Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Wielkie zamieszanie wokół Calisii

Wielkie zamieszanie wokół Calisii

Winiary (Calisia) Kalisz
fot. archiwum

Wiadomo już nad czym tak długo zastanawia się PZPS w sprawie kaliskiej siatkówki. Niespójne decyzje centrali spowodowane zostały zamieszaniem wokół przynależności klubowej zawodniczek i funkcjonowania Stowarzyszenia Siatkówki Kaliskiej Calisia.

Problem wypłynął w lutym tego roku, kiedy juniorki MKS Calisia przystępowały do rywalizacji w finale mistrzostw Wielkopolski. W składzie kaliskiej drużyny miały wystąpić siostry Katarzyna i Magdalena Wawrzyniak, znajdujące się również w kadrze seniorskiego zespołu SSK Calisia. Na dzień przed imprezą z Wydziału Rozgrywek PZPS do siedziby klubu przyszedł faks, że żadna z tych zawodniczek nie jest uprawniona do występu w niej. To o tyle dziwna decyzja, że w turnieju półfinałowym obie siatkarki w barwach MKS zagrały. Na jakąkolwiek reakcję ze strony klubu było już jednak za późno i w efekcie zespół z Kalisza musiał radzić sobie bez podstawowych atakującej i rozgrywającej. Mimo to kaliska drużyna wygrała imprezę, pokonując m.in. faworyzowaną ekipę PTPS Piła.

Władze MKS Calisia sprawy jednak nie zostawiły i postanowiły dociec przyczyn decyzji PZPS. W związkowej centrali argumentowano, że siostry Wawrzyniak są zawodniczkami SSK Calisia, a więc zupełnie innego klubu. Odmienny pogląd na tę sprawę mają w grodzie nad Prosną. W roku 1999 na prośbę ówczesnego prezydenta Kalisza Zbigniewa Włodarka, Miejski Klub Sportowy Calisia zawarł umowę ze Stowarzyszeniem Siatkówki Kaliskiej Calisia, na mocy której przekazał SSK pierwszą drużynę i prawo do używania nazwy "Calisia".

Przez kolejne lata ekstraklasowy zespół zasilały wychowanki MKS, jak choćby Anna Woźniakowska, Ewelina Toborek czy Marta Kuehn-Jarek. Karty tych zawodniczek cały czas jednak pozostawały w posiadaniu ich macierzystego klubu. W świetle obowiązującej umowy wszystko było w porządku i roszady w składach obu drużyn odbywały się płynnie, bez żadnych certyfikatów i zaświadczeń. Dlatego też w sezonie 2007/2008 w III-ligowej drużynie MKS Calisia Kalisz występowały Magdalena i Katarzyna Wawrzyniak czy Daria Paszek. Nikt z tego powodu nie robił przeszkód i nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. Aż do lutowego turnieju i feralnej decyzji, od której zaczęło się zamieszanie.

PZPS nie wyrażając zgody na występ sióstr Wawrzyniak w drużynie MKS, nie respektuje zawartego przed dziesięcioma laty porozumienia, a tym samym podważył prawidłowość funkcjonowania SSK Calisia, które przez ostatnią dekadę prowadziło kaliskie seniorki na najwyższym szczeblu rozgrywek. – Jeżeli związek utrzyma w mocy decyzję i nie pozwoli na grę sióstr Wawrzyniak w drużynie juniorek MKS Calisia Kalisz, to tym samym wskaże, że nasze zawodniczki, którymi do tej pory są Woźniakowska, Toborek i Kuehn-Jarek, nie mogły grać również w drużynie ekstraklasowej – twierdzi prezes MKS Calisia Waldemar Gut. To z kolei oznacza, że drużyna SSK Calisia została dopuszczona do rozgrywek PlusLigi Kobiet bezpodstawnie! A zatem wyniki meczów, w których grały wymienione zawodniczki należałoby zweryfikować jako walkowery, zdyskwalifikować kaliski zespół, a związek powinien zwrócić korzyści osiągnięte z tytułu występów SSK Calisia w ekstraklasie, czyli opłaty z LSK i pieniądze za transmisje telewizyjne.

PZPS ma więc twardy orzech do zgryzienia, bo uchylając swoją decyzję, dotyczącą występów sióstr Wawrzyniak w finale mistrzostw Wielkopolski, wpędza się w kolejne kłopoty. – To otwiera nam furtkę do wystąpienie o anulowanie wyników mistrzostw Polski juniorek w sezonie 2008/2009 i rozegranie ich na nowo – wyjaśnia Gut. Stąd trudno się dziwić opieszałości centrali w rozwikłaniu kaliskiego problemu.

Na tym jednak nie koniec. MKS Calisia wysłał dodatkowo do PZPS oświadczenie, że nie wyraża zgody na przejście dwóch zawodniczek – Anny Woźniakowskiej i Eweliny Toborek – do innych klubów. Tymczasem obie siatkarki podpisały już nowe kontrakty. Woźniakowska na rok związała się z Muszynianką Fakro Muszyna, natomiast Toborek ma występować w pierwszoligowym Treflu Gdynia.

Według podpisanej przed dziesięcioma laty umowy, po rozwiązaniu SSK Calisia pierwsza drużyna wraca w posiadanie MKS, który nadal dysponuje kartami zawodniczymi obu siatkarek i w przypadku zmiany barw klubowych oczekuje ekwiwalentu za ich wyszkolenie. W opinii prezesa Guta, każda z zawodniczek warta jest ok. 40 tys. zł. i za taką kwotę klub może zgodzić się na transfer definitywny. Nowi pracodawcy siatkarek Calisii o tym nie wiedzieli i sprawa czeka na wyjaśnienie w Polskim Związku Piłki Siatkowej.

Kolejna sporna kwestia to prawo do występów w I lidze. Na mocy umowy z 1999 r. likwidacja SSK Calisia jest równoznaczna z wypowiedzeniem jednego z punktów porozumienia i tym samym drużyna oraz prawo do jej występów w rozgrywkach wraca do macierzystego klubu czyli MKS Calisia. Prezes Gut ma już nawet koncepcję drużyny, która mogłaby w nowym sezonie wystartować. – Pierwsze mecze gramy juniorkami. Nawet jeśli miałyby one przegrywać, to przynajmniej nie oddajemy walkowerów i cały czas pozostajemy w grze. Natomiast od września do grudnia szukamy zawodniczek, które mogłyby wzmocnić drużynę. Szukamy sponsorów, konstruujemy budżet i spokojnie odbudowujemy klub. Do 31 grudnia można zgłaszać w PZPS transfery, więc osoby, którym zależy na tym, aby siatkówka w Kaliszu istniała, miałyby dużo czasu na dokładanie kolejnych ogniw do tego nowego tworu. Najważniejsze, że cały czas mielibyśmy drużynę i miejsce w pierwszej lidze – mówi.

Taką wersję usłyszeli zaraz po spadku kaliszanek z PlusLigi Kobiet również miejscy włodarze i przedstawiciele SSK Calisia. – Nie chcieliśmy, aby na szybko powoływano spółkę akcyjną, tylko sugerowaliśmy, że jeśli drużyna wraca do MKS Calisia Kalisz, to wraca bez żadnych zobowiązań finansowych – bo taka też była przekazywana stowarzyszeniu – i na zasadach określonych przez potencjalnych sponsorów ten zespół miał być budowany – wyjaśnia Gut. Ten pomysł jednak upadł. Miasto i SSK Calisia postanowiły w to miejsce podjąć próbę powołania sportowej spółki akcyjnej, która miałaby zgłosić drużynę do pierwszoligowych rozgrywek. W opinii ratusza i osób zaangażowanych w powołanie spółki, wszystko jest przygotowane, aby nowy podmiot powstał. Brakuje tylko zapewnienia, że pieniądze wydane na jego utworzenie nie zostaną wyrzucone w błoto. Chodzi o gwarancję ze strony związku, że nowopowstała drużyna otrzyma licencję na grę w I lidze.

I tu pojawiają się kolejne zasieki, bowiem zarząd PZPS podjął uchwałę, w myśl której żaden zespół nie może zostać zatwierdzony do rozgrywek jako nowy podmiot, jeżeli ma nieuregulowane zobowiązania wobec wierzycieli. Co do tego, że kaliski klub takie posiada, nie ma wątpliwości. A zatem, aby przyznać licencję zespołowi zgłoszonemu przez sportową spółkę akcyjną, PZPS musiałby złamać przepisy. Sprawa rozgrywa się więc w trójkącie MKS Calisia, SSK Calisia i PZPS. Jedyną szansą na bezbolesne rozwiązanie tego galimatiasu jest podpisanie trójstronnego porozumienia. Chęć takiego rozwiązania wyrażają włodarze obu kaliskich klubów. Ruch więc należy do związku.

Deklarowany termin wyjaśnienia sprawy to 20 lipca. Jeśli jednak Wydział Rozgrywek w najbliższy poniedziałek nie udzieli odpowiedzi i do końca miesiąca sytuacja się nie rozstrzygnie, będzie to oznaczało definitywny koniec drużyny, która przez czternaście ostatnich sezonów była jedną z czołowych ekip siatkarskiej ekstraklasy.

źródło: wielkopolskisport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-07-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved