Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Przemysław Iwańczyk: Gdzie jest siatkarski Gortat?

Przemysław Iwańczyk: Gdzie jest siatkarski Gortat?

przegląd prasy
fot. archiwum

Gortat przyjeżdża do Polski, Gortat organizuje camp, Gortat mówi o reprezentacji, Gortat podpisuje kontrakt z Dallas Mavericks, Gortat nie podpisuje kontraktu z Dallas, Gortat zostaje w Orlando, Gortat w Łodzi (...) - rozpoczyna wpis na blogu Przemysław Iwańczyk.

(…) w Poznaniu, w Warszawie, w Gdańsku, Gortat rozpoczyna przygotowania z kadrą, itd. Każda telewizja, gazeta, internet. Marcin Gortat jest wszędzie. W mojej lodówce jeszcze nie, bo jakoś nie mam go dość. Bo Gortat jest nie tylko po to, by być. By zająć okienko, szpalty czy ekran monitora. Gortat to polski sportowiec, ale jakby z innej planety.

Nie wiem, na ile koszykarz z NBA nabrał amerykańskich manier i jak bardzo troszczy się o swój wizerunek, nie podejrzewam go, by wszystko, co robi w Polsce, było tylko PR-owym zabiegiem. Wiem za to, że sam jeden zrobił w ostatnim miesiącu więcej niż cała armia pozorujących pracę ludzi polskiego sportu.

Obruszą się pewnie fani basketu, ale koszykówka zeszła w niszę. Stała się rozrywką popularną jedynie w miastach, gdzie są kluby ligowe. O reprezentacji kucharka z Zamościa i pan Janek -ślusarz z Zawichostu – nigdy nie słyszeli, choć sport to ich telewizyjna pasja. Nawet jedna ze znajomych koszykarek narzekała mi ostatnio, co to się porobiło – w siatkówce, którą jeszcze niedawno wszyscy mieli za grę świetlicową, płaci się dziesięć razy więcej. Krótko mówiąc, koszykówka była passé. I pewnie nic by się nie zmieniło, gdyby nie Gortat.



W Łodzi, gdzie byłem niedawno, po ostatnim campie, w którym w koszykówkę bawiły się setki dzieciaków, na osiedlach znów słychać kozłowaną piłkę. Na wielkiej ścianie kamienicy graffiti rzucającego do kosza Gortata przyciągnie wzrok nawet ledwie widzącego po alkoholu mieszkańca rogu ul. Limanowskiego i Zachodniej (kto był albo jest z Łodzi, wie, o co chodzi). Wreszcie we wtorkowej „Gazecie" napisaliśmy, jak szybko rozeszły się bilety na koszykarskie Euro w Polsce, nie tylko na mecze biało-czerwonych. W siatkówce chętni są na spotkania Polek, na pozostałych trybuny mogą straszyć pustką.

Jeśli zaufać koszykarskim fachowcom, poza ogólną tendencją, że za reprezentacjami kibice jeżdżą po całej Europie, kolejny boom na kosza w Polsce to właśnie zasługa Gortata. Gortata, który nie pławi się w sukcesach w NBA, tylko zaraża koszykówką, kogo tylko napotka.

Trudno wprost porównać koszykówkę do siatkówki, którą żyją tylko kraje odnoszące sukcesy w tym sporcie, ale mam wrażenie, że siatkówka swoich Gortatów nie wykorzystała. A miała/ma ich wiele – dwukrotne mistrzynie Europy z 2003 i 2005 roku (Glinka, Świeniewicz, Skowrońska ), wicemistrzów świata z 2006 roku (Zagumny, Wlazły, Gruszka, Świderski ). Ma też gigantyczne pieniądze z budżetu państwa i od sponsorów oraz ogólnodostępną telewizję (w poprzednim sezonie Polsat pokazał 577 godzin męskiej siatkówki klubowej).

Pamiętając te wspaniałe chwile, identyfikując się z nielicznymi, którzy te triumfy osiągali, a w kadrze jeszcze grają, kibice wypełniają hale na meczach Polaków i Polek. Jeszcze wypełniają, bo jeśli nie będzie kolejnych sukcesów, siatkówka wróci tam, gdzie była dziesięć lat temu. I nie pomogą siatkarskie parady, którymi szczyci się ostatnio siatkarski związek. Tu trzeba Gortata.

źródło: iwanczyk.blox.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, inne

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved