Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Joanna Frąckowiak: Z ziemi polskiej do włoskiej

Joanna Frąckowiak: Z ziemi polskiej do włoskiej

Polska Siatkówka - logo
fot. archiwum

Joanna Frąckowiak minionego sezonu do udanych nie zaliczy. Zamiast cieszyć się z gry i zdobywać punkty dla Farmutilu na ligowych i europejskich parkietach, zmagała się z kontuzją palca. Teraz los uśmiechnął się do młodej i uzdolnionej siatkarki rodem z Szamotuł.

„Frąsi" w nadchodzącym sezonie reprezentować będzie barwy włoskiego klubu Serie2 – Volta Mantovana.

Kto namówił Cię na przeprowadzkę z ziemi polskiej do włoskiej?

Trener Mauro Masacci, z którym miałam przyjemność pracować z reprezentacją Polski za czasów Marco Bonitty. On pełnił wtedy funkcję drugiego trenera, a obecnie jest szkoleniowcem drużyny z Mantovany. W maju zadzwonił do mnie i spytał, czy nie chciałabym grać w jego zespole. Miesiąc później stawiłam się na testach, na których wypadłam chyba dobrze, bo działacze chętnie podpisali ze mną kontrakt. Na razie na rok, ale z opcją przedłużenia na kolejne sezony.



Klub, w którym będziesz występować, w minionym sezonie zajął piąte miejsce we włoskiej Serie2.

Z tego, co zdążyłam się już dowiedzieć, ma chęć awansować do Serie A. Dla mnie najważniejsze jest, że trafię pod skrzydła dobrego szkoleniowca, który da mi możliwość dalszego sportowego rozwoju. A przede wszystkim pomoże mi dojść do formy, jaką prezentowałam przed kontuzją. To w tej chwili jest dla mnie priorytet. Wiem, że czeka mnie dużo pracy, ale chciałabym jeszcze zagrać z orłem na koszulce.

Do kadry Polski seniorek pierwszy powołał Cię trener Andrzej Niemczyk.

Dokładnie w 2006 roku do kadry B. Za czasów Marco Bonitty trafiłam do pierwszej reprezentacji. Wystąpiłam między innymi w turniejach World Grand Prix w 2007 i w 2008 roku. Pierwszy rok w reprezentacji był super, w drugim zaczęło dziać się gorzej. Oczywiście mam na myśli atmosferę.

Czyli to prawda, że trener Bonitta ma trudny charakter.

Nikt z nas nie jest bez wad. Trener Bonitta był na pewno za bardzo pamiętliwy i zbyt często obrażał się z byle powodu. Jak większość trenerów, był wybuchowy, ale w sporcie takie zachowania zdarzają się bardzo często.

Trener Jerzy Matlak, z którym pracowałaś w Pile, też do spokojnych nie należał.

To prawda, tylko że jego złość zawsze była uzasadniona. Na meczu, czy treningu dyskusji nie było, ale zawsze można było poprosić o rozmowę, wyjaśnić nieporozumienia. Kiedy przyszłam do Piły, bardzo cieszyłam się, że będę mogła trenować, rozwijać się u boku trenera Matlaka.

Jednak Tobie nie było dane zbyt długo cieszyć się ze współpracy z trenerem Jerzym Matlakiem.

Niestety. Po solidnie przepracowanym okresie przygotowawczym do sezonu i kilku meczach ligowych, skończyło się. Do dziś nie zapomnę daty 8 listopada 2008 roku. Wtedy grałyśmy ligowy pojedynek z wrocławską Gwardią. Dzień po tym meczu miałyśmy zajęcia na nowej siłowni i przy jednym z ćwiczeń doszło do wypadku – zaklinował mi się najmniejszy palec u prawej ręki na jednym z przyrządów. Skończyło się otwartym złamaniem, długim leczeniem i koniecznością operacji, którą miałam dzień przed wigilią Bożego Narodzenia. Podczas tej operacji, w jednej z warszawskich klinik, wstawiono mi do tego palca tytanową blaszkę i pięć śrub, z którymi nie mogę rozstawać się przez rok, ale mogę trenować i grać.

Obce ciała w Twoim palcu mają pełnić funkcję stabilizatora?

One mają mi pomóc w prawidłowym zrośnięciu się operowanego palca, a przede wszystkim chronić go podczas gry, treningu. Podczas mojego pobytu we Włoszech przeszłam szereg badań, podczas których stwierdzono brak przeciwwskazań do uprawiania przeze mnie sportu.

A w Pile było inaczej?

Przykro mi o tym mówić, ale od momentu doznania kontuzji, miałam zakaz wstępu na treningi, wydany przez włodarzy klubu. Trener chciał, żebym uczestniczyła w zajęciach. Przecież miałam chory tylko palec i mogłam robić tysiące ćwiczeń, które z tą kontuzją na pewno nie kolidowałyby. Skończyło się na tym, że trener Adam Grabowski (drugi trener Farmutilu Pila – przyp. red.) rozpisał mi plan zajęć treningowych i ćwiczyłam sama. Władze klubu ten fakt skomentowały w sposób następujący – jest zwolnienie lekarskie, trzeba siedzieć w domu. Trudno mi wytłumaczyć tę decyzję.

A jak już zwolnienie lekarskie dobiegło końca?

To rozwiązano ze mną umowę, polubownie. A przecież mogłam trenować. Koniec zwolnienia lekarskiego przypadł w marcu 2009… a 16 kwietnia nie byłam już zawodniczką klubu z Piły.

I chyba szybko o Tobie zapomniano?

Na samym początku czerwca, w Pile, odbyło się uroczyste zakończenie sezonu. Dowiedziałam się o tym od koleżanek z drużyny. Niestety, nikt z działaczy klubu mnie nie zaprosił, nikt już o mnie nie pamiętał.

Za to zawsze możesz liczyć na wsparcie ze strony najbliższych.

Moi najbliżsi dzielą ze mną radości i smutki. Kibicują i wspierają mnie. Jak sięgam pamięcią, w moim rodzinnym domu sport był zawsze numerem jeden. Moja mama Jolanta grała w siatkówkę, tato Ryszard specjalizował się w rzucie oszczepem, a siostra Natalia była siatkarką, teraz jest trenerem grup młodzieżowych w klubie MKS Trzcianka. Wszyscy są bardzo zaangażowani w sport. Może niewiele osób o tym wie, ale mój tato jest organizatorem i pomysłodawcą słynnego już na całą Polskę, turnieju Szamotuły Cup, w którym najlepsze krajowe zespoły żeńskie walczą o Superpuchar.

Urodziłaś się w Poznaniu, ale Twoim rodzinnym miastem są Szamotuły.

To prawda. Nie zamieniłaby je na żadne inne. Choć muszę przyznać, że z rodzinnego gniazda wyfrunęłam bardzo szybko – miałam 15 lat, kiedy trafiłam do klubu z Bydgoszczy. Początki, a szczególnie dwa pierwsze lata z dala od rodziny, były bardzo trudne.

A jak 15-stolatka radziła sobie w kuchni? Podobno fantastycznie gotujesz?

Nie miałam wyjścia. Musiałam sobie radzić sama. Bardzo często gotowałam z telefonem przy uchu, słuchając instruktarzu mojej mamy. Ona krok po kroku mówiła mi, co mam robić i jakoś się udawało. Może dlatego w kuchni szło mi dobrze, bo od dziecka lubiłam gotować. Potrafię upichcić wszystko, często też eksperymentuję w kuchni. Nie mam dania popisowego. W moim menu jest wszystko, poza szpinakiem, za którym niestety nie przepadam. Włoska kuchnia też jest mi dobrze znana (śmiech).

To kiedy wyjeżdżasz do Włoch?

Przygotowania do sezonu rozpoczynają się 19 sierpnia. Ja planuję wyjazd na początku sierpnia, bo mam jeszcze sporo do nadrobienia. Na szczęście nie boję się ciężkiej pracy.

Rozmawiała Ewa Nadgrodkiewicz, Magazyn Siatkówka

Joanna Frąckowiak

Urodziła się 4 lipca 1986 roku w Poznaniu. Ma 183 cm wzrostu; gra na pozycji przyjmującej; zasięg w ataku: 307 cm; zasięg w bloku: 300 cm. Kluby: UKS Szamotulanin (1993-2001), Centrostal Bydgoszcz (2001-2005), AZS AWF Poznań (2005-2008), Farmutil Piła (2008-2009), All Fin CFL Volta Mantovana (Włochy, Serie 2). Sukcesy: udział w mistrzostwach świata kadetek (Polska, 2003), w mistrzostwach Europy juniorek (Słowacja, 2004), w sezonie 2004/2005 z drużyną Centrostalu Bydgoszcz sięgnęła po Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju, w swojej kolekcji ma dwa srebrne medale mistrzostw Polski juniorek, wywalczone z zespołem Centrostalu. W reprezentacji Polski seniorek zadebiutowała w 2007 roku, w meczu z Kubą, podczas turnieju w szwajcarskim Montreux.

źródło: Magazyn Siatkówka

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved