Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Krzysztof Ignaczak: Nie jesteśmy dziewczynkami

Krzysztof Ignaczak: Nie jesteśmy dziewczynkami

x - [stare] Krzysztof Ignaczak
fot. archiwum

- Docinki czy wyprostowany w stronę rywala środkowy palec to stałe elementy meczu. Ja też często pojawiam się pod siatką. Wiem kogo lepiej nie ruszać, a kogo da się sponiewierać - mówi  dla Magazynu Sportowego libero reprezentacji Polski, Krzysztof Ignaczak.

Na boisku często zachowuje się pan tak, jakby miał ADHD.

Krzysztof Ignaczak: – "Zawsze taki byłem. Teraz moje nazwisko jest znane w Polsce i pewnie na świecie, ale do wszystkiego doszedłem sam. Nikt niczego nie podał mi na tacy. Wyszarpałem to sobie charakterem i walecznością. Moim pierwszym marzeniem było dostać się do reprezentacji kadetów. Na dzień dobry usłyszałem, że nic z tego, bo jestem za mały. Chciałem udowodnić trenerom, że się mylą. Akurat wtedy siatkówka przeżywała boom na świecie. Pierwszą szóstkę Holendrów, drużyny na topie, tworzyli zawodnicy powyżej dwóch metrów. W Polsce to się spodobało i mądre głowy uradziły, żeby nasz system szkolenia wyglądał podobnie. Zebrano najwyższych chłopaków i stworzono z nich zespół. Pasowałem tam jak pięść do nosa, bo nie miałem warunków fizycznych. Miejsce w kadrze zdobyłem charakterem."

Młodszego kolegę z boiska Dawida Gunię skarcił pan słowami „Bo cię zaj…", kiedy źle odbił piłkę. Wychwyciły to kamery telewizyjne.



– "Rodzice tego chłopaka powiedzieli, że jestem bardzo niekulturalny. Przeprosiłem Dawida. Poszliśmy na piwo, wyjaśniliśmy to nieporozumienie i sprawę uważam za zamkniętą. Na boisku, w ferworze walki, pewne rzeczy są nieuniknione. Muszę zareagować, kiedy młodsi koledzy nie wykonują poleceń trenera. Nie jesteśmy lalusiami, żeby się obrażać."

W reprezentacji też pan tak reaguje?

– "Istotą zespołu jest umiejętność współgrania za sobą. Jeśli ktoś krzyknie na kolegę na treningu, bo uważa, że ten się opier…, jest to zdrowe. Tłumienie negatywnych emocji może przełożyć się na mecz. Tak było ze mną i Dawidem, choć zazwyczaj już na treningach staram się mówić to, co mi się nie podoba. W reprezentacji przebywamy na zgrupowaniach razem przez sześć tygodni i mamy prawo być sobą zmęczeni. Na treningu komuś nie idzie i rodzą się scysje. Padają mocne słowa, ale nikt do nikogo nie ma pretensji. Takie sytuacje są potrzebne, bo oczyszczają atmosferę. Nie jesteśmy dziewczynkami, żeby się gniewać. Te sprawy załatwiamy na boisku, a wychodząc z sali, zostawiamy je za sobą i znów jesteśmy kumplami. Dla tych, którzy grają w siatkówkę od kilkunastu lat, to normalne. Ktoś, kto stanie z boku i popatrzy na nasz trening, może pomyśleć, że za chwilę się pozabijamy."

Nigdy nie wyjechał pan do zagranicznego klubu. Dzięki temu widział pan na własne oczy ewolucję, jaką od końca lat 90. przechodzi siatkówka w Polsce.

– "Teraz przyjeżdżają do naszej ligi takie asy jak Stephena Antiga czy Paweł Abramow, dzięki czemu młodzi zawodnicy mogą się rozwijać u ich boku. Kiedyś wyglądało to inaczej. Prowizorka była podstawą działania klubów. W juniorach na treningach zamiast odżywek piliśmy gorącą herbatę. Z wielkiego baniaka nalewaliśmy ją do kubków. Dostawaliśmy na cały sezon jedną koszulkę do grania i nie mogliśmy jej zgubić. Kontrakty nie były tak wysokie jak dzisiaj, telewizja nie interesowała się siatkówką. Byliśmy anonimowymi ludźmi. Z czasem to wszystko się nakręcało. Zaczęło się od brązowego medalu mistrzostw Europy kadetów z Mazurem. Przyszły kolejne sukcesy."

Na początku nie był pan pojętnym uczniem. Razem z Łukaszem Kadziewiczem i Andrzejem Stelmachem został pan dyscyplinarnie wyrzucony z reprezentacji za picie alkoholu na turnieju w Olsztynie.

– "To była dobra, życiowa nauczka. Człowiek uczy się na błędach. Myślę, że odpracowaliśmy z nawiązką ten wybryk. Przecież później Raul nas powoływał."

Podobno siatkarze potrafią się zabawić?

– "Nie jesteśmy mnichami. Każdy z nas lubi wyjść do ludzi, potańczyć. Umiemy poimprezować, zwłaszcza po jakimś sukcesie. Mam wrażenie, że każdy sportowiec rodzi się z talentem do świętowania."

Zdarzyło się, że jakiś siatkarz wyszedł na mecz pijany?

– "Teraz liga stała się w każdym calu profesjonalna i każdy doskonale wie, o jaką stawkę gramy. Podpisaliśmy wysokie kontrakty i nie możemy sobie pozwolić nawet na chwilę słabości. Kiedyś było inaczej, siatkówka była prawie amatorska. Na wyjazdach czy zgrupowaniach jako najmłodszy musiałem biegać do sklepu po wódkę dla starszych. W lidze krążą opowieści o znanym zawodniku, któremu przed meczami maser przygotowywał drinki w bidonie."

Pan też grał kiedyś na bani?

– "Przecież Lozano nie bez przyczyny odsunął mnie od reprezentacji (śmiech). Na samej bani nie grałem, ale zdarzyło się wyjść na parkiet po imprezie."

Siatkarze prowokują się wzajemnie na parkiecie?

– "Docinki pod siatką czy wyprostowany środkowy palec to stałe elementy meczu. W lidze słyszałem też, jak środkowy mówił do rozgrywającego: „Grasz tak, że czytam cię jak książkę". Na niektórych zawodników działa to negatywnie, denerwują się i popełniają błędy, ale są też tacy, którzy na w kur… mogą zagrać lepiej. Lata gry w siatkówkę sprawiły, że wiem, kogo da się sponiewierać, a kogo lepiej nie drażnić."

Kogo więc warto prowokować? Choćby w meczach Ligi Światowej?

– "Najłatwiejsi są Grecy. To ludzie w gorącej wodzie kąpani, wystarczy krzyknąć cokolwiek, a głupieją. Z Ruskimi gra się trudno, bo oni nie reagują na nic. Patrzą tylko tym swoim stalowym wzrokiem. Chociaż ostatnio chłopakom udało się sprowokować Połtawskiego i zaczął popełniać błędy. Brazylijczyków nie ma co zaczepiać, bo gra sprawia im przyjemność. Są spontaniczni."

 

*więcej w Magazynie Sportowym

źródło: Magazyn Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-06-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved