Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jan Such bez tajemnic – Gra w karty to nie hazard

Jan Such bez tajemnic – Gra w karty to nie hazard

Jan Such
fot. archiwum

Jan Such, trener Jadaru Radom lubi pokera, ale nie uważa tej gry za hazard. Dla Magazynu Siatkówka wyjaśnił, czym jest według niego hazard i co wspólnego z siatkówką mają puzzle oraz gra w karty, a także co fascynowało go w matematyce.

Uważany za jednego z najlepszych analityków trener radomskich siatkarzy, wspomina, że już w szkole podstawowej fascynowały go liczby. – Matematyka była moim „konikiem" – wspomina Jan Such.Potrafiłem w pamięci mnożyć trzycyfrowe liczby. Interesowała mnie statystyka, rachunek prawdopodobieństwa. Może dzięki temu nauczyłem się analitycznego myślenia i mam doskonałą pamięć. Pamiętam wszystkie spotkania, zarówno te, w których grałem jako zawodnik, jak i te, w których prowadziłem zespół jako trener – wyjaśnia trener Such.

Zainteresowanie naukami ścisłymi nie oznaczało, że całe dnie spędzał nad książkami. Wręcz odwrotnie. W rodzinnej miejscowości nie było drzewa, na które by się nie wspiął i nie było dyscypliny, której by nie uprawiał. – Grałem w piłkę nożną, koszykówkę, biegałem, skakałem w dal, jeździłem na nartach – wylicza. – Na zawodach wojewódzkich zdobywałem po pięć medali. Później dwa mi odbierano, bo każdy zawodnik mógł startować tylko w trzech konkurencjach – zdradza.

Jako nastolatek „odkrył" siatkówkę. Gdy rozpoczął naukę w rzeszowskim technikum, razem z kolegami założył szkolną drużynę. Był nie tylko jednym z podstawowych zawodników, ale także… trenerem. – Nauczyciel często się spóźniał, sala była wolna, więc wchodziliśmy i ćwiczyliśmy – opowiada. – Można powiedzieć, że zaczynałem wtedy pracę trenerską, bo to ja prowadziłem zajęcia. Również w czasie zawodów chętnie wyręczałem nauczyciela. Naszym największym sukcesem było mistrzostwo województwa – dodaje szkoleniowiec Jadaru.



W początkach swojej kariery siatkarskiej przekonał się, jak wiele zależy od ambicji. Nie imponował warunkami fizycznymi. Miał 183 centymetry wzrostu i aby dorównać wyższym kolegom z drużyny, trenował po sześć godzin dziennie. Codziennie wskakiwał po schodach na kilka pięter, aby skakać ponad metr w górę i „nadrobić" brakujące centymetry. Efekty przyszły nadspodziewanie szybko. Jako szesnastolatek trafił do Resovii Rzeszów. Został podstawowym zawodnikiem drużyny, z którą czterokrotnie sięgnął po złoty medal mistrzostw Polski. Przez piętnaście lat nieprzerwanie grał w rzeszowskim klubie. Nawet w tamtych czasach była to rzadkość, aby tak długo występować w barwach jednego klubu.

Jego umiejętności docenił także Hubert Wagner, legendarny trener reprezentacji polskich siatkarzy. Jan Such przez długi czas był podstawowym zawodnikiem kadry. Z orłem na piersi wystąpił ponad sto razy. – Gdy Wagner zdecydował się zmienić system gry, doszło między nami do nieporozumienia – przyznaje trener Such. – Skończyło się tym, że odpadłem z kadry. Zaakceptowałem jego decyzję, ale powiedziałem sobie, że kiedyś spotkamy się jako trenerzy i wtedy się zrewanżuję – opowiada.

Krótko po rozstaniu z reprezentacją, Jan Such rozpoczął studia trenerskie. Na rewanż czekał kilka lat, ale jak przyznaje, warto było poczekać. Wagner trzy razy tracił pracę po porażkach z drużynami prowadzonymi przez Sucha. Pierwszy raz w pucharze Europy, gdy Resovia pod wodzą Sucha pokonał turecką Bursę, prowadzoną przez Wagnera. Później po porażce Morza z Wagnerem na ławce trenerskiej w meczu decydującym o mistrzostwie Polski i kolejny raz, gdy po przegranej z Jastrzębiem Borynia szeregi ekstraklasy opuściła Legia Warszawa z Wagnerem w roli trenera. – Gdy spotykaliśmy się na parkiecie, walczyliśmy ze sobą, ale prywatnie, szczególnie w trudnych sytuacjach, zawsze mógł na mnie liczyć. Nigdy mu nie odmówiłem – zastrzega trener Jan Such.

Nieokazywanie emocji i bezpardonowa walka o zwycięstwo to zdaniem trenera Sucha jedne z wielu wspólnych cech siatkówki i pokera, który jest jego wielką pasją. W karty grywa ze znajomymi i zięciami. Namówił ich nawet kilka razy na udział w turnieju amatorów. Nie odnieśli spektakularnych sukcesów, ale dobrze się bawili. Nieobca jest mu również wirtualna odmiana pokera, bo czasem grywa w Internecie na jednym z popularnych portali. Co jeszcze według Sucha łączy siatkówkę z grą w karty? Trzeba przewidzieć ruch rywala i wiedzieć, jak zareagować. W pokerze wystarczy wymiana jednej karty, aby odwrócić losy gry. W siatkówce wystarczy zmienić ustawienie, aby pokrzyżować plany rywalowi. Czasem trzeba blefować. – W pokerze i siatkówce blef jest czymś naturalnym, czasem się udaje, czasem nie – dodaje trener radomian.

Zamiłowanie do pokera nie oznacza, że znany szkoleniowiec jest hazardzistą. Mało tego, uważa, że gra w karty nie ma nic wspólnego z hazardem. – Według mnie, hazard to przypadek, który zupełnie nie zależy od grającego. W czasie gry w pokera mogę wymienić karty, blefować. To ja podejmuję decyzje. Prawdziwy przypadek, a więc hazard to na przykład totolotek. Dlatego nigdy nie grałem w totolotka, bo… nie lubię hazardu – zdradza trener.

Poker to nie jedyna pasja szkoleniowca Jadaru. Wolny czas chętnie spędza, układając puzzle. Ale to tylko pozornie rozrywka nie związana z pracą, bo trener widzi związek pomiędzy układaniem wzorów z kolorowych klocków a siatkówką. – Puzzle to analiza kolorów, podobnie jak siatkówka, która też jest analizą, tyle że gry zawodników i całej drużyny – wyjaśnia Jan Such. Szczególną układankę otrzymał w trakcie zakończonego sezonu. Przed drugim spotkaniem play-out z Treflem Piłka Siatkowa Gdańsk. Kazimierz Wierzbicki, prezes i właściciele firmy Trefl, specjalizującej się w produkcji puzzli i kart do gry, a jednocześnie sponsor gdańskiej drużyny wręczył Suchowi puzzle, składające się z trzech tysięcy elementów. – Trochę się zawiodłem, bo prosiłem o puzzle z pięcioma tysiącami elementów – przyznaje trener. – Wzór był skomplikowany, przedstawiał góry i ich odbicie w jeziorze. Ale układałem już trudniejsze obrazki. Wręczając mi je, prezes Wierzbicki powiedział, że liczy na to, że więcej uwagi przed kolejnymi meczami poświęcę puzzlom niż drużynie – informuje trener radomskiej drużyny.

Życzenie się nie sprawdziło. Trener całą uwagę skupił na meczach i radomianie wygrali rywalizację 4:0, degradując gdańszczan do pierwszej ligi. Później podopieczni Jana Sucha wygrali baraże i utrzymali się w PlusLidze. – Gdy przychodziłem kilka miesięcy temu do Radomia, wiele osób uważało, że nie uda mi się utrzymać drużyny w ekstraklasie. Od kilku osób usłyszałem, że jestem „kamikadze". To była dla mnie trudna decyzja, bo przez 30 lat pracy trenerskiej nigdy nie spadłem z ligi. Pomimo tego, że wszyscy mówili, że nie mam szans, ja uważałem, że można uratować ekstraklasę w Radomiu – wyznaje trener Such.

Co spowodowało, że zdecydował się podjąć wyzwanie? Oczywiście analiza. Trener ocenił poszczególnych zawodników, obejrzał kilka spotkań, prześledził statystyki i doszedł do wniosku, że drużyna ma potencjał. – Całe nasze życie to analiza. Większość spotykających nas zdarzeń to przypadki – mówi. – Czasem jedna sekunda decyduje o przyszłym życiu. A my ciągle musimy analizować, jakie będą konsekwencje spotykających nas zdarzeń i podjętych decyzji. W siatkówce, tak jak w życiu, czasem jedna lub dwie piłki decydują o losach spotkania, a dla trenera oznaczają, że będzie się miało dobrą, albo złą opinię – wyjaśnia Such.

Umiejętność analizy trener wykorzystuje także na… giełdzie papierów wartościowych. Bo, jego zdaniem, giełda to jedynie analiza kursów i trendów, czyli rzeczy przewidywalnych. Dlatego w ocenie trenera giełda również nie jest hazardem. Również w życiu prywatnym wszystkie decyzje trenera Sucha są przemyślane i podjęte po dokładnej analizie. Takie podejście wpajał także swoim córkom, ale nie zmuszał ich do siatkówki. – W czasie naszego pobytu w Szwajcarii córki zaczęły trenować siatkówkę, ale narzekały, że bolą je ręce, więc zrezygnowały – wspomina z uśmiechem Jan Such.

Najstarsza córka, Dominika, jako jedyna częściowo poszła w ślady ojca, chociaż wybrała inną dyscyplinę. Jest trenerem pływania. Jej mąż, Rafał Pomianek to były bramkarz Stali Rzeszów, a syn Mateusz w tym roku został mistrzem Polski w skokach do wody. Niedawno otrzymał powołanie do kadry olimpijskiej. Druga z córek, Justyna, mieszka na stałe we Francji. Jej mąż jest piłkarzem FC Metz. Najmłodsza, Patrycja właśnie kończy studia w Katowicach. Obie traktują sport wyłącznie jako rekreację. – Może mój wnuczek wystartuje na igrzyskach w Londynie – zastanawia się dumny dziadek.

Trener Jan Such zdecydował się pozostać w Jadarze Radom na kolejne dwa sezony. Przyznaje, że chciałby udowodnić, że radomska drużyna niesłusznie walczyła o utrzymanie. – Mam świadomość, że klub ma ograniczony budżet. Ale gdyby prezes Tadeusz Kupidura wyłożył 10 milionów złotych na transfery, to nie byłby potrzebny dobry trener, tylko dobry menadżer – kończy Jan Such.

Autorem tekstu jest Jerzy Stobiecki, dziennikarz Echa Dnia

źródło: Magazyn Siatkówka

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved