Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Michał Stępień: Muszę mieć przecież jakieś tajemnice

Michał Stępień: Muszę mieć przecież jakieś tajemnice

Michał Stępień
fot. archiwum

Gorzowscy siatkarze treningi rozpoczną 14 lipca na razie przebywają na urlopach. To dobry okres, aby przedstawić kibicom sylwetki ludzi - nie zawodników. Na kilka wakacyjnych pytań odpowiedział środkowy Michał Stępień, który zdecydował się nadal reprezentować barwy GTPSu.

W sezonie brakuje czasu, aby zapytać sportowców o sprawy najprostsze. Częściej czytamy pomeczowe komentarze, prognozy wynikowe lub ligowe podsumowania, a każdy człowiek poza życiem zawodowym ma także prywatność – „fakty to jeszcze nie ludzie", jak pisał Zbigniew Żabicki . Oczywiście nie popadajmy w skrajności! Nie miałam zamiaru zakłócić wewnętrznego spokoju Michała. O kotach, tatuażach, policji i „Wojnie polsko- ruskiej" opowiada dla Strefy Siatkówki zawodnik GTPSu Gorzów.

Magdalena Gajek: Urodziłeś się w Nowej Soli, potem Warszawa, Jastrzębie, Bydgoszcz, teraz Gorzów. Gdzie jest Twoje miejsce?

Michał Stępień:Dotychczas największą część życia spędziłem w Nowej Soli, gdzie stawiałem pierwsze kroki na parkiecie. Jak to się mówi: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Warszawa to był skok na głęboką wodę. Z małego miasteczka musiałem przeprowadzić się do stolicy. Z początku fascynowało mnie tempo miejskiego życia, ale zdecydowanie lepiej czułem się w Jastrzębiu, a dokładniej w Żorach, gdzie mieszkałem. Tam wszystko było na miejscu i panowała cieplejsza atmosfera. Szybko pod względem mieszkalnym zaaklimatyzowałem się także w Bydgoszczy.



Zdecydowałeś się pozostać drugi sezon w GTPSie. Jak oceniasz pobyt w Gorzowie?

– Skoro zostaje to musi być bajka (śmiech), ale tak poważnie to Gorzów jako miasto specjalnie mi się nie podoba, mimo że mój dom rodzinny jest niedaleko. Do treningów i zespołu nie mam żadnych zastrzeżeń, przez cały sezon zdążyliśmy się zgrać, z niektórymi nawiązałem lepszy z innymi gorszy kontakt – jak to w drużynie. W tym roku zaplanowano także remont hali, co jest dodatkowym plusem. Miasto nie może dopasować się do mnie, ja będę musiał do niego.

Lubisz życie na walizkach?

– To trudne pytanie. Z jednej strony podoba mi się ciągła zmiana miejsc, poznawanie nowych ludzi, innych środowisk. W tym roku chciałem jednak pobyć dłużej w jednym mieście. Jak co roku się przeprowadzasz to wiele rzeczy można stracić. Ledwo się z kimś poznasz, polubisz a tutaj koniec sezonu i czas na wyjazd. Taki los wpisany jest w sportowe życie i ma on swoje dobre oraz złe strony.

Kibice znają Cię przede wszystkim jako siatkarza, a jaki jesteś poza boiskiem?

Na takie pytania ciężko samemu odpowiedzieć, najlepiej jakbyś zapytała Olka (Marcin Olichwer atakujący GTPSu Gorzów – przyp. red.), z którym będę mieszkać już drugi rok. Myślę, że to prawdziwa księga wiedzy na mój temat. Na pewno jestem elastyczny, potrafię się dostosować do różnych warunków, staram się też dużo uśmiechać. Poza boiskiem jestem taki sam – tylko bez klubowego stroju.

Jaki jest Twój pomysł na życie po życiu… siatkarskim?

Po siatkówce chciałbym zacząć pracę w policji, ale wiadomo, że plany zmieniają się w zależności od sytuacji. Na razie czuję się na siłach do uprawiania sportu i mam nadzieję, że zostanie tak jak najdłużej. Lubię swoją pracę, więc daje mi ona sporo satysfakcji. Każdy sportowiec chyba myśli jednak o przyszłości, szuka pewnego zabezpieczenia, przecież nie będę siatkarzem całe życie.

Poza sportem masz na pewno jakieś inne zainteresowania.

Ja jestem typem klasycznego nudnego sportowca. Oprócz siatkówką uwielbiam oglądać piłkę nożna, sporty walki i koszykówkę. Dbam też o swój wizerunek. Oczywiście nie myślę o bieganiu codziennie do kosmetyczki, ale raczej o zainteresowaniu tatuażem i piercingiem. Lubię od czasu do czasu przeczytać ciekawą książkę lub obejrzeć film. Ostatnio chciałem zobaczyć w kinie „Wojnę polsko-ruską", ale niestety mi się nie udało, ponieważ musiałem wrócić do domu, aby zaopiekować się moimi kotami.

Koty to podobno twój słaby punkt.

– Uwielbiam je! To dla mnie najwdzięczniejsze zwierzęta na świecie. Każdy z nich jest inny, wyjątkowy, ma swój charakter i chodzi własnymi ścieżkami. Mam swoją czarną kotkę Luśkę. Zabrałem ją z katowickiego schroniska, gdzie nie mogła znaleźć opiekuna, ponieważ ludziom przeszkadzało jej ubarwienie. W domu rodziców były trzy kotki. Niestety jeden zginął i teraz zostały tylko dwa.

Wasze wakacje powoli dobiegają końca. Spędziłeś je jakoś wyjątkowo?

– Sezon oficjalnie skończyliśmy 7 marca derbami w Międzyrzeczu, później było roztrenowanie i kiedy zaczynałem wakacje, to większość moich znajomych grała o medale, awans lub utrzymanie. Reszta w pocie czoła uczyła się do sesji na studiach. Ja za chwilę będę przygotowywał się do kolejnego sezonu, a koledzy dopiero znajdą czas na odpoczynek. Co do wyjątkowości to był jeden mały eksces, ale wszystkiego ze mnie nie wyciągniesz! Muszę mieć przecież jakieś tajemnice.

Skończmy w klasyczny sposób. Czego Ci życzyć?

– Przede wszystkim zdrowia w najbliższym sezonie i abyśmy nie skończyli go tak wcześnie jak poprzedni.

Rozmawiała: Magadalena Gajek (Strefa Siatkówki)

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-07-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved