Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Urodzinowy wywiad z Wojciechem Kaźmierczakiem

Urodzinowy wywiad z Wojciechem Kaźmierczakiem

Wojciech Kaźmierczak
fot. archiwum

- Nie mogę siebie nazwać aniołkiem, ale najgorszym rozrabiaką z podwórka też nie byłem - tak swoje dzieciństwo wspomina Wojciech Kaźmierczak. Co było powodem cofnięcia się o te kilka lat wstecz? Urodziny. Otóż dzisiaj środkowy ZAKSY kończy 27 lat.

Co by było gdyby nie został pan siatkarzem?

Szczerze to nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Skończyłem studia na akademii wychowania fizycznego, ale i tak myślę, że więcej czasu poświęciłbym wówczas na naukę. Jedno wiem na pewno jeżeli nie byłby to sport to byłby – sport, w końcu ‚sport to zdrowie’.

A jaka dyscyplina?



Wiadomo, każdego młodego chłopaka kręci piłka nożna, chociaż tu wzrost raczej by mi nie pomógł tak bardzo jak w siatkówce. Podoba mi się to, co robię i na pewno jeżeli miałbym wybierać drugi raz to wybrałbym tak samo.

Gdzie czuje się Pan najlepiej?

Najlepiej czuję się w domu z rodziną, ze znajomymi, z moją dziewczyną, która niedługo dołączy do mojej rodziny. Do domu najchętniej wracam, jestem tam najbardziej zrelaksowany, czuję się wtedy jakbym nie miał żadnych problemów.

Żałuje Pan czegoś w swoim życiu?

Nie, na pewno nie. Wszystko robiłem tak jak chciałem. Każdą decyzje jaką podjąłem, podjąłbym jeszcze raz. Jestem w tym miejscu, w którym jestem i doszedłem do niego własnymi siłami.

Czyli jednym słowem niczego Pan nie żałuje.

W sumie to może zacząłbym tylko trochę wcześniej traktować tą siatkówkę tak bardziej poważnie. Chciałbym po prostu szybciej spróbować szczęścia w tej najwyższej klasie rozgrywkowej. Na razie po szczebelku z roku na rok wspinam się coraz wyżej i na pewno za jakiś czas dojdę w życiu do czegoś fajnego.

Jaki jest Pana najszczęśliwszy moment w życiu?

Hm.. Chyba jeszcze taki nie nastał, ale jednym z moich szczęśliwych momentów w życiu było poznanie mojej narzeczonej Kingi. Razem z nią wiążemy wspólną przyszłość i zobaczymy jak będzie.

Jaki jest Pana cel do zrealizowania w nadchodzącym czasie?

Na pewno każdy sportowiec marzy o medalu. W tym roku mój zespół był blisko, żeby go zdobyć. W przyszłym będziemy walczyć, starać się i zobaczymy co z tego będzie. My, jako zawodnicy z roku na rok stawiamy sobie poprzeczkę coraz wyżej. W tym roku byliśmy na czwartym miejscu, to teraz musimy zrobić wszystko, żeby w przyszłym być o jedno, dwa miejsca wyżej.

A prywatny?

Prywatnego na dzień dzisiejszy jeszcze nie mam. Na pewno w przyszłości będę chciał założyć rodzinę, dom. Na to jednak potrzeba jeszcze trochę czasu. Wiadomo jak to jest, jesteśmy cały czas w rozjazdach.

Prezent, który najbardziej Pan pamięta?

Mama mi kupiła kiedyś samochód na urodziny… To był taki mały „resorak” – Porsche 911, ale nie cieszyłem się z niego długo, bo pięć minut później go już popsułem.

A jak go Pan popsuł?

Ścisnąłem go za mocno. Więc jak byłem mały to prezentami cieszyłem się pięć minut do póki ich nie zepsułem. (śmiech)

Teraz może porozmawiajmy trochę o Pana dzieciństwie. Do czego z tego okresu najchętniej by Pan wrócił?

Do nie robienia niczego. Jestem strasznym leniuchem i nie mając żadnych obowiązków potrafię spać naprawdę długo. Wyłączam wtedy telefon i nic i nikt nie jest w stanie mnie obudzić. Tego z dzieciństwa najbardziej mi brakuje- spania do późna w wakacje, beztroskiego leżenia nad jeziorkiem, dosłownie obijania się.

Najzabawniejsza sytuacja?

Musiałbym myśleć, długo i długo… Ale może opowiem taką z pierwszego dnia w liceum. Zamieszkaliśmy w internacie i byliśmy przysłowiowymi „kotami”. Pierwszego dnia przyszedł do nas trzeci rok i kazał nam latać na miotłach. Do dzisiaj jestem człowiekiem, który rzadko robi to, co mu się każe, więc pogoniliśmy chłopaków troszkę za mocno. Okazało się, że poszli na skargę do wychowawczyni i tak po jednym dniu skończyła się nasza przygoda z internatem. (śmiech) A jeszcze akademik zalaliśmy i to nie kranem. „Przez przypadek” odkręcił się wąż strażacki.

Jak już jesteśmy przy temacie szkoły. Odrabiał Pan regularnie zadania domowe?

Nie, nie byłem tego typu człowiekiem. Zadanie domowe robiłem albo na korytarzu krótko przed lekcją, albo któraś z koleżanek dawała mi odpisać.

To co w takim razie robił Pan po powrocie ze szkoły?

Chodziliśmy robić różne żarty, ale też graliśmy w piłkę. Niestety skutkiem gry w nogę była niejedna rozbita szyba. (śmiech) Ogólnie miałem wesołe, ale spokojne dzieciństwo. Nie mogę siebie nazwać oczywiście aniołkiem, ale najgorszym rozrabiaką z podwórka też nie byłem. Zdarzało się jednak, że jak tylko coś się stało, to było wiadomo, że Kangur musiał w tym uczestniczyć.

Tak Pana słuchając można dojść do wniosku, że rodzice nie mieli z Panem lekko.

Można tak powiedzieć, ale z biegiem czasu się ustatkowałem i rodzice też już dążyli się do tego przyzwyczaić.

Przeszło to Panu?

Nie, w dalszym ciągu lubię nabroić, porobić sobie jakieś żarty z kolegów. Nauczyłem się śmiać sam z siebie. Niestety jeżeli robi się komuś kawał, to trzeba oczekiwać rewanżu.

Życzymy spełnienia marzeń, a jednym z nich jest…?

Na pewno tego co każdy sportowiec sobie życzy, czyli braku kontuzji. Może to nie jest jakieś wielkie marzenie, ale akurat to jest u nas najważniejsze- grać jak najlepiej, jak najdłużej bez problemów zdrowotnych.

*Autor: Dominika Kwiek (www.mostostal-azoty.pl)

źródło: mostostal-azoty.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2009-06-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved