Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Felieton: Polska siatkówka pod kloszem

Felieton: Polska siatkówka pod kloszem

Polska Siatkówka - logo
fot. archiwum

Kolejna „dzika karta" przyznana polskiej drużynie w międzynarodowych rozgrywkach (PGE Skra Bełchatów w klubowym Pucharze Świata), wywołała lawinę komentarzy i spekulacji. Zanim przejdę do meritum, przypomnę kilka liczb.

4 – tylu polskim drużynom klubowym męskim i żeńskim, udało się awansować z grupy w ubiegłej edycji LM.

3 – tyle drużyn męskich i żeńskich zagrało w ćwierćfinale zeszłej edycji LM.

0 – tyle drużyn zagrało w Final Four LM sezonu 2008/2009.



0 – tyle drużyn w ostatnich latach zdołało wygrać jakiekolwiek europejskie trofeum.

3 – tyle „dzikich kart" CEV i FIVB zdołało przyznać polskim klubom w odstępie ostatnich kilku miesięcy.

1 – w 2007 roku jedna „dzika karta" została przyznana polskim siatkarkom na Puchar Świata, który był jednocześnie eliminacją do IO w Pekinie.

1? – polska męska reprezentacja, jeśli zajmie drugie miejsce w grupie w LŚ, może liczyć na pierwszą „dziką kartę" do turnieju finałowego w Belgradzie.

Przedstawiłam te fakty, by trochę uświadomić, jak daleko zabrnęła „działaczowska" machina pod polską flagą. Możemy się cieszyć z tego „bogactwa", jakim obdarowują nas sternicy światowej siatkówki, możemy z zamkniętymi oczami i uszami ekscytować się potęgą PZPS, siłą rażenia jaką mają nasi działacze i udawać, że wszystko jest w porządku. Ale czy aby na pewno jest?

To byłby zaszczyt, gdyby „dziką kartę" ofiarowano nam za wielkie osiągnięcia, spektakularne triumfy, legendę którą tworzą polscy siatkarze i siatkarki. Przyznawane nam lekką ręką „specjalne" zaproszenia byłyby frajdą, gdyby stała za nimi szeroko falowa selekcja, która niczym sito przepuszcza średniaków, w celu wyłowienia perełek. Skra Bełchatów, Jastrzębski Węgiel to mocne zespoły, ale nie na tyle by w poprzednich latach zwojować Ligę Mistrzów. Dąbrowa Górnicza, to zaledwie piąta drużyna PlusLigi kobiet, a skoro i Farmutil Piła, i Mistrz Polski – Muszynianka Fakro Muszyna nie podbiły europejskich salonów, to jak mają to zrobić siatkarki z Dąbrowy? Rodzi się pytanie, dlaczego zostają wyróżnione zespoły z Polski, podczas gdy wiele klubów w Europie potrzebuje takiej szansy od zaraz, by spopularyzować owy sport w swoim kraju. Także nie powalające na kolana wyniki zadają kłam propagandzie, jakiej z chęcią ulegliśmy, gdy częstochowski AZS wygrał z Coprą Piacenza, albo piekielnie mocna, jak na europejskie realia Skra, wygrała dwumecz z Dynamem Moskwa. To były piękne chwile zapisane w historii polskiej siatkówki, ale za tymi dwumeczami nie poszedł sukces końcowy- udział w Final Four. Możemy sobie mydlić oczy, ale to nie zmienia rzeczywistości. W Polsce są najlepsi kibice siatkówki, tego nic nie zmieni, ale rywalizacja to rywalizacja, kibice nie grają- pomagają, ale nie grają.

Bo teraz wyobraźmy sobie, że drużyna z aspiracjami Y bardzo chciała zagrać w LM, czy Pucharze Świata. Prezes, działacze starali się jak mogli- wydzwaniali, uruchamiali wszelkie kontakty. Zespół stworzyli w mieście Y solidny, zgromadzili przyzwoity budżet, doświadczenie w pucharach mają. Wszystkie argumenty leża po ich stronie, czekają na decyzję. I co? Ano dowiadują się, że w Lidze Mistrzów nie zagrają kosztem Jastrzębskiego Węgla, albo w Pucharze Świata kosztem Skry Bełchatów. – Do licha znowu ci Polacy, ich łapska sięgają dalej niż myśleliśmy- i tak jeden ośrodek siatkarski w Europie się burzy, burzyć się będą kolejne, albo już się burzą. Dla nich to jak walka z wiatrakami- oni swoje, FIVB i CEV swoje. Jeśli wszyscy jesteśmy prawdziwymi fanami siatkówki, to powinno nam zależeć na jak najwyższym poziomie tej pięknej dyscypliny, a nie będzie się rozwijać jeśli zabraknie konkurencji, jeśli wszystkie najważniejsze decyzje będą zapadać na korzyść jednej federacji, na korzyść PZPS, ku chwale i wydumanym ego kibiców z nad Wisły.

Ruben Acosta zamyka polską siatkówkę pod kloszem, tworząc jej aksamitny bufor ochrony, który pozwala spokojnie oddychać, gdy przegrywamy z Brazylią cztery razy, a nawet kompromitujemy z Finlandią. Nie zapominajmy jednak, że kiedy dostajemy kolejne „nagrody", „prezenty" od światowych działaczy, przede wszystkim szkodzimy sobie samym. Bo jak wiadomo każdy kij ma dwa końce- dostajemy „dziką kartę", ale coraz mniej przychylnie patrzą na nas inne federacje. A co będzie jak „dzika karta" stanie się wymówką, usprawiedliwieniem dla złych wyników- „przecież i tak zagramy w Final Six, Final Four, Pucharze Świata etc. „Dzikimi kartami" nie ułatwiamy rozwoju klubom i reprezentacji, w pewnym sensie te zaproszenia rozwój hamują. Albo się uczciwie trenuje, wygrywa, a potem bez specjalnego „dopingu" osiąga sukces, albo improwizuje profesjonalną siatkówkę. Zawodników, także nas kibiców robi się- kolokwialnie napiszę- w balona, bo co to za frajda oglądać naszych siatkarzy i siatkarki w elicie, wiedząc, że znaleźli się tam tylko dzięki „uprzejmości" światowych władz, a nie uczciwej rywalizacji. Mnie to już przestało cieszyć, nie wycieram sobie gęby kibicami i popularnością sportu, dla mnie to nie argument. W każdym sporcie liczą się tylko sukcesy, zwycięstwa, trofea, to one powinny być wyznacznikiem potencjału i one powinny decydować o podziale „dzikich kart". Polskie kluby Ligi Mistrzów nie wygrały, na razie tylko aspirują do potęg, ale za to w lubowaniu się „dziki prezentami" od FIVB i CEV jesteśmy najlepsi. Nie wiem dokąd nas takie nastawienie doprowadzi…

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Więcej artykułów z dnia :
2009-07-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved