Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Andrzej Skorupa: Nie miałem alternatywy

Andrzej Skorupa: Nie miałem alternatywy

RCS Czarni Radom
fot. archiwum

Jest jednym z najbardziej utytułowanych radomskich siatkarzy, symbolem lat świetności, bez którego trudno byłoby wyobrazić sobie ekipę Czarnych. Dzisiaj Andrzej Skorupa obchodzi swoje pięćdziesiąte urodziny. 

W związku z okrągłą rocznicą, portal SportRadom.pl przygotował obszerny wywiad ze znakomitym rozgrywającym wojskowego klubu.

Pięćdziesiąte urodziny obchodził będzie Pan w gronie wyłącznie rodzinnym, czy także byłych – obecnych przyjaciół z boiska?

Szykuję małą imprezę, na której będzie bawić się zarówno rodzina, jak i przyjaciele, m.in. z boiska. Nie wiem czemu, ale niektórzy obchodzą hucznie czterdzieste, czterdzieste czwarte urodziny… Dla mnie pięćdziesiąt lat to jest taka okrągła rocznica, wtedy można co świętować, na pewno spędzimy miło czas.



Zacznijmy od początku i to pytanie może wydać się banalne, ale czemu akurat siatkówka?

Trenowałem wiele dyscyplin w szkole podstawowej. Gdy poszedłem do szkoły średniej, poznałem profesora Skorżyńskiego, który uczył tam gry w siatkówkę. Co prawda przez pierwsze kilka miesięcy starałem się pogodzić tę dyscyplinę z piłką nożną, ale profesor miał mocne argumenty.

Czyli stało się to za namową profesora?

Można tak delikatnie powiedzieć (śmiech)…

Arkadiusz Skonieczny powtarzał wiele razy, że był z Pana duży talent piłkarski. Czemu zatem nie poszedł Pan w tę właśnie drugą stronę?

Jak już mówiłem, nie miałem alternatywy. Profesor Skorżyński postawił ultimatum – albo siatkówka, albo koniec z moją edukacją w szkole (Technikum Elektronicznym, przyp.red). Nie będę ukrywał, że nie byłem orłem, a chciałem zostać w szkole, więc stało się tak, jak się stało. Trudno mówić, co by się stało, gdybym wybrał piłkę nożną, bo to jest tylko takie gdybanie. Postawiłem na siatkówkę i na pewno nie żałuję.

Od początku swojej przygody z tym sportem był Pan ustawiany na pozycji rozgrywającego?

Nie pamiętam dokładnie, nie wiem. Mogę natomiast powiedzieć zupełnie szczerze, że we wszystkich grach zespołowych największą radość sprawiało mi właśnie kreowanie gry, a nie kończenie akcji. Dla mnie dużą frajdą było dawać od siebie dla drużyny jak najwięcej, dlatego widziałem siebie w roli playmakera, czy to w piłce nożnej, jako ten zagrywający ostatnie podanie, czy też w koszykówce. Tak samo w siatkówce.

Zapewne podpatruje Pan obecny system szkolenia. Co zmieniło się od Pana czasów, gdy młody chłopak zaczynał karierę, w porównaniu z dzisiejszymi czasami?

Są dwie szkoły. Obserwując teraz młodych adeptów siatkówki, dochodzę do wniosku, może będę jednostronny, że my byliśmy wówczas bardziej uniwersalni, lepiej wyszkoleni technicznie, wszechstronni. Dzisiaj stawia się na jednostronność. Za moich czasów każdego zawodnika można było ustawić w dosłownie każdym miejscu na boisku, my potrafiliśmy wystawić piłkę, zaatakować, podbić. Wszyscy mieli w swym repertuarze taki wachlarz zagrań. Umówmy się, ale dzisiaj ciężko np. środkowemu wystawić piłkę, trzeba oczy zamykać gdy to robi. Jednakże, teraz jest chyba więcej talentów, przewaga siły fizycznej, młodzieńcy są bardziej dorodni jeśli chodzi o warunki. Teraz rzuci się kamieniem i występuje duże prawdopodobieństwo, że trafi się chłopaka dwumetrowego. Wtedy tak wysoki zawodnik to był rodzynek. Obecnie mamy menedżerów, łowców talentów, którzy przychodzą na treningi, obserwują chłopaków od najmłodszych lat. Wystarczy, że jeden zaatakuje raz mocniej, a już chcą go do drużyny. Dużą wagę przywiązuje się do centymetrów, wzrostu. Często zdarza się, że juniorzy czy nawet kadeci znajdują miejsce w ekipie seniorskiej. Gdy ja zaczynałem grać, to trzeba było bardzo się starać, aby wskoczyć do zespołu. Musiałem ciężko pracować, była dyscyplina, której trzeba było przestrzegać, jeśli myślało się o takiej możliwości. Kiedy już profesor Skorżyński wyraził aprobatę i udało mi się awansować do pierwszego składu, to nie mogłem spać dwie noce, to było olbrzymie przeżycie, zaszczyt. Teraz, w jakiejkolwiek dyscyplinie byśmy nie szukali, wystarczy, że chłopak strzeli kilka centymetrów nad poprzeczką, rzuci minimalnie niecelnie czy uderzy niedaleko w aut, a już uważa się go za wielki talent.

Najmilej wspomina się sukcesy. Czarni zdobyli dwa brązowe medale mistrzostw Polski. Który z nich ma dla Pana większą wagę, który uważa Pan za cenniejszy?

Nie wiem… Oba znaczą dla mnie bardzo dużo, ogromnie cieszyłem się z ich zdobycia. Nigdy nie byliśmy uważani za pretendentów do złota, więc nie ciążyła na nas zbyt duża presja. Na pewno pierwsze trofeum to coś wielkiego w historii klubu, a drugie było o tyle zaskakujące, że chyba nikt się go nie spodziewał. Gdyby ktoś postawił wtedy na nas, podczas turnieju w Częstochowie, wygrałby całkiem duże pieniądze.

Rozmawiali Piotr K. Dobrowolski i Agata Kołacz

Cały wywiad w serwisie sportradom.pl

źródło: SportRadom.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-07-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved