Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Sebastian Świderski: Skoczyłem, pękło, tak skończyłem z siatkówką

Sebastian Świderski: Skoczyłem, pękło, tak skończyłem z siatkówką

x - [stare] Sebastian Świderski
fot. archiwum

- Nie zagram przynajmniej do końca roku. Wrócę do kadry, jeśli rzeczywiście się przydam. Nie chcę być piątym kołem u wozu - powiedział w wywiadzie dla Gazety Wyborczej Sebastian Świderski, który przeszedł w sobotę operację zerwanego ścięgna Achillesa.

32-letni przyjmujący Lube Banca Macherata odniósł kontuzję w towarzyskim meczu reprezentacji Polski z Bułgarią. Jest kolejnym podstawowym graczem – po Mariuszu Wlazłym i Michale Winiarskim – który nie zagra ani w eliminacjach do mistrzostw świata, ani w mistrzostwach Europy.

Przemysław Iwańczyk: Co mówią lekarze?

Sebastian Świderski: Przeszedłem operację u łódzkiego ortopedy Marcina Domżalskiego. Mam zerwane ścięgno Achillesa na długości 2,5 cm, ale na szczęście nie w 100 proc. Zachowało się maleńkie ścięgienko, dosłownie niteczka, która podtrzymała mięsień łydki. To jedyna optymistyczna wiadomość, jaką usłyszałem.



A te złe?

Nie zagram przynajmniej do końca roku. Albo nawet dłużej, bo średni czas leczenia to 5-6 miesięcy. Wszystko zależy od przebiegu rehabilitacji, kolejny rezonans pokaże, jak goi się rana. Każdy przecież inaczej znosi leczenie.

Przeciążenie, mokra plama na boisku – co było przyczyną tak feralnej kontuzji?

Nie pamiętam, naprawdę. Była dość długa akcja, nabiegałem do ataku i przy gwałtownym starcie poczułem, jakby ktoś kopnął mnie w łydkę. Ścięgno pękło. I tak skończyła się moja przygoda z siatkówką. Przynajmniej na kilka miesięcy.

Optymistycznie pan do tego podchodzi.

Nie będę płakał nad rozlanym mlekiem, nie mam też zamiaru nikogo za to obarczać. Przecież mogło to spotkać każdego. Na pewno nie będę chciał wracać do siatkówki jak najszybciej, bo w takich przypadkach potrzebna jest cierpliwość. Zabieram się za rehabilitację i myślę, co będzie dalej. Jestem pewien, że odbuduję się i fizycznie, i psychicznie.

Jak długo trenował pan z kadrą?

Od połowy czerwca, więc nie ma mowy, że doszło do tego, bo nie byłem przygotowany. Bardzo ciężko trenowałem. Zacząłem atakować dwa tygodnie temu, oddawałem kilkadziesiąt skoków na każdym treningu, niczego nie zaniedbałem.

Wypadł pan, wcześniej Mariusz Wlazły i Michał Winiarski. Rozleciała nam się kadra.

Kadra była i jest. Mam nadzieję, że te wypadki będą dobrym bodźcem dla młodych chłopaków. Teraz ich doświadczeni koledzy będą siedzieć z boku, kiedy trzeba, krzykną, wyleją na głowę kubeł zimnej wody. Nie skreślajmy tej reprezentacji na starcie, zostały dwa tygodnie do eliminacji do mistrzostw świata, jestem przekonany, że sobie poradzimy.

Trener i kibice woleliby jednak Wlazłego, Winiarskiego i Świderskiego w składzie zamiast zmobilizowane rezerwy.

Bolesna lekcja dojrzewania może być czasem lepsza niż powolne wprowadzenie do kadry. Od razu można przekonać się, jakie mankamenty i braki ma nasza młodzież. Mam tylko nadzieję, że przez brak rywalizacji nie spadnie poziom chłopaków. Szkopuł w tym, że na treningach prezentują się wyśmienicie, ale trudno im później sprzedać to wszystko w meczu.

Przy kontuzjach trzech podstawowych graczy pryska sen o potędze, na jaką kreuje się polską siatkówkę. Trener Daniel Castellani nie ma już żadnego wyboru, bierze tych, którzy mu zostali.

Za kilka lat, może za rok, a może już w tym ci młodzi następcy będą filarami kadry…

Ale nie są to zawodnicy, by już teraz grać bez szkody dla poziomu. Na pozycji atakującego próżno szukać kogokolwiek. Zbawcą ma być znów przerzucony z przyjęcia Piotr Gruszka.

Trzeba szukać w młodszych rocznikach, ale, niestety, jest przepaść. Nie ma rasowych atakujących z rocznika 1980 i młodszych. Np. w Brazylii najlepsi wyjeżdżają do Europy, nie blokując miejsca młodzieży, która szlifuje się w lidze. Tam jednak dba się o rozwój młodzieży, bo w Polsce kluby – poza wyjątkami – szukają wyniku na już. Presja wyników, oczekiwania sponsorów i dopiero gdzieś na trzecim miejscu liczy się u nas reprezentacja.

Zagumny, Bąkiewicz, Pliński, Jarosz, Kurek, Możdżonek oraz Ignaczak bądź Gacek. Na co stać polskich siatkarzy w takim składzie?

Najpierw awans na mistrzostwa świata, później mistrzostwa Europy. Nie przekreślajmy medalowych szans mimo kłopotów. Trzeba grać po sukces i koniec. Mamy korzystną drabinkę, która pozwala nam omijać najgroźniejszych rywali na początku turnieju. Poszukajmy plusów naszych kontuzji. A może rywale nas zlekceważą? Zresztą jestem spokojny, wystarczy, żeby formę z treningów przenieść na mecze.

Wśród najgroźniejszych rywali trenerów zmienili Rosjanie (Daniele Bagnoli) i Bułgarzy (Silvano Prandi). Jak Polska, także po zmianach, wypada na ich tle?

W żadnej z tych reprezentacji rewolucja nie przeszła łagodnie. Patrząc na wyniki, ani Rosjanie, ani Bułgarzy, ani Polacy nie osiągnęli w Lidze Światowej wyników na miarę oczekiwań. Żaden z nowych trenerów nie ma łatwego życia, każdy chce odmłodzić składy i to widać gołym okiem.

Wróci pan jeszcze do kadry?

Jeżeli będę w stanie pomóc, tak. Nie chcę być piątym kołem u wozu. Jeśli nie będę silny i zdrowy, nawet nie przyjmę zaproszenia do kadry. Nie chcę męczyć siebie i innych. Zresztą nie wiadomo nawet, czy trener Castellani będzie mnie jeszcze widział po tak ciężkiej kontuzji.

Rozmawiał Przemysław Iwańczyk

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-08-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved