Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Stanisław Pieczonka: Zespół nie wierzył w swoje umiejętności

Stanisław Pieczonka: Zespół nie wierzył w swoje umiejętności

Stanisław Pieczonka
fot. archiwum

Stanisław Pieczonka, przyjmujący Delecty Bydgoszcz, opowiada w wywiadzie dla Strefy Siatkówki o swoim poprzednim klubie, grze w obecnym i nadziejach związanych z przyszłym sezonem.

Anna Falk: Pana poprzednim klubem był francuski Toulouse Volley-Ball. Rundę zasadniczą zakończyliście na dziewiątym miejscu. Zdobył pan 207 punktów w 24 meczach. Jak zatem wspomina pan tamten klub i grę w tamtejszym zespole?

 

Stanisław Pieczonka: „Wspominam bardzo dobrze z tego względu, że grałem tam cały sezon. Liga francuska charakteryzuje się tym, że każda drużyna, nawet ta najsłabsza, jest w stanie sprawić niespodziankę i wygrać z pierwszą, także wszystkie mecze były tam bardzo trudne. Nie było takich spotkań, gdzie było wiadomo, że wynik będzie w jedną stronę i przez to ta liga jest bardzo ciekawa. Cały pobyt tam na pewno mogę tylko zapisać na plus”.



 

Super Volley w kwietniowym numerze z 2008 roku napisał, że za swoją grę zbiera pan pochlebne recenzje i należy do najlepiej przyjmujących. I zagrał nawet cztery mecze jako libero. Opowie pan nam o tym epizodzie, gdy występował pan jako libero?

 

„Stało się to w taki sposób, że nasz libero, który grał z nami, doznał kontuzji. Miał przeprowadzaną operację i nie było po prostu osoby, która mogłaby go zastąpić. Trener zdecydował, że ja będę grał na libero”.

 

W wywiadzie dla Super Volleya powiedział pan, że najbardziej zaprzyjaźnił się z Czechem Jirim Popelką, Słowakiem Pavlem Bartikiem i Francuzem Dede. Ma pan nadal z nimi kontakt?

 

„Cały czas mam ich na skype. Jak tylko chcemy porozmawiać, to nie ma problemu. Jeszcze na przykład Jiri Popelka prowadzi swoją stronę internetową i również tam często zaglądam”.

 

Po francuskim klubie przyszedł czas na polską ligę. Gdy podpisywał pan kontrakt z Delectą w maju zeszłego roku, wiedział pan, że ten zespół grać będzie w pierwszej lidze. A jednak zdecydował się pan na grę w Bydgoszczy.

 

„Tak. Urodziła mi się córka i łatwiej było mi przyjeżdżać z Bydgoszczy do Rzeszowa niż dwa tysiące kilometrów z Francji. I to była jedna z głównych przyczyn takiej mojej decyzji. Aczkolwiek wiedziałem, że zespół z Bydgoszczy ma aspiracje do tego, żeby grać w Pluslidze i na to też była tworzona nasza drużyna. Także późniejszy nasz wynik – siódme miejsce – uważam za bardzo duży sukces”.

 

To właśnie kłopoty Płomienia Sosnowiec i jego wycofanie się z rozgrywek pozwoliło Wam powrócić do ekstraklasy. Jak pan i drużyna przyjęli tę wiadomość?

 

„Ja mogę powiedzieć o sobie. Bardzo się ucieszyłem, bo to jednak najwyższa klasa rozgrywek i wiadomo, że ktoś kto gra już w Polskiej Lidze Siatkówki, nie chce się cofać do pierwszej ligi. Ale nie raz tak się zdarza, że trzeba czasem wrócić, żeby wywalczyć sobie awans z drużyną i w niej później grać. Mnie się udało tak już w drugim zespole – pierwszy to była Resovia, gdzie też udało mi się awansować do ekstraklasy i później utrzymać tę drużynę w tych rozgrywkach. No i teraz Delecta”.

 

I sezon ruszył. Pięć pierwszych kolejek. Jeden punkt. Ostatnie miejsce w tabeli. Zmiana trenera. Odchodzi Rostislav Chudik, przychodzi Waldemar Wspaniały. Zmieniły się metody treningowe, zmieniła się Wasza gra. Jak przyjęliście tę zmianę?

 

„Tak, ten sezon był troszeczkę dziwny jeśli chodzi o Delectę, zwłaszcza, że stało się tak a nie inaczej, że w połowie sezonu zmieniliśmy trenera. W swojej karierze pierwszy raz coś takiego przeżyłem, że w trakcie sezonu zmienia się szkoleniowca. Czy to była kwestia zmiany treningów, ciężko jest powiedzieć, bo w tak krótkim okresie czasu ciężko jest cokolwiek zmienić w samym cyklu treningowym. To bardziej było to, że zmieniła się strefa mentalna. Stało się tak, że uwierzyliśmy w to, że potrafimy grać w siatkówkę i potrafimy wygrywać nawet z najlepszymi, co pokazaliśmy niejednokrotnie wygrywając u siebie z zespołami, które były faworytami, także to było dla nas bardzo ważne. To, że tak zaczęliśmy ten sezon, moim zdaniem było też kwestią zgrania się rozgrywającego z przyjmującymi i atakującymi. Wiadomo, że Piotrek Lipiński przyszedł, to był jego pierwszy sezon tutaj, więc sądzę, że to jest też kwestia tego, jak dogadywaliśmy się na boisku”.

 

Rozegraliście pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera z Politechniką. Wygraliście za trzy punkty. To był chyba taki moment przełomowy w Waszej grze?

 

„Na pewno tak. Tym meczem, w którym zagraliśmy bardzo dobrze, udowodniliśmy sobie, że potrafimy grać w siatkówkę i tworzyć zespół, bo to właśnie było najważniejsze. I już do końca ta drużyna w jakiś sposób dawała sobie radę”.

 

W 10-tej kolejce wygraliście w tie-breaku z Jastrzębskim Węglem. W 11-stej przegraliście po pięciu setach z Resovią. W 12-stej wygraliście z ZAKSĄ Kędzierzyn po pięciosetowym pojedynku. I to chyba też dodało Wam siły i wiary we własne umiejętności?

 

„Dokładnie. To jest właśnie to, że zdobyliśmy wiarę we własne możliwości. Każdy wie, co sobą prezentuje i gdy pokazuje to na boisku, na pewno zawsze jest dobrze”.

 

Przed ostatnią przełożoną kolejką mieliście tyle samo punktów, co Jadar Radom. Była specjalna mobilizacja na mecz z Treflem Gdańsk?

 

„Wiedzieliśmy, że nie możemy na nikogo patrzeć, czy ktoś wygra, czy przegra. Musieliśmy wygrać za trzy punkty i mieć spokojne utrzymanie. Tak zrobiliśmy i już nas nie interesowały żadne inne wyniki. I tak powinno się właśnie grać”.

 

Zajęliście ósme miejsce. Zaczął się play-off. Skra Bełchatów. Miało być na luzie, ale chyba jednak tego luzu zabrakło. Przegraliście trzy spotkania urywając Skrze seta. Którego z tych spotkań najbardziej szkoda?

 

„Każdego meczu szkoda. Wiadomo, że Skra od początku była tym zespołem, który miał zdobyć mistrzostwo Polski. Niespodzianką by było, gdybyśmy wygrali chociaż jeden mecz z nimi w play-off. To na pewno byłaby wielka niespodzianka. My byliśmy zespołem stworzonym na wejście do Plusligi, a zdobyliśmy siódme miejsce, także myślę, że to naprawdę sukces”.

 

Zaczęła się więc walka o miejsca 5-8. Graliście przeciwko AZS Olsztyn. Nie udało się. Sam trener Waldemar Wspaniały mówił, że tych spotkań żałuje najbardziej.

 

„ Nie wiem, czym było to spowodowane, że wszystkie mecze, które graliśmy z Olsztynem, tak nam ciężko szły i żadnego nie wygraliśmy, a zagraliśmy tych meczów chyba sześć w danym sezonie. Czasem jest tak, że gra się z jakimś przeciwnikiem i zazwyczaj zawsze gra się z nim dobrze i wygrywa. A są mecze, jak na przykład z Radomiem, gdzie w tym sezonie obydwa spotkania nam totalnie nie wyszły i nie wiem kompletnie dlaczego. Są po prostu zespoły, z którymi się gra dobrze i są takie, z którymi się nie potrafi grać”.

 

Tak jak mecze z Politechniką. W rundzie zasadniczej pokonaliście ich dwukrotnie i w walce o siódme miejsce też większych problemów ze zwycięstwem nie było.

 

„Wiedzieliśmy, że akurat Politechnika jest tym zespołem, jak to się mówi w siatkarskim żargonie, który nam ‘leży’. I pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie spokojnie wygrać”.

 

Zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że ten sezon dla Waszego zespołu można podzielić na dwie części? Pierwszą, gdy prowadził was trener Chudik i drugą, gdy objął was trener Wspaniały?

 

„Można tak podzielić, jak ktoś chce może sobie różnie dzielić, to wszystko (śmiech). Ja uważam, że można to bardziej podzielić tak, że najpierw staraliśmy się zgrać zespół a druga połowa tego sezonu była już lepsza, pokazaliśmy zgranie na boisku”.

 

Na konferencji prasowej w środę trener Waldemar Wspaniały chwalił pana grę. Statystyki też to pokazują. A jak pan oceni ten sezon w swoim wykonaniu?

 

„Ja mogę ocenić w ten sposób: zawsze są jakieś rezerwy, zawsze można zagrać lepiej. Początek sezonu faktycznie nie układał się tak jak byśmy chcieli, ale to raczej dla całego zespołu i myślę, że to była przyczyna słabszej dyspozycji również mojej, bo wiadomo, że jak zespół jest troszeczkę zdołowany, nie wierzy w swoje możliwości, to i gra poszczególnych zawodników wygląda gorzej. Końcówkę sezonu na pewno mogę zaliczyć do udanych, bo zajęliśmy siódme miejsce. Liczyliśmy na piąte, lecz jednak jeszcze nie w tym sezonie moim zdaniem. Jeszcze troszeczkę nam brakowało chyba właśnie tego zgrania pomiędzy sobą. I sądzę, że ten sezon mimo wszystko mogę uznać za dobry”.

 

Przed nowym sezonem dokonano wzmocnień. Jakie zatem są wasze oczekiwania, na co liczycie i na co się nastawiacie w tym nowym sezonie?

 

„Jeszcze nie spotkaliśmy się z prezesami, żeby cokolwiek mówić na temat oczekiwań. Ja wiem tylko tyle, co przeczytam na portalach internetowych, gdzie mamy walczyć o czwórkę. Ale to nie jest tak do końca prosto. Można kupić bardzo dobrych zawodników a nie zawsze da się stworzyć z tego zespół i najważniejsze jest to, żeby zawodnicy, których się pozyskało, weszli do tego zespołu, który był i go uzupełnili. Sądzę, że byliśmy na pewno na dobrej drodze w tworzeniu zespołu w tym sezonie, no i zobaczymy jak to wszystko się poukłada”.

 

Zacytuję teraz słowa kibiców: „W Bydgoszczy zrobili niezłą pakę”. Czy zatem ta „paka” ugra medal?

 

„To już nie mnie oceniać, bo to zweryfikuje boisko i kolejny sezon. Na pewno nie będzie to łatwe, bo są cztery mocne zespoły i z tymi zespołami na pewno będziemy walczyć o te miejsca. Jakby patrzeć na potencjał, jaki teraz jest, to na pewno jest to potencjał na to, żeby ugrać medal. Ale tak jak mówię, wszystko zweryfikuje boisko i następny sezon”.

 

Jeśli chodzi o rywalizację na pozycji przyjmującego, to przybyli panu konkurenci. Był Martin Sopko. Teraz są jeszcze Wojtek Serafin i Piotrek Gruszka. Wszędzie mówi się, że to para Sopko-Gruszka będzie tą wyjściową, a panu przyjdzie się pogodzić z rolę rezerwowego.

 

„Czy rezerwowego, to się okaże w trakcie sezonu. Jak uważam, że jak najbardziej mogę rywalizować z każdym z tych zawodników na pozycji przyjmującego, bo to o to chodzi. Na boisku jest, jak to się mówi, dwóch przyjmujących. Jeden jest teoretycznie tym słabszym przyjmującym, a drugi jest bardziej przyjmującym niż atakującym, dlatego będę się starał zawalczyć o tę pozycję. Wiadomo, że w ataku nie jestem jakimś tam wirtuozem, ale w przyjęciu staram się utrzymać dobry poziom. I postaram się zawalczyć o to miejsce”.

 

Na oficjalnej stronie Delecty przy pana nazwisku jest luka, jeśli chodzi o największe sportowe marzenie. Jakie zatem ono jest?

 

„Moje największe sportowe marzenie sądzę, że już się nie spełni, bo w reprezentacji Polski już raczej nie zagram. Wiemy, jakie są w Polsce „układy” w tej kwestii i sądzę, że już raczej w reprezentacji nie zagram, a największym moim marzeniem było zdobycie medalu olimpijskiego, ale zobaczymy. Może jeszcze, ale już nie sądzę, żeby się spełniło”.

 

A jeśli chodzi o marzenie związane z klubem?

 

„Na pewno zdobycie jakiegokolwiek medalu, bo jeszcze mi nie było dane go zdobyć w mistrzostwach Polski. Jak dotąd grałem w zespołach, które walczyły o niższe cele. Cieszy mnie to, że coś zaczyna się tutaj w Bydgoszczy lepszego budować i mam nadzieję, że z tą drużyną osiągnę sukces”.

 

Dziękuję bardzo.

 

Ja również dziękuję.

 

Ze Stanisławem Pieczonką rozmawiała Anna Falk (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-06-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved