Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > W hali czy na piasku – zawsze z charakterem

W hali czy na piasku – zawsze z charakterem

Daniel Pliński (Skra)
fot. archiwum

Po kilku latach przerwy Daniel Pliński, środkowy reprezentacji Polski i PGE Skry Bełchatów, zagrał znów w turnieju siatkówki plażowej, a przy okazji zwiedził z rodziną Kraków. Dla Plińskiego było najważniejsze, że mógł spędzić dużo czasu z żoną i córką.

Po ciężkim sezonie halowym, zdobyciu z PGE Skrą Bełchatów mistrzostwa kraju i Pucharu Polski, Daniel Pliński miał dłuższą przerwę na odpoczynek, wykurowanie się. Przez nowego selekcjonera biało-czerwonych Daniela Castellaniego wraz z kilkoma innymi czołowymi zawodnikami: Michałem Winiarskim, Mariuszem Wlazłym, Piotrem Gackiem, Piotrem Gruszką został zwolniony z udziału w meczach Ligi Światowej. Do kadry wrócił 26 czerwca, by rozpocząć przygotowania do najważniejszych tegorocznych imprez: eliminacji mistrzostw świata i finałów mistrzostw Europy.

Organizatorzy Grand Prix Polski w siatkówce plażowej o Puchar Prezydenta Krakowa: Zarząd Infrastruktury Sportowej i Klub Sportowy Wanda wykorzystali wolny czas Plińskiego i podjęli udaną próbę ściągnięcia środkowego reprezentacji Polski do podwawelskiego grodu.

Wicemistrz świata nie chciał być gwiazdą turnieju. – Gwiazdy to są na niebie – mówił w jednym z wywiadów, poprzedzających jego występ nad Zalewem Nowohuckim, nieopodal hali przy ulicy Bulwarowej, gdzie w latach sześćdziesiątych rozgrywał spotkania ekstraklasy prowadzony przez Emiliana Sirackiego zespół Hutnik z olimpijczykiem z Meksyku (1968) Jerzym Szymczykiem , braćmi Adamskimi, późniejszym prezesem klubu Bolesławem Szkutnikiem czy Wiktorem Kobędzą, zanim przeniósł się do własnego obiektu na Suchych Stawach, a tam z kolei pod koniec lat osiemdziesiątych – Hutnik z Wacławem Golcem, Ryszardem Jurkiem, Andrzejem Martyniukiem, Zdzisławem Jabłońskim, Markiem Fornalem, Jerzym Pawełkiem, Grzegorzem Wagnerem sięgnął po dwa tytuły mistrza Polski.



Na wspomnienie tamtych sukcesów niejednemu kibicowi z Nowej Huty zakręciła się łza w oku, dla młodych kibiców siatkówki, których w tej dzielnicy Krakowa nadal nie brakuje, magnesem stał się w połowie czerwca Daniel Pliński.

Przyjadę pod jednym warunkiem – postawił sprawę jasno. – Jeśli dostanę „dziką kartę" do turnieju głównego, będę mógł zagrać – oznajmił Daniel Pliński.

Odpowiedzialna za siatkówkę plażową w Polskim Związku Piłki Siatkowej Olga Syropiatko poinformowała gospodarzy turnieju w Krakowie, że mogą wystąpić z takim wnioskiem i przyznała wprost: – Komu, jak komu, ale Danielowi trudno odmówić „dzikiej karty" przede wszystkim za to, co kiedyś zrobił dla „plażówki".

A przypomnijmy, w latach 2002-2004 był trzy razy z rzędu mistrzem Polski, zanim ówczesnemu trenerowi Stolarki Wołomin Krzysztofowi Felczakowi dał się namówić na grę w siatkówkę halową.

12 czerwca rano o godzinie 7, po przerwaniu wakacji w rodzinnym Pucku, Daniel Pliński razem z żoną Martą, uroczą córeczką Julią i bratem Wojciechem wsiadł do ekspresowego pociągu w Gdyni, by po południu znaleźć się w Krakowie.

I od razu wtopił się w tłum kolegów walczących w całodniowych eliminacjach o awans do turnieju głównego. Mocno trzymał kciuki za Marcina Nowaka, uciął sobie dłuższą pogawędkę z Jakubem Łomaczem, wspominali czasy, gdy razem grali w KP Polska Energia Sosnowiec, rozmawiali o młodszym bracie Jakuba – Grzegorzu, nowym rozgrywającym kadry Castellaniego. Jakub opowiadał Danielowi o pobycie we Francji, występach w Martigues, drużynie szczególnie dobrze znanej Markowi Karbarzowi. Zresztą to dzięki niemu Łomacz trafił do tego miasteczka koło Marsylii.

Z układu turniejowej drabinki wyszło, że bracia Plińscy już w pierwszym meczu wpadli na Łomacza i Emila Siewiorka.

Spodziewałem się, że nie będzie łatwo. Liczyłem się z dużą presją, ale najważniejsza jest dobra zabawa. Znam jednak swój charakter. Jeśli wychodzę już na boisko, to wiem, że nie będzie dla przeciwników sympatycznie, bo za wszelką cenę staram się wygrać jak najwięcej spotkań. Wojtek jest w wysokiej formie. Teraz wszystko zależy ode mnie. Jeśli nie będę za dużo odstawał od niego umiejętnościami, to uważam, że jesteśmy w stanie coś zdziałać – mówił środkowy reprezentacji. Słowa Daniela spełniły się co do joty, na boisku naprawdę nie odpuszczał. – Nie było mnie na turniejach siatkówki plażowej od pięciu lat. Patrząc jednak na organizację turnieju w Krakowie, twierdzę, że wszystko poszło do przodu. Bardzo miło było przyjechać i pograć. Wszystko było przygotowane perfekcyjnie, zawodnicy nie kryli zadowolenia. Bardzo się cieszę, że dyscyplina, z której wyszedłem, tak wspaniale się w Polsce rozwija – nie tylko sportowo, ale i organizacyjnie. Należało przypuszczać, że Szałankiewicz z Kądziołą zagrają w finale, niewiadomą byli tylko ich przeciwnicy. Gdyby nie kontuzja Kuby Łomacza, to on i Emil Siewiorek zagraliby w tym decydującym meczu – komentował na gorąco Daniel Pliński.

Łomacz i Siewiorek dwa razy wygrali z Plińskimi – najpierw na samym początku turnieju głównego, potem w spotkaniu o awans do półfinałów. – Po pierwszej porażce z Kubą i Emilem wydawało się, że szybko odpadniemy, ale pociągnęliśmy, pokonaliśmy dwie niezłe pary oraz mistrzów Polski Damiana Lisieckiego i Dominika Witczaka. Gdybyśmy więcej potrenowali – chociaż z tydzień – może udałoby się awansować do „czwórki", a tak zajęliśmy 5-6 miejsce. A najwyższą premię z puli nagród 20 tysięcy złotych i puchar zgarnęli trochę niespodziewanie Grzegorz Klimek i Rafał Szternel. W finale znaleźli sposób na Michała Kadziołę i Jakuba Szałankiewicza.

Wypad do Krakowa był sporą atrakcją dla małej Julki, bo państwo Plińscy – mimo uwikłanego twardą turniejową rywalizacją Daniela – znaleźli czas, by córka spotkała się ze Smokiem Wawelskim, zobaczyła Rynek Główny i Stare Miasto. To były dla niej, oprócz długiej podróży koleją i powrotu nad morze samolotem, największe atrakcje. – Takich wspólnie spędzonych dni w ciągu sezonu praktycznie nie mamy, po raz pierwszy w te wakacje wyrwaliśmy się z Pucka tak daleko. A przede mną kolejne ważne wyzwania. Nie wiem, czy wygram walkę o miejsce w reprezentacji, bo konkurencja na mojej pozycji jest coraz większa, lecz po cichu liczę, że zagram w eliminacjach do mistrzostw świata – powiedział Daniel Pliński w ostatnim, bardzo słonecznym dniu krakowskiej imprezy.

Cierpliwość, z jaką pozował do zdjęć, rozdawał autografy, udzielał wywiadów była godna podziwu. Okazuje się, że nawet wielkie osiągnięcia nie muszą zmieniać zawodnika bardzo lubiącego to, co robi. I jest to także oznaką prawdziwego sportowego profesjonalizmu. Na pewno kibice, którzy zetknęli się w Nowej Hucie z Danielem Plińskim, z większą życzliwością spojrzą na jego siatkarskie wyczyny. – Mam jeszcze roczny kontrakt ze Skrą. Zobaczymy, co się wydarzy przez najbliższe dwanaście miesięcy, czy trener Daniel Castellani będzie mnie widział w reprezentacji. Jeśli nie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że w wakacje będę sobie pogrywał w siatkówkę plażową – zdradza swoje plany.

Tę pasję stara się zaszczepić także innym naszym reprezentantom. Do udziału w krakowskim turnieju namawiał nawet Michała Winiarskiego, ale gracz włoskiego klubu z Trento musiał w tym czasie leczyć urazy, jakich nabawił się w trakcie wyczerpujących rozgrywek w Serie A i Lidze Mistrzów. Natomiast Dawidowi Murkowi przeszkodziła… nadwaga, musiał pracowicie zrzucać zbędne kilogramy, na piasku nie było to możliwe.

Autorem tekstu jest Jerzy Sasorski, Magazyn Siatkówka

źródło: Magazyn Siatkówka

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-07-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved