Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ORLEN Liga > Dariusz Luks: Białystok potrzebuje okrągłego stołu

Dariusz Luks: Białystok potrzebuje okrągłego stołu

Dariusz Luks
fot. archiwum

Siatkówka stała się sportem, który potrzebuje dużej ilości pieniędzy. Jeśli klub nie dysponuje wystarczającą ilością gotówki, a chce grać na wysokim poziomie jego działaczom potrzebna jest cierpliwość i kompetencja. Niestety niektórym brakuje i tego, i tego.

Marek Knopik: Czy rozpatrujesz w tej chwili jakieś konkretne propozycje związane z podjęciem pracy?

Dariusz Luks: 31 lipca kończy mi się kontrakt z Białymstokiem. Od 1 sierpnia jestem wolnym trenerem, otwartym na propozycje. Miałem wcześniej kilka propozycji, ale nie chciałem podejmować pochopnych decyzji w momencie, gdy byłem związany jeszcze kontraktem z AZS-em. Wypocząłem już po sezonie ligowym, bo wypoczynek też jest bardzo potrzebny. Nie będę ukrywał, że był to dla mnie trudny okres i jestem zawiedziony tym co się stało. Zostawiłem na Podlasiu trochę zdrowia i ludzi, którzy chcieli budować dobrą siatkówkę. Bardzo szkoda, że odszedł prezes Prokop, to był motor napędowy tego klubu. Póki w Białymstoku działacze nie zrozumieją, że zawodniczki są od grania, trener od trenowania a oni sami tylko od działania to nigdy nie zbudują silnej drużyny walczącej o najwyższe cele. Na Podlasiu jest zapotrzebowanie na siatkówkę, są wspaniali kibice, więc warto.

Czego więc brakuje?



Profesjonalizmu działaczy i spójności działań całego środowiska. Ludzie, którzy tworzą drużynę muszą zrozumieć, że za takie pieniądze jakie są w Białymstoku nie da się zbudować ekipy na medal PlusLigi Kobiet za pół roku, czy nawet rok. To jest proces długofalowy. W AZS-ie wszystko szło w dobrym kierunku. Niestety pod koniec 2008 roku nastąpiły pewne zawirowania, które ciągnęły się już do końca sezonu.

A ściślej o co chodzi?

Niestety chodzi o finanse. Mimo, iż w klubie twierdzono, że wszystko jest ok, dziewczyny nie otrzymały pieniędzy tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Zaległości trwają do dziś. To nie jest komfortowa sytuacja. W dzisiejszej siatkówce zawodowej by zaistnieć trzeba ciężko pracować. Zdarzają się urazy, jest masa różnych życiowych zawiłości, które każdy z osobna musi sobie rozwiązać. Wszyscy doskonale wiemy, że pracujemy by zarobić na życie, więc pracodawcy nie mogą w taki sposób traktować ludzi, których zatrudniają.

Wobec Twojej osoby też są zaległości?

Tak i niestety musiałem oddać sprawę w ręce sądu polubownego przy PZPS-ie. Zresztą nie tylko ja. Uczyniło to też kilka zawodniczek. Nie jest to sprawa przyjemna, ale niestety konieczna. Z tego co wiem zarząd PZPS wydał już uchwałę regulującą te sprawy, by w przyszłości klub, który ma zaległości finansowe w stosunku do byłych zawodniczek czy trenerów nie otrzymywał licencji na grę w kolejnym sezonie. Nie jest to przyjemne, ale za to zdrowe.

Jak skomentujesz fakt, iż po Tobie z AZS-u Białystok odeszła prawie cała podstawowa szóstka, tylko pieniądze?

O to trzeba zapytać same zainteresowane. Mnie się jednak wydaje, że zawodniczkom nie było po drodze z nowym zarządem. Pod rządami prezesa Antoniego Prokopa zaczynało się nam naprawdę bardzo dobrze współpracować. Nieraz w rozmowach z zawodniczkami dochodziliśmy do wniosku, że tu, na Podlasiu, można pracą i systematycznością zdziałać naprawdę dużo. Samo miasto Białystok zrobiło bardzo dużo dla siatkówki i chwała mu za to. Zresztą rola miast w dzisiejszym sporcie jest ogromna, zaś poprzez sport można miasto, lub nawet małą miejscowość rozsławić na całą Europę czy Świat. Korzyść obopólna. Jako przykład można podać Muszynę czy Sisley Treviso. Małe mieściny, które siatkówka wypromowała na całą Europę.

Tylko, że w Muszynie prezes w czasie sezonu jest trenerem, a trener w czasie okienka transferowego jest prezesem.

Dokładnie, w takim przypadku prezes i trener są jednomyślni. To ogromny kapitał. Zresztą są niepodważalne efekty tej " zgody". Warto podkreślić, że Pani prezes " Muszynianki" oraz ŚP. brat Bogdana Serwińskiego to entuzjaści sportu i ich wkład w całokształt działalności klubu z Muszyny jest niepodważalny. Natomiast odrębną sprawą jest wysokość budżetu. Tu nie ma o czym mówić.

Praktycznie nie ma Cię już w Białymstoku, więc całkiem z boku co doradziłbyś tamtejszym władzom?

Nie ma mnie fizycznie, ale jestem duchowo. Bardzo polubiłem to miasto i środowisko. Zawsze będę kibicował tej drużynie. Kiedyś pewien Pan powiedział mi, że mam pecha do działaczy. Działaczy się jednak nie wybiera. To oni wybierają nas. Muszą być jednak kompetentni i nie żądać od zespołu siatkarskiego awansu do pucharu UEFA, bo to inna dyscyplina sportu. Ja ze swej strony mogę zaproponować okrągły siatkarski stół. Niech Ci panowie, którzy mają jakikolwiek wpływ na działalność klubuusiądą, porozmawiają i wypracują wspólne stanowisko dla całości decyzji klubu. Ten region zasługuje na siatkówkę na bardzo dobrym poziomie. Szczerze im tego życzę i będę kibicował.

Z Dariuszem Luksem rozmawiał Marek Knopik (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ORLEN Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-07-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved