Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Iwona i Krzysztof Ignaczak: Nauczyliśmy się niczego nie planować

Iwona i Krzysztof Ignaczak: Nauczyliśmy się niczego nie planować

x - [stare] Krzysztof Ignaczak
fot. archiwum

- Dopóki nie zakończę sportowej kariery i nie powiem sobie dość, nie zaczniemy z rodziną budowy domu, bo tak na dobrą sprawę nie wiemy, w jakim miejscu zamieszkamy na stałe - mówił jeszcze kilka miesięcy temu Krzysztof Ignaczak, który w Rzeszowie rozpoczął nowy rozdział w swoim życiu.

W styczniu bieżącego roku państwo Ignaczakowie przeprowadzili się do zakupionego po długich i zaawansowanych poszukiwaniach domu w zabudowie szeregowej położonego w spokojnej i malowniczej dzielnicy Rzeszowa – Słocinie. – Już od dłuższego czasu chcieliśmy zakupić mieszkanie lub dom w Rzeszowie, bo doszliśmy do wniosku, że lepiej jest kupić jakąś nieruchomość na kredyt, niż wydawać pieniądze za wynajem mieszkania od osób trzecich. Wzięliśmy więc długoletni kredyt hipoteczny i jest to na pewno rodzaj inwestycji na przyszłość. Bardzo mi się tutaj podoba, zresztą Iwonie i Sebastianowi również. Na razie jestem skłonny powiedzieć, że możemy tu zostać na dłużej. Nigdy jednak nie wiadomo, co nas, sportowców, czeka w przyszłości. Na dzień dzisiejszy mam podpisany kontrakt w Rzeszowie, ale wiem, że w pewnym momencie prezesi klubu mogą mi podziękować za współpracę i wtedy będziemy się musieli znów przeprowadzić – wyjaśnia Krzysztof. A Iwona dodaje: – Życie jest przewrotne i może akurat okaże się, że to będzie ten nasz wymarzony dom, w którym spędzimy wiele lat życia. Nie planujemy jednak niczego z góry, bo z doświadczenia wiemy, że takie dalekosiężne plany mogą z dnia na dzień ulec zmianie i my się nauczyliśmy już z tym żyć.

Ta niepewna przyszłość związana z charakterem pracy Krzyśka nie znaczy jednak, że „Igła" i jego rodzina traktują nowe miejsce zamieszkania jako tylko chwilowy przystanek w swoim życiu. Urządzenie domu, a przede wszystkim przeprowadzka z mieszkania w bloku do domu, sprawiły im wiele radości. – Do tej pory mieszkaliśmy tylko w bloku, więc odczuwamy dużą różnicę w życiu codziennym. To jest dla nas spełnienie jednego z marzeń, bo zawsze chcieliśmy zamieszkać w domu i akurat teraz nam się to udało – podkreśla „Igła". Niezwykle zadowolony z nowego miejsca zamieszkania jest pięcioipółletni Sebastian Ignaczak . – W domu na Słocinie jest fajnie. Mam większy pokój, niż w tamtym mieszkaniu. Poza tym jest tu lepiej, bo mam więcej kolegów i koleżanek. Z kolegami mogę się na przykład ścigać na rowerze i grać w piłkę – opowiada z entuzjazmem Sebastian.

Jak się okazuje, wybór domu w Słocinie był bardziej przeznaczony rodzinie Ignaczaków przez los, niż przez nich zaplanowany. – Ten dom znaleźliśmy przez Agencję Nieruchomości w Internecie. Najpierw obejrzeliśmy go raz i pojechaliśmy też zobaczyć mieszkanie w innym miejscu Rzeszowa. Mieliśmy się już nawet decydować na to mieszkanie, ale stwierdziliśmy, po przeliczeniu wszystkich kosztów remontu, zakupu mebli, że zakup domu to bardziej opłacalna inwestycja, niż mieszkanie, a że akurat wtedy był boom na nieruchomości, to ceny mieszkań osiągnęły maksimum i były niewyobrażalnie duże – opowiada Krzysztof i dodaje: – Coś nas wtedy tknęło, żeby jednak kupić ten dom. Czasami zdarza się tak w życiu, że wnętrze człowieka mówi „to jest to" i tak właśnie było w naszym przypadku.



Mamy tu trzy sypialnie na górze, garderobę i dużą łazienkę, a na dole salon z aneksem kuchennym. Mieliśmy to szczęście, że poprzedni właściciele mieli podobny gust do nas i niewiele zmienialiśmy w wystroju wnętrza. Jak weszliśmy tutaj po raz pierwszy, to od razu podobał się nam styl, w jakim ci ludzie mieszkali. Zdecydowaliśmy się więc, że w podobny sposób urządzimy nasz dom. Zresztą był to właściwie nowy, bo dwuletni budynek, więc dałoby się z nim zrobić wiele rzeczy – mówi Iwona, która miała największy wkład w urządzenie domu.

Iwonka jest mistrzynią w wyszukiwaniu rzeczy w Internecie i to ona całymi dniami poszukiwała najciekawszych pomysłów na wystrój. Wybierała meble, lampy. Ja tylko zatwierdzałem te pomysły lub ewentualnie stopowałem Iwonę, jeśli chciała zamówić jakieś udziwnione i tak naprawdę niepotrzebne nam rzeczy – śmieje się „Igła", a Iwona przyznaje: – Miałam dużo fajnych pomysłów, ale niestety, nie wszystkie zostały zrealizowane.

W salonie państwa Ignaczaków od razu rzuca się w oczy gustownie urządzona ściana z rzędem komód, na których stoją pamiątki ze wszystkich miejsc świata, które odwiedził do tej pory Krzysiek, głównie przy okazji meczów siatkarskich, ale też wakacji z rodziną. Można tam obejrzeć między innymi paterki z Bahrajnu, Argentyny, Grecji, figurkę Jezusa z Rio de Janeiro, wachlarz z Chin, pamiątkę z Dominikany czy matrioszkę z Moskwy. Na ścianie wiszą natomiast duże, oprawione w ramki zdjęcia z Brazylii i z Chin. „Igła" nie urządził jeszcze w domu wymarzonego siatkarskiego kącika, w którym znalazłyby się zdobyte przez niego medale czy zgromadzone koszulki z gry, ale zapewnia, że ma już wizję takiego miejsca.

Chciałbym umieścić na ścianie taką masywną, drewnianą ramę, w której byłyby połączone dwie koszulki – świętej pamięci Arka Gołasia i moja. Do tego dołożyłbym oczywiście jakąś półkę, żeby na niej poustawiać różne pamiątki, medale. Niestety, Iwonie nie podoba się pomysł z ramą na ścianie, bo wydaje jej się, że ta rama w pewnym momencie może nagle spaść i wyrządzić komuś krzywdę. Dlatego jeszcze trochę spieramy się o ostateczny kształt tego siatkarskiego miejsca w domu – tłumaczy Krzysiek.

Ogólnie Rzeszów, jako miasto, bardzo nam się podoba. Widać, że jest to wciąż rozwijający się ośrodek, w którym jest czysto, zielono i spokojnie. Jedynym mankamentem mieszkania w Rzeszowie jest dla nas to, że mamy stąd daleko do naszego rodzinnego Wałbrzycha i jesteśmy oddaleni od rodziców, którzy żeby do nas przyjechać, muszą odbyć dosłownie wyprawę życia – mówi „Igła". – Na szczęście święta wielkanocne mieliśmy okazję spędzić razem, po raz pierwszy w tak dużym gronie i u nas w domu. Było nas jedenaście osób i z najbliższej rodziny zabrakło tylko mojej siostry i siostry Krzyśka – dodaje Iwona.

Natomiast za Wałbrzychem czy Częstochową, jako miastami, w których długo mieszkaliśmy, nie tęsknimy, bo przywiązujemy się do ludzi, a nie do miejsc – podkreślają zgodnie Igła z żoną. – Na przykład, ja mam stałe grono przyjaciół, które od lat się nie zmienia i są to osoby, na które mogę liczyć w każdym momencie, zresztą z wzajemnością – mówi Iwona. – Oczywiście w Rzeszowie też mamy znajomych, ale są to na razie zbyt powierzchowne znajomości, żeby mówić o przyjaźni – dodaje.

Iwona jest osobą, która ma wąskie grono przyjaciół, ale ja ją doskonale rozumiem. Ona jest po prostu przewrażliwiona na punkcie ludzi, którzy na siłę chcą włączyć się do naszego życia tylko dlatego, że akurat jestem teraz osobą popularną, a siatkówka, jako dyscyplina, jest na topie. Zresztą nie bez kozery mówi się, że ten, kto ma wielu przyjaciół, nie ma tak naprawdę żadnego. Bo tak jak Iwona powiedziała – przyjaciel, to taka osoba, która w najtrudniejszych momentach w życiu jest z tobą, a kilka takich ciężkich momentów już w naszym życiu było i nasi przyjaciele starali się nam wtedy pomagać z całych sił – wyjaśnia Krzysiek.

Warto dodać, że żona „Igły" jest osobą aktywną zawodowo (z wykształcenia tłumacz języka angielskiego) i w Rzeszowie wybiła się także na swoim polu. Najpierw pracowała w biurze tłumaczeń i szkole językowej Skrivanek, gdzie była odpowiedzialna za prowadzenie szkoły i organizację kursów językowych, a we wrześniu ubiegłego roku podjęła pracę w AKS-ie Resovia, pełniąc funkcję dyrektora do spraw organizacyjno-finansowych. – Zajmowałam się drugoligowym klubem i organizacją rozgrywek dla dzieci i młodzieży – wyjaśnia.

W lutym Iwona musiała jednak przerwać pracę, ponieważ spodziewa się dziecka, a lekarz zalecił jej oszczędny tryb życia. – Bardzo bym chciała jeszcze kiedyś wrócić do pracy w AKS-ie, bo było to ciekawe doświadczenie, chociaż pięć miesięcy to jeszcze za krótki okres, żeby mówić o tym, co udało mi się zrealizować. Mam jeszcze tyle pomysłów. Na pewno bardzo zależy mi na tym, żeby coraz więcej dzieci grało w siatkówkę i żeby umożliwić im treningi czy choćby takie granie rekreacyjne. Na razie jednak muszę myśleć o powiększającej się rodzinie. Najpierw chciałabym poukładać sobie wszystko w życiu prywatnym, a jak tylko znajdę odrobinę czasu dla siebie, to na pewno mam ambicje, żeby wrócić do pracy – mówi Iwona.

Państwo Ignaczakowie nie znają jeszcze płci swojego drugiego dziecka i przekomarzają się wzajemnie, czy będzie to dziewczynka czy chłopczyk. – Mówię Iwonie, że to będzie syn, a ona jest przekonana, że córeczka. Zobaczymy, kto z nas będzie miał rację – mówi Krzysiek. – Dla mnie najważniejsze jest, żeby dziecko było zdrowe. Płeć nie ma większego znaczenia, choć żartuję sobie z Iwony, że wolę mieć do upilnowania dwóch chłopaków, niż cały Rzeszów – śmieje się „Igła". Młodszego brata, niż siostrę wolałby mieć za to Sebastian. – To dlatego, że chciałby się z nim bić i przepychać, ale on jeszcze nie rozumie, że będzie między nimi zbyt duża różnica wieku, żeby siły były wyrównane – tłumaczy syna Iwona.

Termin porodu przewidywany jest na początek września, a więc w okresie, kiedy w Turcji będą rozgrywane mistrzostwa Europy. Iwona i Krzysiek nie są jednak zmartwieni tym faktem. – Z Sebastianem też było podobnie, bo urodził się we wrześniu 2003 roku, i również wtedy Krzysztof był na zgrupowaniu. Zdążył akurat na poród i pamięta z niego więcej szczegółów, niż ja – wspomina Iwona. – To naprawdę niezwykłe chwile i nie do opisania uczucie bliskości – kończy ten wątek dumny tata Sebastiana, a wkrótce także drugiego dziecka.

Rozmawiała Karolina Korbecka

źródło: Magazyn Siatkówka

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2009-06-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved