Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Po bloku: „Słowo o sławie”

Po bloku: „Słowo o sławie”

Andrzej Karbownik
fot. archiwum

Sława czasem jest błogosławieństwem, a czasem przekleństwem. I tak to już jest, że na ogół najpierw jest tym jednym, a potem tym drugim. A do jej dźwigania potrzeba czasem determinacji znacznie większej, niż do jej zdobywania.

Ilością znajomych można mierzyć popularność, ale do mierzenia sławy potrzebni są wrogowie.
Władysław Grzeszczyk

W ostatnim czasie przetoczyła się przez łamy polskiej prasy oraz przez różnego rodzaju fora internetowe dyskusja (wywołana notabene w dużej mierze przez samych zawodników i zawodniczki) na temat form, zakresu oraz podstaw krytyki, która dotknęła czołowe gwiazdy naszych męskich i żeńskich kadr siatkarskich. Ba, nie skończyło się na samej dyskusji, miały miejsce różne spektakularne gesty, od odmowy udzielania wywiadów aż do rezygnacji z gry w kadrze włącznie. A przecież bycie osobą sławną oznacza automatycznie bycie osobą publiczną, nie ma więc i nigdy nie będzie możliwości pełnego, bezkrytycznego uwielbienia oraz akceptacji wszelkich poczynań i działań takowej osoby. Posiadanie wrogów jest takim samym niezbędnym atrybutem sławy, jak na przykład księżyc i gwiazdy – nocy, a słońce – dnia. Kontestowanie więc nieuchronności można traktować dwojako: albo jako objaw kompletnej naiwności i nieznajomości życia, albo objaw ogromnej pychy i rozdętego poczucia własnego ego. Ja osobiście wolę zakładać (czasem wbrew oczywistym faktom) że egzaltowane reakcje naszych reprezentantów i reprezentantek wynikają z tej pierwszej opcji, zatem istnieje jeszcze nadzieja, że z czasem będą w stanie odróżnić krytykę konstruktywną od niekonstruktywnej oraz odpowiednio wyciągnąć wnioski z pierwszej, a olać drugą, bez strojenia fochów i czynienia melodramatycznych gestów. Opcja druga bowiem, czyli nie tolerowanie żadnej formy krytyki a żądanie jedynie, jak pisał Prus, „pierniczków uwielbień" oznacza, że ktoś dotknięty taką przypadłością nigdy tak naprawdę prawdziwej sławy nie zdobędzie, bo po prostu nigdy niczego się nie nauczy. Nakłaniałbym więc, tak po ojcowsku (bom niestety stary) aby nie obrażać się na tych, którzy w trosce o polską siatkówkę wykonają małą operację (choć bolesną) polegającą na sformułowaniu i opublikowaniu krytycznej opinii. A jednocześnie nie przejmować się głosami tych, którzy, pałając wieczną pretensją do świata, zawsze będą próbować obrazić i zdołować tych, którym się w życiu powiodło. Wyrobiona w ten sposób odporność psychiczna może się często przydać, choćby w trakcie tego ostatniego, najważniejszego seta.

Sławnym jest się wtedy, gdy jest się znanym ludziom, których – dzięki Bogu – nie zna się osobiście.
Thornton Niven Wilder



Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że najlepsi kibice na świecie nie są ciałem jednorodnym, ale składają się z różnych grup, które w największym uproszczeniu można określić tak: ci, którzy się na danej dyscyplinie się znają, i ci, którzy się na niej nie znają. Oczywiście, w każdej z grup można wyodrębnić różne podgrupy i frakcje, jak na przykład tych, którzy znają się dobrze, średnio lub mało, jako też tych, którzy nie znają się całkowicie, prawie lub mniej więcej. Niezależnie jednak od głębokości klasyfikacji należy stwierdzić, że najbardziej radykalni w wyrażanych opiniach są ci, którzy się generalnie nie znają. Radykalizm opinii wzrasta zaś w stosunku proporcjonalnym do stopnia nieznajomości przedmiotu. Przy czym dodać należy sprawiedliwie, że radykalizm ów jest radykalizmem dwustronnym, to znaczy zawiera się w dość szerokim przedziale, od zaślepionej miłości do ślepej nienawiści, i tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy przejdzie z jednego krańcowego stadium w drugie. Kiedy takie skrajne opinie pojawiają się na temat dowolnie wybranej osoby, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że wygłasza je ktoś, kto nie jest mocarzem w zakresie wiedzy o obszarze działalności tejże osoby, ponieważ nie stara się analizować, rozważać za i przeciw, roztrząsać szczegółów. Ot, co w sercu to na języku, bez żadnej głębszej refleksji. Ale jednocześnie świadczy to niezbicie, że osoba będąca przedmiotem takich opinii może spokojnie uważać się za sławną, jako że kojarzą ją nie subtelni znawcy, ale nieznani osobiście profani. I to może zrekompensować w pewnym stopniu dyskomfort wywołany formą i treścią przedstawianych sądów. Choćby zawierały na przykład ciężkie zarzuty preferowania reprezentowania profitodajnych barw klubowych kosztem wyłącznie prestiżowego reprezentowania barw narodowych.

Jakaż różnica pomiędzy sławą, za którą się płaci, a sławą, na której się zarabia!
Witold Gombrowicz

Wiadomo przecież nie od dzisiaj, że w najróżniejszych dyscyplinach sportu, siatkówki nie wyłączając, prawdziwe konfitury zawsze nie leżały w kadrze, tylko w klubach. Jednakże droga nich nie jest taka sobie, ot, łatwiutka. Po prostu półki z najlepszymi konfiturami umiejscowiono na tyle wysoko, że aby po nie sięgnąć, trzeba mieć odpowiednią markę. A z kolei gdzież szukać owej marki jak nie w reprezentacji? Zatem, uwzględniając podstawowe prawidła ekonomii, mówiące o tym, że aby mieć zyski należy najpierw ponieść określone koszty, młody, zdolny zawodnik na ogół robi wszystko, aby w kadrze się znaleźć, poświęca dla niej „krew, pot i łzy", będąc na każde wezwanie selekcjonera, czyli ojczyzny. To jest okres nakładów, który na ogół kończy się podpisaniem wymarzonego kontraktu z silną drużyną klubową. Od tej chwili zaczyna się okres maksymalizowania zysków przy jednoczesnej minimalizacji nakładów, czyli stopniowe ograniczanie zaangażowania w kadrze przy jednoczesnym utrzymywaniu jak najlepszej dyspozycji u głównego pracodawcy, czyli w klubie. To normalny schemat, występujący we wszystkich grach zespołowych i nie ma co na niego wybrzydzać. Przynajmniej ja nie widzę w nim żadnego problemu. Minęły czasy, kiedy można było pół roku spędzać na zgrupowaniach (bo kluby, tak jak i kadra, też były w jednym zarządczym worku), mając jednocześnie świadomość, że po zakończeniu kariery i tak trzeba się będzie zając czymś innym. Teraz kariera klubowa jest w stanie ustawić człowieka na całe jego dalsze życie, w którym na razie oprócz odbijania piłki nie robił zbyt wiele. Ale skoro tak, to kiedy zatem zaczyna się problem? Wtedy, kiedy zawodnik zapomina, jak owych symbolicznych konfitur dosięgnął.

Dobrze jest być sławnym, ale pewniejsze jest mieć pieniądze.
Seneka

Reprezentowanie kraju w dyscyplinie tak popularnej jak siatkówka nakłada na każdego pewne obowiązki. Na kibica w postaci obecności na meczu, a ostatecznie przed telewizorem (co napędza wskaźniki popularności dyscypliny, przyczynia się do rozwoju jej prestiżu i przyciąga sponsorów) na zawodnika zaś w postaci zaangażowania w reprezentowanie barw narodowych, co w przypadku sukcesów ma skutek jak wyżej. Przy czym o ile kibic za wyjątkiem satysfakcji ponosi same koszty (bilety, opłaty za kodowane sieci telewizyjne, przejazdy, noclegi), to zawodnik za wyjątkiem oddania ojczyźnie kawałka swojego zdrowia zyskuje same profity: promocja, podniesienie poziomu sportowego przy wybitnych (przynajmniej teoretycznie) trenerach, możliwość pozyskania bardziej lukratywnych kontraktów itd. Kibic o tym wie. Dlatego nie toleruje właśnie owego braku zaangażowania i szacunku dla siebie i reprezentacji, czasem okazywanego w sposób tylko o włos różniący się od otwartej demonstracji. I dlatego czasem na zawodników sypią się gromy i błyskawice. Nie twierdzę, że zawsze są one uzasadnione, ale każdy z potencjalnych kadrowiczów powinien wiedzieć, kiedy łka na temat nieuzasadnionej krytyki, skąd ta krytyka wypływa. I sądzę, że czasami byłoby lepiej, gdyby, w razie braku zainteresowania grą w reprezentacji, powiedzieć o tym wszystkim zainteresowanym w oczy i szczerze: nie dam rady, nie chcę, nie mogę. Ludzie to zrozumieją, bo każdy ma prawo do kierowania własnym życiem w sposób, który uważa za najlepszy. Zrozumieją, choć wielu się obruszy, a wielu wkurzy. Ot, ludzie jak ludzie. Po prostu zmienić się ich nie zmieni. I dlatego gdy nie sposób przywyknąć do ich sądów, często bolesnych i niesprawiedliwych, to trzeba umieć je znieść.

Nie tylko ten zyskuje sławę, kto zwycięża, ale i ten, kto nie odchodzi jak tchórz.
Giordano Bruno

*Napisz do autora: andrzej.karbownik@siatka.org

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, inne, Po bloku

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved