Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Faza interkontynentalna: Sześciu wygranych – wszyscy zadowoleni

Faza interkontynentalna: Sześciu wygranych – wszyscy zadowoleni

Liga Światowa
fot. archiwum

Meczem Brazylia - Wenezuela kończy się dziś faza grupowa LŚ 2009. Choć do turnieju finałowego awans uzyskało tylko sześć zespołów, zadowoleni są wszyscy. Zarówno z aspektu finansowego, jak i szkoleniowego - tegoroczne rozgrywki to jeden wielki poligon.

Już przed rozpoczęciem rozgrywek Ligi Światowej w tym sezonie było wiadomo że wielu trenerów poświęci je na sprawdzanie dublerów i budowanie nowych kadr narodowych. Sezon poolimpijski zawsze charakteryzuje się dużą rotacją w kadrach narodowych nie tylko w piłce siatkowej. Wielu zawodników kończy karierę, wielu szkoleniowców już zaczyna budowę nowych drużyn z myślą o… kolejnych Igrzyskach Olimpijskich.

Sześć weekendów z fazą interkontynentalną szkoleniowcy wykorzystali maksymalnie. Składy zmieniały się z meczu na mecz, rezerwowi udowadniali swoją przydatność, związkowi księgowi liczyli kasę z reklam i biletów, a wyniki… były gdzieś na drugim planie. Stąd też trudno mówić o przegranych tegorocznej edycji Ligi Światowej, choć z pewnością wyniki niektórych drużyn rozczarowały, inne z kolei bardzo pozytywnie zaskoczyły. Teraz FIVB będzie miała twardy orzech do zgryzienia, w miejsce której reprezentacji zaprosić w przyszłym roku zwycięzce Ligi Europejskiej, a może odpadnie ktoś jeszcze?

Najbardziej rozczarowani brakiem awansu do turnieju finałowego są z pewnością Włosi. W grupie A musieli uznać wyższość Amerykanów, a do "dzikiej karty" przyznawanej przez FIVB zabrakło im zaledwie jednego punktu. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Włosi na taki wynik sami sobie zapracowali, przegrywając trzykrotnie z USA i pozwalając sobie na porażkę u siebie z Chinami. Teraz będą musieli przygotowywać się do mistrzostw Europy w inny sposób. – Żałuję, że nie zakwalifikowaliśmy się do turnieju finałowego – przyznał trener Andrea Anastasi. – Po słabym starcie odzyskaliśmy formę i zabrakło naprawdę niewiele, jednego seta.



W kilku meczach ciekawą siatkówkę zaprezentowali Holendrzy i widać, że "Oranjes" znów budują silną drużynę narodową, która może nawiązać do sukcesów swoich poprzedników z początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Z pewnością nie zawiedli Amerykanie, którzy ukończyli rozgrywki grupowe z zaledwie dwoma porażkami na koncie są jednym z faworytów turnieju finałowego. – Awans do turnieju finałowego jest dla nas szansą na dalszy rozwój – powiedział Tomas Hoff, kapitan aktualnych mistrzów olimpijskich.

Bardzo miłą niespodziankę swoim kibicom sprawili siatkarze Argentyny, którzy zajmując drugie miejsce w tabeli grupy B awansowali do najlepszej szóstki tegorocznej edycji Ligi Światowej. O trzy punkty wyprzedzili ich Serbowie, którzy awans mieli zapewniony jako gospodarze Final Six. Po wpadce w pierwszym meczu z Koreą Południowa podopieczni trenera Javiera Webera grali coraz lepiej i stać ich było na zwycięstwo w Serbii oraz dwukrotne pokonanie Francuzów w ostatniej rundzie. Niestety Argentyna gra jeszcze chimerycznie i dobre występy przeplatane są wpadkami (porażki z Koreą Południową). – Chcielibyśmy znaleźć się wśród czterech najlepszych zespołów Ligi Światowej – przyznaje Weber. Będzie ciężko, bowiem w Belgradzie Argentyńczycy zmierzą się z Brazylią i rewelacyjną Kubą. Ciekawie wkomponowali się w skład Serbów młodzi zawodnicy, którzy wspierani pod koniec rozgrywek doświadczonymi Gericem, Miljkovicem oraz Nikolą Grbicem stanowili bardzo groźną drużynę. Trener Igor Kolaković nie ukrywa, że dobre występy w Lidze Światowej są tylko preludium przed mistrzostwami Europy, w których Serbowie będą celowali w medal. Jednak miano gospodarzy Final Six i pełne z pewnością trybuny będą wymagał od Serbów maksymalnego zaangażowania w turnieju finałowym. Trochę rozczarowali Francuzi, którzy w składzie z Antigą, Pujolem, Exigą i Rouzierem nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki ani z Serbami, ani z Argentyną. Czyżby to koniec pewnej ery "trójkolorowych"?

Świetnie w rozgrywkach grupowych zaprezentował się młody zespół kubański, który mimo dwóch porażek z Rosją i dwóch przegranych z Bułgarią pewnie wygrał grupę D. Kubańczycy co jakiś czas przypominają o sobie, a umiejętne wprowadzenie do składu młodych i niezwykle utalentowanych zawodników daje dobre efekty. Do nawiązania walki z najlepszymi brakuje Kubańczykom stabilizacji, co jest skutkiem sytuacji politycznej i ekonomicznej kraju. Zawodnicy nie mogą wyjeżdżać z kraju by dalej rozwijać się w silnych ligach europejskich lub w Brazylii, a każdy, kto zdecyduje się na taki krok wbrew reżimowi jest skreślony dla reprezentacji. Z drugiego miejsca w grupie C awansowali do turnieju finałowego Rosjanie, ale dokonali tego głównie dzięki słabej postawie Bułgarów i Włochów, a nie dzięki swoim umiejętnościom. Jeśli Rosjanie równie słabo zaprezentują się w Belgradzie, będzie to poważne ostrzeżenie dla Daniele Bagnoliego, którego jedna po dwóch zwycięstwach w Bułgarii nie opuszcza dobre samopoczucie. – Mój zespół pokazał świetną siatkówkę. Psychicznie jesteśmy na najwyższym poziomie i mimo presji pokazaliśmy, że jesteśmy silnym zespołem – stwierdził szkoleniowiec "Sbornej". Pozostaje tylko życzyć szczęścia w pojedynkach z Serbią i USA w belgradzkim turnieju. Jeśli Rosjanie je wygrają, nie tylko trener Bagnoli będzie przeświadczony o prawdziwości swoich słów.

Grupę D wygrali Brazylijczycy, którzy przegrali tylko jedno spotkanie z Finlandią. "Canarinhos" nie zawsze grali w swoim najlepszym składzie, ale mecze Ligi Światowej pokazały, że Brazylia ma nie tylko mocną pierwszą szóstkę, ale także drugą, trzecią, a pewnie również i czwartą. Mecze grupowe nie były dla nich wielkim wyzwaniem i posłużyły jako świetny materiał szkoleniowy, b przećwiczyć kilka nowych ustawień i zagrań. Z bardzo dobrej strony pokazali się Finowie, ale nawet kibice drużyny Mauro Berutto tonują nastroje. W końcu zwycięstwa ze słabymi drużynami Polski i Wenezueli nie są dobrym wyznacznikiem i pozostaje żałować, że Finlandii zabraknie w Belgradzie. Tam w konfrontacji z najlepszymi drużynami Finowie mogliby pokazać swoją prawdziwą wartość. Następną szansę dostaną dopiero w Stambule, gdzie w ramach ME zmierzą się z Estonią, Rosją i Holandią. O meczach naszej reprezentacji napisano już sporo i wszyscy wiedzą, że samo stwierdzenie o słabych występach Polaków to zdecydowanie za mało. Nie graliśmy w najsilniejszym składzie, testowaliśmy wielu zawodników, którzy będą mogli być zmiennikami dla tych najlepszych. A być może wystąpią w pierwszej szóstce na ME, bowiem kontuzje Wlazlego czy Winiarskiego z pewnością przysporzą kadrowych problemów trenerowi Castelaniemu. Z pewnością Liga Światowa pokazała, że Marcin Możdzonek jest w tej chwili jednym z naszych najlepszych środkowych i miejsce w reprezentacji powinien mieć pewne, czego z kolei nie da się już powiedzieć o gasnącej gwieździe jaką jest Łukasz Kadziewicz. Z dobrej strony zaprezentowali się Grzegorz Łomacz, który chyba już wygrał rywalizację z Woickim, oraz Bartosz Kurek, który grał o wiele lepiej niż Marcel Gromadowski. Kolejnym zawodnikiem, który na stałe może wejść do reprezentacji Polski jest Jakub Jarosz. Miejmy nadzieję, że dwanaście sprawdzianów dało selekcjonerowi sporo materiału szkoleniowego, dzięki czemu będzie on mógł skompletować najlepszy skład na mistrzostwa Europy. Kredyt zaufania od kibiców ma ogromny, ale turniej w Turcji zweryfikuje siłę naszej reprezentacji.

Dziś poznaliśmy terminarz turnieju finałowego w Belgradzie. W grupie E zagrają Serbia, Rosja i USA, w grupie F Brazylia, Kuba i Argentyna. Mecze grupowe rozpoczną się w środę, 22 lipca, a zakończą w piątek. W sobotę, 25 lipca, rozegrane zostaną półfinały, adzień później mecz o 3. miesce i wielki finał.

 

Zobacz również:

Terminarz turnieju finałowego Ligi Światwej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-07-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved