jedną z najlepiej broniących w drużynie i bardzo pomogła w tym drużynie. Jej zagrywka jest precyzyjna i bardzo zróżnicowana. W bloku daliśmy jej w tym sezonie dużo więcej zadań niż powinna mieć. Była odpowiedzialna za blok na skrzydle, ale także za niektóre kombinacje środkowych oraz drugą linię ze środka.

Dla was, Brazylijczyków, współpraca bloku z obroną jest rzeczą priorytetową?

Tak, według mnie to fundamentalna sprawa w siatkówce. Nasz naród ma ogromny problem z koncentracją w obronie. Wszyscy Brazylijczycy zawsze, w każdym sporcie chcą atakować. Spróbuj poprosić Brazylijczyka, żeby bronił, to zwariuje. Wiedząc o tym, musieliśmy szukać drogi wyjścia. W związku z tym nasza reprezentacja zaczęła wygrywać, gdy skupiliśmy się na poprawnej obronie. Atak jest dla nas naturalny i wykonujemy go ze spokojem, w destrukcji trzeba być bardziej uważnym i zrównoważonym. W dzisiejszych czasach mecze wygrywa się właśnie obroną, bo kontratak przychodzi nam bardzo łatwo. Ja stawiam mocno na system defensywny, który zaczyna się od dobrej zagrywki.

W takim razie Jaqueline nie jest typową Brazylijką? Na boisku jest przecież drugą libero…

Jaqueline jest inna. Po dwóch operacjach wiązadeł krzyżowych w kolanie była zmuszona zmienić swój styl gry. W czasie tych dwóch długich okresów rehabilitacji nie wolno jej było skakać i mogła trenować tylko na ziemi. To zmieniło kompletnie jej posturę na boisku i technikę gry.

Jesteś jednym z niewielu trenerów, którzy łączą pracę w klubie z obowiązkami trenera reprezentacji. Czym różnią się od siebie te dwie rzeczy?

Zespół klubowy można prowadzić techniką fal. To znaczy, że jednego dnia pracujesz na 60 procent, a drugiego na 80, i tak na zmianę. W reprezentacji nie ma na to czasu i trzeba zasuwać zawsze na 100 procent. Nie ma czasu na chwile słabości, bo rytm i tempo są bardzo wysokie. Z kadrą musimy rozegrać więcej meczów na wyższym poziomie, a na dodatek w krótszym czasie. Zawodniczki, chcąc zdobyć złoty medal, muszą zaakceptować ten rytm oraz zrozumieć, że nie ma czasu na odpoczynek. Liga i reprezentacja różnią się od siebie przede wszystkim motywacją. We Włoszech sezon jest długi i bardzo ciężki. Przez sześć, osiem miesięcy przygotowujesz się, by na koniec zdobyć ten jeden wymarzony tytuł. Po nim nic już nie ma. Z kadrą gra się wiele turniejów, jeden po drugim, po których trzeba przygotowywać się do następnego. Celuje się w najważniejsze imprezy, które zazwyczaj rozgrywane są co cztery lata. Tak więc przez te cztery lata pracujesz na to by w ciągu dwóch tygodni udowodnić swoją wyższość.

Mówi się, że dwie najsilniejsze ligi na świecie to obecnie włoska i brazylijska. Co o tym sądzisz?

Zdecydowanie liga włoska jest ciągle najmocniejsza na świecie. Większość najlepszych zawodniczek świata gra w Italii, w naszym kraju grają tylko Brazylijki. Myślę, że jedynie trzy, może cztery kluby z Brazylii mogłyby brać udział w lidze włoskiej.

Po wielkim tegorocznym sukcesie z Pesaro postanowiłeś zostawić Scavolini i wrócić do Brazylii. Co pozostanie szczególnie w Twojej pamięci?

Wyjeżdżam ze świadomością dobrze wykonanej pracy i spełnionego zadania. Wracam z podniesioną głową, bo udało nam się zdobyć drugie z rzędu „scudetto" z zespołem, z którym chciałby pracować każdy trener na świecie. Pozostanie we mnie nostalgia za tym zespołem, który powtarzam, był najlepszym, jaki kiedykolwiek miałem w swoich rękach. Wygrać po raz pierwszy w historii jest ciężko, ale powtórzyć ten sukces jest jeszcze trudniej, bo wszyscy oczekują od ciebie jeszcze więcej. Mieliśmy wiele pięknych momentów. Jest mi przykro, że muszę odejść, jednak zmuszają mnie do tego sprawy rodzinne.

Odchodzisz, jednak zdążyłeś już zapowiedzieć, że niedługo wrócisz…

Wrócę! Odnalazłem się bardzo dobrze we Włoszech i myślę, że dla każdego trenera bardzo ważne jest, by brać udział w rozgrywkach ligi włoskiej. Dla nauki, znajomości najlepszych zawodniczek, dla samej woli spróbowania swoich sił z najlepszymi. To, co mnie spotkało w Italii, było wspaniałym doświadczeniem, a wspaniałe doświadczenia należy powtarzać. Teraz jestem nieco zmęczony, muszę wykonać swoją pracę z reprezentacją, jednak jako trener siatkówki na dwóch frontach do Londynu dociągnę (śmiech). Ten rok traktuję jako wypoczynek. Życzę Angelo (Vercesiemu – przyp. red.) jak najlepiej, bo chciałbym, aby to on kontynuował swój lot w Pesaro samodzielnie. Nigdy nie mówię nigdy i zawsze staram się zostawić sobie otwarte drzwi na przyszłość.

Wracasz do Brazylii, bo jak mówisz, musisz uporządkować wszystkie sprawy w swojej reprezentacji. Jakie problemy może mieć trener mistrzyń olimpijskich?

Minął cykl olimpijski i mamy już zaplanowane kolejne sto pięćdziesiąt wydarzeń, w których będziemy uczestniczyć. W tym nowym cyklu musimy szukać możliwości ogrywania młodych zawodniczek, przede wszystkim rozgrywających. Podstawa reprezentacji pozostanie ta sama, jednak nowe siatkarki muszą nabrać doświadczenia. Straciliśmy fantastyczną Fofao, która w wieku trzydziestu ośmiu lat chce wreszcie usystematyzować swoje życie. By wprowadzić to w życie, potrzebujemy czasu. Musimy dać nowym siatkarkom szansę na robienie błędów i poznanie najwyższego światowego poziomu. Dlatego właśnie poprosiłem federację o udział we wszystkich rozgrywkach, jakie tylko będą możliwe do rozegrania. Teraz jest czas ogromnej pracy dla młodych, a doświadczone mogą wreszcie trochę odpocząć. Musimy teraz krążyć po świecie, by dać wszystkim możliwość poznania, co znaczy być reprezentantką swojego kraju i członkiem zespołu mistrzyń olimpijskich. Teraz najważniejsze jest, by ciężko pracować i dać odpocząć tym zasłużonym, które poświęciły ostatnie cztery lata swojego życia na występy w kadrze. One mają już umiejętności i doświadczenie. Wrócą za rok ze zdwojonymi siłami i chęciami.

W wielu zespołach doszło do zmian pokoleniowych. Jak Twoim zdaniem będzie wyglądała teraz hierarchia sił w żeńskiej siatkówce?

Najsilniejsze będą te reprezentacje, które utrzymają podstawy dawnych składów, jak na przykład Włochy lub Stany Zjednoczone. Pozostałe drużyny czekają duże zmiany i musimy poczekać na efekty tych transformacji. To będzie ważny rok przede wszystkim dla młodych zawodniczek.

Jako jedyny trener na świecie zdobyłeś złote medale olimpijskie, zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami…

To były dwie rzeczy zupełnie od siebie różne. Pierwsza nasza wygrana w Barcelonie przyszła niespodziewanie, bo to nie my byliśmy faworytami. Prace w kierunku igrzysk zaczęliśmy w 1988 roku, co przyniosło rezultaty w 1989 roku w reprezentacji juniorów, która, tak na marginesie, była bardzo utalentowana. Na igrzyska jechaliśmy, żeby dostać się do półfinałów, co miało być wynikiem idealnym. Potem z meczu na mecz zwyciężaliśmy i tak udało nam się dotrzeć do 1993 roku, kiedy to wygraliśmy Ligę Światową. To była młoda reprezentacja, która miała w sobie wielką pasję siatkówki. Ja miałem wtedy 38 lat i trenowałem zaledwie od czterech sezonów. Jako zawodnik miałem już swoje doświadczenia, bo uprawiałem ten sport przez 21 lat, jednak zawodu szkoleniowca nauczył mnie Bebeto. Byłem jego pomocnikiem w latach 1989-1990 i zapewne dlatego później federacja zaproponowała mi przejęcie reprezentacji. Bebeto był już we Włoszech, ja w międzyczasie trenowałem jeszcze juniorów do lat 17 i 19. Wygrana w 2008 roku była zupełnie inna. Pracowaliśmy cztery lata jak szaleni, graliśmy wszystko, co było możliwe i próbowaliśmy tworzyć grupę. Zaczęliśmy pracę z trzydziestoma zawodniczkami, z których w 2008 wybraliśmy dwanaście, by zabrać je na igrzyska. W tym cyklu, który właśnie się zakończył, rozegraliśmy 140 meczów, z czego wygraliśmy 124, w tym 15 turniejów. Od samego początku w 2004 roku wyznaczyliśmy sobie jeden cel, do którego mieliśmy dążyć – zwyciężyć w Pekinie.

W Twojej kolekcji złotych medali jest już niemal wszystko. Będziesz bardzo żałował straconej szansy w Lidze Mistrzyń?

Ogromnie. Jeszcze długo będę to opłakiwał. Przez złotego seta nie udało nam się wejść do półfinału, a wiedzieliśmy dokładnie, że kto wygra ten mecz, zapewne wygra też całe rozgrywki. Teraz myślę, że to wyzwanie, które będę miał na przyszłość. To mocno pozostało mi w gardle, więc jak wrócę, to po to, by tę Ligę Mistrzyń wygrać.

Twoje zawodniczki podkreślają, że jak nikt inny je rozumiesz i potrafisz z nimi znaleźć wspólny język. „Studiowałeś" w specjalny sposób psychikę kobiet?

Uczę się tego przez cały czas. Czytałem stosy książek na ten temat, by zrozumieć, jak wygląda ich tok myślenia, przede wszystkim, gdy są w grupie. Początkowo traktowałem je tak, jak mężczyzn i trzymałem dystans. Teraz staram się więcej rozmawiać, znaczyć więcej i być bardziej wrażliwym na ich oczekiwania i postępowanie. Staram się zrozumieć, jak każda z osobna jest skonstruowana, by wiedzieć, w jaki sposób do nich dotrzeć. Także dlatego, że mam do czynienia z zawodniczkami wychowanymi w innych kulturach. Każdą z nich należy traktować inaczej. Chcę zrozumieć ich życie, także prywatne, bo to pomaga potem na boisku. Kobiety muszą pracować w harmonii, zadowolone i szczęśliwe, bo w ten sposób można osiągnąć z nimi więcej. Każda z moich zawodniczek ma swoją osobistą charakterystykę, którą ja muszę uszanować. Jeżeli jedna ma męża, inna dziecko, a jeszcze inna narzeczonego, to nie wolno koncentrować się wtedy wyłącznie na niej, ale także na tych pozostałych osobach, które są dla niej ważne. Jeżeli zadbasz też o nich, wtedy ona da z siebie jeszcze więcej. Nie można być tylko trenerem, ale również przyjacielem i ojcem.

Kiedyś powiedziałeś mi, że siatkówki nauczyłeś się od Polaków. Możesz to wytłumaczyć?

Kiedy nasza szkoła siatkówki zaczęła się rozwijać, uczyliśmy się przede wszystkim od innych. Rozpoczęliśmy od Czechosłowacji w 1967 i 1968 roku, Japonii w 1972 i Polski w latach 70. Ja po raz pierwszy zobaczyłem Polaków grających w 1973 roku w Pradze. Pamiętam rozgrywającego Stanisława Gościniaka, który robił rzeczy niemożliwe. Później obserwowaliśmy generację Wójtowicza, Gawłowskiego, Boska i Skorka, z którymi mieliśmy okazję się zmierzyć wielokrotnie, także w Brazylii. Kibicowaliśmy im bardzo w Montrealu w 1976 roku. Mecz Polska – Rosja był jednym z najlepszych, jaki miałem okazję oglądać do dnia dzisiejszego. To był zespół, który grał siatkówkę zupełnie inną od wszystkich pozostałych. Wtedy to po raz pierwszy widziałem zawodnika atakującego z drugiej linii jako schemat gry. To był Tomasz Wójtowicz. Między innymi dlatego staram się teraz jak najwięcej używać drugiej linii.

Niewiele osób wie, że Twoją drugą miłością po rodzinie nie jest wcale siatkówka tylko… konie.

To prawda. Mam piętnaście koni i moja żona już od dawna powtarza, że to za dużo. Obok mojego domu mam mały skrawek ziemi, dziesięć hektarów, gdzie trzymam konie i krowy. One są tam szczęśliwe tak samo, jak ja. Najbardziej lubię wsiąść na konia i jechać daleko przed siebie. To mnie relaksuje i rozpręża. Kontakt ze zwierzętami jest dla mnie ogromnie ważny. Dbam o nie, rozmawiam z nimi i traktuję jak członków rodziny. Dziękuję Bogu za życie, które mi dał, bo jestem szczęśliwym człowiekiem. Wiele nauczyłem się od innych wspaniałych ludzi i pragnę chociaż część tej wiedzy przekazać innym.

A skąd pomysł na imiona krów?!

(Śmiech) To ze szczerego, dobrego uczucia do zawodniczek. Mam już Feng, Fofao, Jaqueline i teraz Elke. Tylko zaznaczam, że najpierw zapytałem te siatkarki, czy się nie obrażą. Po prostu charaktery moich krów zupełnie przypominały mi te zawodniczki. Jedna jest bardziej zadziorna od innej, jedna ma skośne oczy i tak dalej… Zawsze robię tak, że nazywam zwierzęta imionami moich przyjaciół, żeby nigdy o nich nie zapominać.

O czym marzy jeszcze Ze Roberto?

O tym, by móc dalej trenować i uczyć innych, a później o wygraniu mistrzostw świata, na których bardzo mi zależy.

Rozmawiał Jakub Dolata, Magazyn Siatkówka

Jose Roberto Guimaraes:

Urodził się 31 lipca 1954 roku w Quintana (Brazylia). Kluby: kariera zawodnicza – Randi/Santo Andre, Pirelli/Santo Andre, Olímpico Blumenau, Atletico Mineiro, Paulistano/Pao de Acucar, Banespa, Transbrasil , ABASC/Sao Carlos (wszystkie Brazylia), Marcolin/SAI (Włochy); kariera trenerska – Finansa Osasco (Brazylia), Scavolini Pesaro (Włochy). Sukcesy: złoty medal igrzysk olimpijskich w Barcelonie z męską reprezentacją Brazylii (1992), złoty medal Ligi Światowej z męską reprezentacją Brazylii (1993), mistrzostwo Brazylii z Finansa Osasco (2003), srebrny medal Pucharu Świata kobiet z reprezentacją Brazylii kobiet (2003), mistrzostwo Brazylii z Finansa Osasco (2004), złoty medal World Grand Prix z reprezentacją Brazylii kobiet (2004), złoty medal Pucharu Wielkich Mistrzyń z reprezentacją Brazylii kobiet (2005), Superpuchar Włoch ze Scavolini Pesaro (2006), srebrny medal mistrzostw świata z reprezentacją Brazylii kobiet (2006), złoty medal World Grand Prix z reprezentacją Brazylii kobiet (2006), srebrny medal Pucharu Świata z reprezentacją Brazylii kobiet (2007), srebrny medal igrzysk Panamerykańskich z reprezentacją Brazylii kobiet (2007), złoty medal igrzysk olimpijskich w Pekinie z reprezentacją Brazylii kobiet (2008), złoty medal World Grand Prix z reprezentacją Brazylii kobiet (2008), Superpuchar Włoch ze Scavolini Pesaro (2008), Puchar i mistrzostwo Włoch ze Scavolini Pesaro (2009).

źródło: Magazyn Siatkówka

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved