Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Tuomas Sammelvuo: Siatkarski obieżyświat

Tuomas Sammelvuo: Siatkarski obieżyświat

Finlandia
fot. archiwum

Do dwunastego roku życia trenował na skoczni, ale wypadek, oraz presja ojca sprawiły, że postawił na siatkówkę. Dziś jest kapitanem kadry Finlandii, z którą zamierza awansować do mistrzostw świata 2010. Już niedługo zobaczymy go na polskich parkietach w barwach ZAKSY.

PlusLiga: Siatkówka chyba nie jest popularnym sportem w Finlandii?

 

Tuomas Sammelvuo: – Do niedawna właściwie nie istniała w mediach, ale teraz jest jej coraz więcej. Gramy lepiej i osiągamy coraz bardziej znaczące rezultaty. Przełomowy był, przynajmniej moim zdaniem występ w Lidze Światowej 2007, gdzie zmierzyliśmy się między innymi z Brazylią i pokazaliśmy, że nie jesteśmy chłopcami do bicia. Czwarte miejsce na mistrzostwach Europy również zrobiło swoje. Sportem numer jeden niezmiennie pozostaje jednak hokej.



 

Dlaczego zatem zostałeś siatkarzem a nie na przykład skoczkiem narciarskim?

 

Byłem skoczkiem narciarskim! Do dwunastego roku życia trenowałem skoki i zapowiadałem się na niezłego zawodnika. Wtedy wydarzył się bardzo nieprzyjemny wypadek, który uniemożliwił mi skakanie. Uważam jednak, że jest to najpiękniejszy sport na świecie. Kiedy jesteś w powietrzu, lecisz ponad ludźmi patrząc na świat z góry, jest to uczucie niepodobne do żadnego innego przeżycia.

 

Podobno od początku kariery siatkarskiej miałeś sporo szczęścia?

 

To prawda. Zaczynałem w trzecioligowym zespole, ale dość szybko przebiłem się wyżej. Najpierw trafiłem do kadry juniorów, gdzie poznałem Janne Heikkinena. Razem chodziliśmy do szkoły średniej, zaprzyjaźniliśmy się i do dziś mamy świetne relacje. W wieku 17 lat obydwaj trafiliśmy do reprezentacji. Podobno byliśmy niezwykle utalentowani…(śmiech). Tak czy inaczej karierę rozpoczęliśmy bardzo wcześnie – reprezentujemy barwy narodowe od 16 lat.

 

Jak właściwie wyglądają rozgrywki ligowe w Finlandii?

 

Prawdę mówiąc nie mamy profesjonalnej ligi siatkówki, jak Włochy, Polska czy Francja, bo nie ma na to pieniędzy. Profesjonalnych siatkarzy grających w Finlandii można policzyć na palcach jednej ręki. Pozostali uciekają z kraju tak szybko, jak to możliwe. Jest to tym bardziej przykre, że mamy w kraju bardzo dobry system pracy z juniorami i naprawdę dużo siatkarskich talentów. Kiedy jednak te talenty osiągają dorosłość, to czym prędzej wyjeżdżają do zagranicznych lig.

 

A później decyzja, której nie rozumiem…

 

Wyjazd do Japonii? Przyznam, że sam siebie zaskoczyłem tym pomysłem. Dałem się złapać na dobry kontrakt, ale po roku stwierdziłem, że to nie dla mnie. Nie ten poziom, nie te emocje. Organizacyjnie było wręcz perfekcyjnie, miałem wszystko, czego potrzebowałem, łącznie z prywatnym tłumaczem. Brakowało mi jednak takiej porządniej rywalizacji.

 

Wybrałeś więc Dynamo Kaliningrad, gdzie trafiłeś w tym samym czasie co Łukasz Żygadło.

 

Tak, i z miejsca się zaprzyjaźniliśmy. To bardzo miły facet i dobry rozgrywający. Byłem bardzo zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, że nie przedłużono z nim kontraktu. Mnie osobiście grało się z Łukaszem świetnie, podobnie pozostałym chłopakom. Zresztą wspólnie, jako zespół zrobiliśmy bardzo dobry wynik, dlatego byłem trochę rozgoryczony jego odejściem. Potem było już tylko gorzej.

 

Grałeś dwa lata w Rosji. Łatwo było przywyknąć do rosyjskich realiów?

 

Szczerze mówiąc było łatwiej, niż się spodziewałem. Oczekiwałem trudnego życia na co dzień i jeszcze gorszych relacji w klubie. Tymczasem wszystko było w miarę normalnie. Rosjanie to taki naród, który jeśli cię dobrze pozna i polubi, to zrobią dla ciebie wszystko, stają się z miejsca twoimi dobrymi przyjaciółmi i okazują sympatię na każdym kroku.

 

Z ulgą przeniosłeś się z powrotem do Włoch?

 

To zupełnie inny świat. Vivo Valentia może nie jest najmocniejszą ekipą Serie A1, ale końcówkę sezonu mieliśmy naprawdę dobrą. Choć zajęliśmy 7. lokatę, to uplasowaliśmy się przed Sisleyem Treviso, a nasze pojedynki z Trentino były pełne walki i dobrej siatkówki. Byłem bardzo zadowolony z pobytu w Valentinie, ale przyszłość włoskich klubów jest ostatnio niepewna. Kiedy więc pojawiła się konkretna oferta z Polski, bez wahania ją przyjąłem.

 

Mam wrażenie, że bardzo lubisz zmiany. Grałeś do tej pory w 5-ciu różnych krajach i 10-ciu klubach.

 

Takie jest życie sportowca. Oczywiście bardzo lubię poznawać nowe miejsca, ale pewnie gdybym był na przykład księgowym, to wciąż mieszkałbym w Kuopio.

 

*Rozmawiała: Ilona Kobus

więcej na stronie plusliga.pl

źródło: plusliga.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved