Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Robert Prygiel opowiada o ostatnim sezonie w Jastrzębiu

Robert Prygiel opowiada o ostatnim sezonie w Jastrzębiu

Robert Prygiel
fot. archiwum

- Polskich zawodników drażniło, że nasz trener traktował nas inaczej niż obcokrajowców. Od nas wymagał więcej i wywierał na nas większą presję - mówi były siatkarz Jastrzębskiego Węgla (przez dwa poprzednie sezony), Robert Prygiel.

33-letni kapitan Jastrzębskiego Węgla po dwóch latach zakończył współpracę z klubem i powrócił do rodzinnego Radomia. Będzie tam grać w Jadarze, myśli też o trenerce.

 

Marcin Fejkiel: Dlaczego nie został pan w Jastrzębiu?



 

Robert Prygiel: – Po sezonie klub ma w zwyczaju zapraszać swoich graczy na indywidualne rozmowy i ja również taką odbyłem. Działacze podziękowali mi za dwa lata gry i zakomunikowali, że w następnym sezonie zespół będzie się opierać na innych zawodnikach.

 

Klub wywiązał się ze wszystkich zobowiązań finansowych?

 

Ogólnie w naszej lidze jest teraz krucho pod względem finansowym. Kryzys gospodarczy mocno odbił się na sporcie w tym roku, a zanosi się na to, że będzie jeszcze gorzej. Wiele klubów przeliczyło się z siłami, przez co reputacja polskiej ligi znacznie podupadła. W Jastrzębiu pod tym względem też nie było różowo. Pojawiały się poślizgi w wypłacie wynagrodzeń, ale my w trakcie sezonu nie płakaliśmy i nie żaliliśmy się, tak jak robili to zawodnicy w klubach z Olsztyna czy Gdańska. Obiecano nam, że wszelkie zaległości zostaną spłacone do czerwca i musimy w to wierzyć.

 

Przychodząc do Jastrzębia zakładał Pan zdobycie mistrzostwa Polski?

 

Było to nie tylko moją ambicją. I chociaż tego celu nie zrealizowaliśmy, powstał zespół, który był w stanie pokonać każdego. Braku zaangażowania nikt nie może nam zarzucić, ocena tej drużyny musi być więc pozytywna! Wracając do kraju z Rosji, spotkałem się z opiniami, że w jastrzębskim klubie nie ma atmosfery, a zawodnicy często się kłócą. To się nie potwierdziło. Przez te dwa lata klimat w szatni był naprawdę OK. Nie mówię, że byliśmy jak grzeczne panienki i tylko sobie kadziliśmy. Zdarzały się mocniejsze wymiany zdań, ale to normalne w gronie kilkunastu mężczyzn. Szybko sobie wszystko wyjaśnialiśmy.

 

Eksperci zarzucali, że w Waszym wielonarodowym zespole brak „chemii”…

 

W paru meczach rzeczywiście zabrakło chęci pomocy jeden drugiemu. Chodzi głównie o współpracę z rozgrywającym Holendrem Nico Freriksem, który w Jastrzębiu się nie zaaklimatyzował. Nie udało mu się grać tak, jak oczekiwał tego on sam i jak życzyłby sobie tego klub. Dostał mnóstwo szans, żeby się przełamać. Było widać, że bardzo chce, ale, niestety, nie przekładało się to na grę. To naprawdę fajny kumpel, uczciwy facet, który nikomu by nie podłożył świni, a przy tym stuprocentowy profesjonalista. Byłem jednak jednym z nielicznych, którzy do końca starali mu się pomóc. Nie brakowało graczy, którzy dążyli do tego, żeby zmiana rozgrywającego nastąpiła jak najszybciej. A w meczach z Politechniką czy Olsztynem osiągnęło to apogeum. Jeśli chce się komuś zaszkodzić na boisku, w siatkówce można to zrobić bez przeszkód. O kogo chodzi? Każdy kto oglądał tamte spotkania, znajdzie odpowiedź….

 

Ale nie wyolbrzymiałbym tej sytuacji. Nie był to wrzód, który rozsadzał drużynę od środka, ale w paru meczach niektórzy z nas zamiast koncentrować się na grze, starali się udowadniać Nico złe wystawy. Kto wie, czy nie zaważyło to na naszej lokacie w sezonie zasadniczym, a w efekcie na ostatecznym wyniku?

 

Brązowy medal to sukces czy rozczarowanie?

 

Przed sezonem nikt nie brałby tego osiągnięcia w ciemno, ale z przebiegu rozgrywek uważam, że to dobry wynik. Medal musi cieszyć, ale cały czas zadaję sobie pytanie, co by było, gdybyśmy wcześniej zaczęli grać na rozegraniu z Grześkiem Łomaczem. Od początku widzieliśmy natomiast, że nie możemy po raz drugi skończyć ligi na czwartym miejscu. Wielki niedosyt pozostał też po przegranym finale Challenge Cup. W mojej głowie siedzi to do teraz. Była szansa przejścia do historii na długie lata.

 

Jak ocenia Pan pracę trenera Roberta Santillego?

 

Warsztat ma świetny, ale polskich zawodników drażniło, że traktował nas inaczej niż obcokrajowców. Od nas wymagał więcej i wywierał na nas większą presję. Było to trochę denerwujące, ale akceptowaliśmy to. W końcu był naszym szefem. Mam też do niego inne, swoje prywatne żale. Zaczął zmieniać drużynę kosztem mojej osoby. Grałem przez 3/4 sezonu obecnego i cały poprzedni, Santilli nie dał mi jednak możliwości nawet na chwilę zagrać w ostatnim meczu ligi. Wszyscy zawodnicy weszli, tylko nie ja! Było to przykre. Potem przy kawie powiedziałem mu, co mnie boli i że jeśli zostanie w Jastrzębiu, to rywalizacja z nim będzie dla mnie jedną z ważniejszych spraw w przyszłym sezonie.

 

Rozmawiał Marcin Fejkiel – Gazeta Wyborcza

Cały wywiad w serwisie sport.pl

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved