Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga kobiet > Paulina Stojek: Mój charakter wyrobił się w Wiśle

Paulina Stojek: Mój charakter wyrobił się w Wiśle

Wisła Kraków
fot. archiwum

Najchętniej pozostałaby juniorką do końca życia. Niedawno zdawała maturę. Bardzo chciałaby przytyć, żeby robić więcej huku na parkiecie. Paulina Stojek wychowała się w Nowej Hucie, lecz jej charakter ukształtował się w Wiśle.

Na boisku wydajesz się być twardą i nie do złamania. To zasługa dzielnicy, w której się wychowałaś; dziewczyny z Nowej Huty „już tak mają”?

Paulina Stojek:Nie. Mój charakter wyrobił się tutaj, na Wiśle. Duża w tym zasługa trenera, który zawsze na mnie naciskał, dzięki czemu teraz jestem, jaka jestem.

To wyrabianie charakteru trwa już dość długo.



Trenuję tutaj już 9 lat. Zaczynałam od grup naborowych i jestem jedną z nielicznych, która przetrwała od tamtego czasu tę szkołę życia w Wiśle.

Dlaczego wybrałaś właśnie siatkówkę?

W sumie, to już od podstawówki zaczęłam odbijać z moimi koleżankami na boiskach szkolnych, grałam też w SKS-ie. Na taki prawdziwy trening siatkówki, właśnie na Wisłę, zaprowadził mnie pewien znajomy. I wtedy się zaczęło… Pokochałam ten sport i nie wiem czy jest coś co mnie od niego odciągnie.

Jak to się stało, że koleżanki zrezygnowały, a ty ciągle grasz?

Wydaje mi się, że to kwestia charakteru. To pewnego rodzaju przygoda. Można poznać nowych ludzi, oderwać się od tego środowiska osiedlowego. Na pewno nie żałuję, że zostałam.

A gdyby nie siatkówka? Byłabyś spokojną uczennicą, zawsze przygotowaną do lekcji, czy „niegrzeczną dziewczynką”, wybijającą piłką okna sąsiadów?

Myślę, że prędzej to drugie (śmiech). Przynajmniej przez pewien okres życia. Może później sama bym zrozumiała, że warto postawić na naukę, która jest kluczem do porządnej przyszłości.

Nauki ostatnio było sporo. Jak poszło na maturze?

Stres, ogromny stres i cieszę się, że już jestem „po”. Wokół matury jest zrobiony po prostu wielki szum, że to najważniejszy egzamin w życiu, jednak słysząc opinie moich starszych koleżanek z drużyny wiem, że gdy pójdę na studia – taką maturę będę miała kilka razy…

Jesteś absolwentką liceum sportowego?

Chodziłam do krakowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Liceum to pomaga sportowcom w pogodzeniu edukacji ze sportem.

Rzeczywiście łatwiej było pogodzić naukę z wyjazdami na mecze obozy?

Ciężko było. Kiedy zdarzały się wyjazdy tygodniowe, po powrocie do szkoły miałam trzy dni na nadrobienie zaległości, a do tego bieżący materiał. Dlatego trudno było to pogodzić, ale jakoś mi się udawało, przetrwałam i mam liceum już za sobą.

Do tej szkoły uczęszczają także inni sportowcy, nie tylko siatkarki?

Tak, na przykład ze mną do klasy chodziła Ula Radwańska, ale bardzo rzadko bywała na zajęciach ze względu na wyjazdy. Jest normalną, wesołą i sympatyczna osobą. Trzeba jej przyznać, że jest świetnym sportowcem i na swój sukces zapracowała umiejętnościami.

Szkoła sportowa, a nie mieliście zajęć z wuefu. Dlaczego?

W zamian za lekcje wychowania fizycznego mieliśmy treningi w klubach i przynosiliśmy z klubu oceny.

Zastanawiałaś się nad wyborem kierunku studiów?

Waham się cały czas pomiędzy Akademią Wychowania Fizycznego a Akademią Górniczo-Hutniczą. Myślę jednak, że – jak to w moim życiu często bywa – decyzję podejmę w ostatniej chwili; „pełen spontan”, jak ja to nazywam. Mam nadzieję, że będzie to dobra decyzja.

Przed studiami będą jeszcze wakacje. Masz już jakieś plany?

Odpoczynek, odpoczynek i jeszcze raz odpoczynek. Po sezonie i przed sezonem.

A w trakcie sezonu – kiedy wszystko kręci się wokół siatkówki – nie miewasz ochoty na przerwę? Rzucić wszystko na dzień-dwa, albo i tydzień – zrobić sobie wolne?

Kocham ten sport. Mogłabym grać ciągle, ponieważ sprawia mi to tak ogromna przyjemność, że nawet nie jestem w stanie tego opisać. Niestety, ciało człowieka nie wytrzymałoby całego dnia na treningu…

A zdarza ci się oglądać mecze siatkówki w TV? Czy po powrocie do domu masz już jej dość?

Tak, oglądam mecze, ale tylko mężczyzn, ponieważ więcej się tam dzieje, wszystko jest efektowniejsze i czuję większe emocje.

Jesteś wtedy Pauliną – fanką siatkówki, czy Pauliną – siatkarką, która podpatruje innych i analizuje wszystko pod kątem sportowym?

Zdecydowanie – podpatruję i uczę się niektórych sztuczek!

A jak wspominasz ostatni rok edukacji siatkarskiej? W I lidze spoczywała na tobie dość spora odpowiedzialność.

Nie przypuszczałam, że w ogóle wyjdę w pierwszym składzie. Pamiętam pierwszy mecz w Sosnowcu, kiedy do ostatniej sekundy nie było wiadomo, czy wychodzę ja, czy Magda Żochowska. Przed samym meczem Magda zapytała, kto gra, na co trener odpowiedział „Słojek”. No i Słojek była zaskoczona… (śmiech) Ale to było bardzo budujące, że trener zaufał mi i pozwolił grać w pierwszym składzie. Bardzo się cieszę z tego.

Zaczęło się miło, ale skończyło znacznie gorzej – spadkiem. Dlaczego?

Dlaczego? Przede wszystkim zabrakło szczęścia oraz doświadczenia. W tym sezonie większość drużyny stanowiły młode i niedoświadczone zawodniczki, co skumulowało się z paroma pechowymi kontuzjami.

Czy po zakończeniu przyszłego sezonu będziemy świętować awans z II ligi?

Bardzo bym tego chciała.

Przyjemniejsze wspomnienia masz pewnie z mistrzostwach Polski juniorek. Brązowy medal cię satysfakcjonuje?

Jesteśmy brązowymi medalistkami mistrzostw Polski – to coś pięknego, czego nie zapomnę do końca życia. Oczywiście, odczuwam pewien niedosyt, ale już nie myślę o tym. Najważniejsze jest to, że mimo wielu trudności, jakie na nas czyhały w tym sezonie – ograniczone możliwości zgrania się oraz liczne, pechowe kontuzje – przywiozłyśmy do Krakowa upragniony medal!

Tymi mistrzostwami zakończyłaś okres juniorski.

Niestety… Mogłabym być juniorką do końca życia, jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Czy jestem zadowolona z rezultatów? Oczywiście! Od kategorii młodziczek byłam na każdych możliwych finałach mistrzostw Polski, z czego z dwóch przywiozłam piękne medale, poznałam wiele fajnych osób i przeżyłam niezapomniane chwile… I jak tu nie być zadowolonym?

A te chwile?

Najsilniejsze wspomnienie nie jest zbyt miłe. To było w Kluczborku, na ogólnopolskiej olimpiadzie młodzieży w 2007 roku. Zajęłyśmy tam piąte miejsce. Wcześniej pokonałyśmy późniejszego zdobywcę drugiego miejsca, drużynę z województwa kujawsko-pomorskiego. Niestety, grupy były tak ustawione, że miałyśmy nie wyjść z tej fazy. A pomimo tego wyszłyśmy i byłyśmy bliskie gry o medale. O naszym awansie miał zadecydować mecz pomiędzy pomorskim a kujawsko-pomorskim. Dla naszego awansu do pierwszej czwórki konieczna była przegrana kujawsko-pomorskiego, co wydawało się bardzo realne. Pomorskie powinno wygrać i to gładko, 3:0. Tymczasem w tym decydującym meczu w pomorskim wystąpiły rezerwowe, przegrywając 1:3. Bardzo to przeżyłyśmy. Następnego dnia grałyśmy przeciwko gospodarzom i byłyśmy cały czas zapłakane. Sędziowie tylko na nas patrzyli i pocieszali. Mecz wygrałyśmy, ale miałyśmy większe ambicje, niż piąte miejsce. Natomiast bardzo pozytywnie wspominam obóz w Ustce w 2006 roku, kiedy razem z Pesteczką zdobyłyśmy Puchar Burmistrza Ustki w siatkówce plażowej. Grałyśmy pierwszy raz ze sobą i z meczu na mecz zgrywałyśmy się coraz bardziej, a w finale pokazałyśmy prawdziwą siatkówkę plażową.

Na boisku wyglądasz na niepozorną, wątłą dziewczynkę, ale kiedy zaczyna się gra, okazuje się, że potrafisz mocno „przywalić”. Jak to możliwe?

Zawsze powtarzałam trenerowi, że mam „ukrytą siłę”(śmiech). A tak poważnie, to nie uważam, żebym miała sporo siły. Wydaje mi się, że nadrabiam to raczej takim sprytem i techniką. Będę jednak pracować nad siłą, bo sama technika, plasy to nie jest wszystko. Sama źle się z tym czuję, że nie mogę zrobić takiego „huku”, ale będę nad tym pracować.

 

Może potrzebna podwójna porcja obiadu?

Jem naprawdę bardzo dużo, ale nie mogę przytyć. To po prostu niezależne ode mnie.

Jesteś bardzo wszechstronną zawodniczką. Poza efektownymi atakami, możemy oglądać twoje równie skuteczne obrony.

Uwielbiam bronić. Chyba minęłam się z powołaniem (śmiech). Mogłabym grać na libero jak i na rozegraniu, ale chyba już za stara jestem na zmianę. Moim zdaniem, dobra zawodniczka to zawodniczka wszechstronna, która z każdym elementem siatkarskiego rzemiosła daje sobie radę i nie boi się eksperymentowania.

A propos eksperymentów… W niedawnym meczu przeciwko węgierskiej drużynie wystąpiłaś w nietypowej roli – sędziego liniowego. Jak to się stało?

Przed meczem odczuwałam ból kolana. Lekarz zalecił dwa tygodnie przerwy, ponieważ było podejrzenie uszkodzenia łąkotki. Nie mogłam grać i stanęłam z chorągiewką przy boisku.

I jak wrażenia z występu w nowej roli?

Z wielkim bólem przychodziło mi pokazywanie na niekorzyść Wisły. Pomimo tego, to było bardzo fajne doświadczenie i myślę, że jeśli nie zrobię kariery w siatkówce, to z pewnością zajmę się sędziowaniem (śmiech).

 

*rozmawiała Marzena Czernek

źródło: siatkowka.tswisla.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
II liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-06-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved