Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Jerzy Strumiło: Wyzwania mnie mobilizują

Jerzy Strumiło: Wyzwania mnie mobilizują

x - [stare] Trefl Gdańsk
fot. archiwum

W Belgii Jerzy Strumiło wywalczył mistrzostwo  czterokrotnie, w Szwajcarii trzykrotnie, a w Niemczech, Austrii i Turcji udało mu się to po jednym razie. W polskiej ekstraklasie nie dane mu było zbyt długo pracować. W lutym objął stery w Treflu Gdańsk, który z powrotem zagra w pierwszej lidze.

Sytuacja, w jakiej obejmowałem, klub była bardzo trudna, wiadomo było, że pozostaje nam walka jedynie o utrzymanie w PlusLidze. Niestety, nie udało się, ale na to wpłynęło kilka spraw – powiedział w rozmowie z „Magazynem Siatkówka” trener Trefla, Jerzy Strumiło.

Jak to się stało, że klub z Gdańska skierował uwagę właśnie w pana kierunku?

Znam się z prezesem Kazimierzem Wierzbickim od lat 70. On także jest utalentowanym trenerem. Spotykaliśmy się od czasu do czasu, a ja śledziłem jego poczynania. Nie ukrywam, że jak się klub do mnie zwrócił z prośbą podjęcia pracy, ja byłem po moich zawirowaniach w tureckiej lidze, bardzo chciałem jakiejś zmiany. Zawsze myślałem o zatrudnieniu w Polsce. Mój ostatni kontakt z krajem to była praca z juniorami w 1978 roku, potem już wyjechałem.



I przyjechał pan do rodzinnego Gdańska.

Tak, Gdańsk zawsze będzie miał szczególne miejsce w moim sercu. Decydując się na stanowisko trenera w Treflu, wiedziałem, że przede mną trudne wyzwanie, ale ja nigdy nie bałem się wyzwań, a jeszcze te z dziedziny ciężkich – dodatkowo mnie mobilizują.

Jak zaczynał pan swoją przygodę z Treflem? W jednym z wywiadów można było przeczytać pana opinię, że sezon tak naprawdę został przez drużynę przegrany we wrześniu.

Wszystko się sprzysięgło przeciwko zespołowi i ku temu, niestety, zmierzało. Kontuzje podstawowych zawodników były tym podstawowym problemem, ale to są wypadki losowe, taki jest sport. Czasami tak się zdarza, że nic nie układa się po naszej myśli, a każdy kolejny krok tylko ciągnie w dół. Tak było w Treflu, jak zaczęły się kontuzje, nie było im końca. Cała praca, jaką drużyna z trenerem Wojciechem Kaszą wykonała w okresie przygotowawczym do sezonu, została zniweczona. Tak, jakby jej nie było. Po kontuzji Bruna Zanuto, Bojana Janicia, Łukasza Kadziewicza, który miał problemy z kręgosłupem, Wojciecha Serafina, miał naciągnięte mięśnie brzucha, można by tak wymieniać, w treningach brało udział dziewięciu zawodników. Jak można w takich warunkach normalnie funkcjonować? Trener Wojciech Kasza to młody trener, bez doświadczenia w ekstraklasie, ale o tym było wiadomo przed sezonem, nie można go krytykować, bo to on najpierw wywalczył awans z drugiej do pierwszej ligi, a następnie do ekstraklasy. Wyglądało to dobrze, ale kontuzje, nieszczęśliwe wypadki zrobiły z zespołem to, co widzieliśmy. Reszta robiła, co mogła. Wojtek Winnik musiał bardzo szybko dojrzeć. W oka mgnieniu ten młody chłopak musiał wziąć na siebie ogromną odpowiedzialność, i choć nie był do tego przygotowany, poradził sobie bardzo dobrze. Każdemu zespołowi ze środka tabeli czy z jej dołu, gdyby zabrać po trzech podstawowych graczy, również posypałby się, a to spotkało nas. Zapłaciliśmy za to spadkiem z elity. Przychodziłem do Gdańska z ogromną chęcią pomocy, między nami nie było żadnych konfliktów, ale ten zespół już na starcie miał podcięte skrzydła, a frustracja po kolejnych przegranych tylko narastała.

Ogromne pieniądze zostały zainwestowane w tych trzech siatkarzy – Kadziewicza, Zanuto i Janicia.

Zgadza się, duże pieniądze na nich poszły. Teraz klub nie powinien popełnić już takiego błędu. Pieniędzmi należy obracać i wydawać je z głową. Bardzo szanuję środowisko siatkarskie w Gdańsku, zainwestowano własne pieniądze w budowę klubu od drugiej ligi, do dziś, są to ogromne koszty. Ciężko spełnić pokładane nadzieje w ekipie, z której zostają wyeliminowani kluczowi gracze. Porażką jest nasz spadek, ale na tym się świat nie kończy. Należy wyciągnąć wnioski i brać się do budowy nowej drużyny. Klub się nie załamał, to jest istotne.

Nie miał pan problemów z komunikacją z niektórymi asami Trefla?

Nie, ja nie od dziś pracuję w tym fachu. Wiadomo jest, że ludzie mają różne charaktery, ale trener musi być też psychologiem, trzeba docierać do tych bardziej wymagających. Pewnie, że są nerwowe chwile, nie musimy się kochać, ale musimy się szanować. Wiem, że Łukasz Kadziewicz nie ma łatwego usposobienia. Na treningach i na meczach nie miałem z nim problemów, a o innych sprawach nie mogę się wypowiadać. Miał problemy z kręgosłupem, chorował pod koniec rozgrywek ligowych. Na pewno nie będzie mógł uważać tego sezonu za udany, ale… może mam inny charakter, nie umiem zrzucać winy na zawodników. Liczono na ich powrót w pełni sił, ale tak się nie stało.

Jak widzi pan przyszłość swoją i drużyny?

Prowadzone są rozmowy, myślę, że można je określić pozytywnie. Siłą drużyny jest jej prezes i jego marketing. Budowana jest nowa hala, mamy wspaniałych kibiców, a siatkówka w Polsce jest bardzo medialna. Liga jest silna, o czym świadczy wygrana w Lidze Mistrzów Częstochowy z Piacenzą. Biorę pod uwagę pozostanie w Gdańsku, również dlatego, że to moje rodzinne miasto. Prowadzone są też rozmowy z zawodnikami, chcemy, żeby zostali Winnik, Szulik, Świrydowicz, Suski. Na pewno dojdą najzdolniejsi nasi juniorzy. Zespół musi być odmłodzony, perspektywiczny. Nie będą grać ci, co szukają odpoczynku na plaży, ale chcą ciężko trenować. W dobie kryzysu trzeba robić oszczędne, ale i wydajne zakupy, tak jak to jest praktykowane w klubach belgijskich, tych z najwyższej półki – Maaseik i Knack. Na sercu ma leżeć nam wspólny interes, a zespół trzeba wychować od podstaw i zwiększyć ilość godzin pracy. Najpierw trzeba mieć drużynę, a potem można poszukać gwiazdy, jak będzie ku temu okazja i finanse pozwolą.

Jerzy Strumiło

Urodził się 3 grudnia 1948 roku. Ma obywatelstwo Polski i Niemiec. Prawdziwy poliglota. Poza ojczystym językiem zna także angielski, francuski, holenderski, niemiecki, rosyjski. Były zawodnik, od 30 lat trener za granicą (najwięcej czasu spędził w Belgii). W Belgii wywalczył mistrzostwo kraju czterokrotnie – Ibis Kortrijk (1982, 1985), Lennik (1987), Torhaut (1989), w Szwajcarii trzykrotnie – Naefels (1998, 1999 i 2000). W Niemczech, Austrii i Turcji udało mu się to po jednym razie – z Bayer Leverkusen, w którym był i siatkarzem i trenerem równocześnie (1979) , z Vienna hotVolley (2001) i Eregli Erdemir (2002). Jest wielokrotnym zdobywcą Pucharu i Superpucharu Szwajcarii, Belgii i Austrii. Brał również dwa razy udział w finale European Final Four (1987, 1991). Poprowadził ponad 120 meczów w europejskich pucharach. Dwukrotnie zdobył wicemistrzostwo Turcji. Ostatnim razem dokonał tego w zeszłym sezonie, prowadząc Halkbank Ankara, w którym występował Zbigniew Bartman. W lutym 2009 roku rozpoczął pracę jako pierwszy szkoleniowiec w drużynie beniaminka PlusLigi, Treflu Gdańsk, przejmując funkcję od trenera Wojciecha Kaszy.

Rozmawiała Małgorzata Gotowiec

 

źródło: Magazyn Siatkówka

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-06-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved