Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Alicja Warchoł: Tkwi we mnie taka „szalona dusza”

Alicja Warchoł: Tkwi we mnie taka „szalona dusza”

Wisła Kraków
fot. archiwum

Alicja Warchoł w swojej krótkiej karierze grała już na środku i na skrzydłach. Ma na swoim koncie także udane występy na plaży. Choć nie oszczędzały jej kontuzje w ważnych momentach, nie wyobraża sobie życia bez siatkówki.

Podczas finałów Mistrzostw Polski nabawiłaś się groźnie wyglądającej kontuzji. Co się stało?

 

Skręciłam kostkę i to praktycznie w obie strony. Początkowo miałam nadzieję, że Dominik (Włodarz, fizjoterapeuta Wisły – przyp. aut.) coś jeszcze zrobi i uda mi się zagrać, ale jak twierdzi – to było najgorsze skręcenie jakie jest możliwe. Myślałam, że skacząc w bloku wpadłam na Paulinę Stojek, ale później podeszła zawodniczka z Piły i przepraszała mnie, bo to ona przeszła przez linię .



 

To nie jest twoja pierwsza kontuzja na tego typu turnieju. Pech?

 

Już nie wiem, jak sobie to tłumaczyć, ale mam jeszcze jedną szansę na mistrzostwach juniorek i liczę na to, że za rok będę już w pełni sił i będę mogła zagrać już do końca .

 

Jak ocenisz waszą grę na turnieju?

 

Wydaje mi się, że było bardzo dobrze i dziewczyny spisały się na medal i w pełni na niego zasłużyły. Ciężko mówić, czy mogłyśmy uzyskać więcej. Może gdybyśmy wygrały z Piłą, to w półfinale z Bydgoszczą byłoby nam łatwiej i miałybyśmy szanse walczyć o złoto, ale stało się jak się stało i nie ma co gdybać .

 

Jak to się stało, że przegrałyście w grupie z Naftą Piła, która wcześniej na tym turnieju nie zdobyła nawet seta?

 

Niby wszyscy mówili, że nie lekceważymy przeciwnika, ale chyba w podświadomości było, że przegrały wszystko, więc spokojnie sobie damy radę. One z kolei chciały się pokazać i trzeba przyznać, że zagrały naprawdę dobry mecz .

 

Ty będziesz miała szansę na poprawę wyniku jeszcze za rok. Będziecie w stanie to zrobić?

 

No na pewno potrzebna będzie nam libero. W Wiśle nie ma teraz nikogo takiego z rocznika 1991. Co prawda jest Monia (Haffner – przyp. aut.), ale ona jest dwa lata młodsza. To jest praktycznie ten rocznik, który w zeszłym roku grał w kadetkach. Miałyśmy niby szanse na medal, ale nie udało się. Nie wiadomo też, czy wróci po kontuzji Gaba Ponikowska, bo ona też może nam dużo pomóc. Wydaje mi się jednak, że jeśli uda nam się stworzyć jakiś fajny zespół, to damy radę .

 

W mistrzostwach Polski grałaś już, zanim trafiłaś do Wisły.

 

No tak, grałam w kadetkach i młodziczkach z drużyną z Nowej Dęby, ale dochodziłyśmy tylko do półfinałów i tam już była dla nas za wysoka poprzeczka .

 

Jak wspominasz okres gry w tym zespole?

 

Bardzo dobrze bo miałyśmy tam naprawdę zgraną paczkę i praktycznie cały czas ze sobą spędzałyśmy. Do tego siatkówkę traktowałam wtedy jako zabawę, a teraz zaczęła się poważniejsza gra .

 

Po turnieju Nadziei Olimpijskich w 2005 roku zostałaś powołana na konsultacje centralne do Milicza.

 

I wtedy też skręciłam kostkę… Nie miałam wtedy kontaktu z trenerem kadry, nie mówił: „co, jak i na jakiej zasadzie”. To były raczej rozmowy między moim trenerem, a trenerem kadry .

 

W tym samym okresie zaczęłaś grać w plażówkę i to z całkiem dobrym rezultatem. Wtedy to ona była ważniejsza niż gra na hali?

 

Nie, to nie tak. Nigdy nie myślałam o plaży, nie wiązałam z nią przyszłości. Trener z Dęby stwierdził, że ja i koleżanka, choć byłyśmy młodsze, nie odstajemy od tych starszych dziewczyn. Na turniej mogły jechać dwie pary, więc trener zdecydował się wziąć mnie, Magdę Dul i dwie starsze dziewczyny. Pojechałyśmy tam pograć sobie i się pobawić, a w efekcie doszłyśmy do półfinałów mistrzostw Polski kadetek. Wystąpiłyśmy w Nowinach koło Kielc, ale tam już była „masakra” bo grały praktycznie wszystkie reprezentantki Polski, więc nie miałyśmy szans. W zeszłym roku pojechałyśmy z Mariką Janotą do Pobierowa – też „pograć sobie”. Nie pamiętam, żebyśmy choć jeden mecz razem zagrały przed tym turniejem. No, ale tam nam się fajnie grało i doszłyśmy do półfinału .

 

Może powinnaś postawić jednak na plażówkę, skoro bez przygotowania tak dobrze ci idzie?

 

Plażówkę traktuję jako zabawę, bo jest to naprawdę przyjemne i można sobie pograć, pobawić się. Miałam w planach po mistrzostwach potrenować plażówkę, ale nie wiem jak to będzie z powodu tej kontuzji. Powrót do biegania czy ćwiczenia na hali powinien nastąpić wkrótce, ale wiadomo, że na piasku jest trudniej i bardziej obciąża się stawy .

 

To przynajmniej będziesz miała wakacje…

 

Ale na pewno pojadę na ten turniej, tylko nie wiem, kiedy będę mogła zacząć trenować. Mam nadzieję, że w czerwcu już mi się to uda .

 

W wakacje plaża, przez resztę roku grasz w hali. Nie masz czasem dosyć?

 

Nigdy nie miałam! Kiedy nie było treningów albo nie mogłam trenować, to nudziło mi się, nie miałam co robić w domu. Myślałam, że wykorzystam ten czas na nadrobienie zaległości w nauce, ale tak nie było. Po prostu nic nie robiłam i tylko marzyłam, żeby wrócić na trening. Po prostu już tak mam ułożone życie .

 

Jak trafiłaś do Wisły?

 

W Nowej Dębie rozgrywane były ćwierćfinały mistrzostw Polski kadetek, na które przyjechała Wisła. Tak jakoś wyszło, że trenerzy zaczęli rozmawiać i dostałam propozycję gry w Wiśle. No i zgodziłam się, bo wiadomo, że tutaj są większe perspektywy niż w Dębie. Tam co najwyżej pograłabym trochę w juniorkach, była trzecia liga. Może tam też powoli bym się rozwijała, ale wiadomo, że tutaj jest łatwiej .

 

Wiązało się to z przeprowadzką aż do Krakowa. Ciężko było podjąć decyzję?

 

Oczywiście. Długo zastanawiałam się nad decyzją, ale ostatecznie przeniosłam się. Najbardziej żal było mi zostawić moje koleżanki, bo wtedy nie wyobrażałam sobie życia bez nich. Spędzałyśmy razem niemal całe dnie. Teraz najważniejsze, że teraz nadal utrzymujemy kontakt ze sobą .

 

Weszłaś do drużyny, w której wszystkie dziewczyny się znały od lat. Ciężko było?

 

Szczerze mówiąc, to bardzo się tego obawiałam. Dziewczyny mówiły mi, że mogę się cieszyć, że tak miło zostałam przyjęta, bo wcześniej nowe zawodniczki średnio się odnajdowały. Szybko się jednak oswoiłam i nie miałam żadnych problemów z dogadaniem się z dziewczynami .

 

W tym samym czasie co ty do Wisły trafiły m.in. twoje rówieśniczki Marika i Klaudia Janota oraz Joanna Mokrzycka. Czy fakt, że was, „nowych” było więcej trochę pomógł?

 

Tak, bo wtedy masz świadomość, że jest jeszcze ktoś inny, kto czuje się tak, jak ty. Pierwszy raz przyjechałam tutaj na memoriał Józefa Moszczaka i Wandy Tumidajewicz. Z nowych byłam wtedy tylko ja i Aśka więc sporo rozmawiałyśmy. Później przyjechały jeszcze siostry, które na dodatek mieszkały niedaleko, więc szybko bliżej się poznałyśmy. Na memoriale dodatkowo towarzyszył mi stres związany z tym, że do końca nie było jasne czy będę grać w Wiśle. Chciałam się pokazać z jak najlepszej strony .

 

W tym samym czasie miałaś propozycję z Łańcuta.

 

Bardzo możliwe, ale często trener nie rozmawiał na takie tematy ze mną, tylko z moimi rodzicami. Dopiero później pytali mnie o zdanie .

 

Rodzice nie mieli obaw, że będziesz mieszkać tak daleko od domu?

 

Z pewnością. Jeśli miałabym tu sama przyjść, to pewnie byłyby one jeszcze większe, ale rodzice wiedzą, że sport jest dla mnie najważniejszy i też chcieli dla mnie jak najlepiej. Na szczęście, tak się złożyło, że razem ze mną przeprowadziła się tutaj moja siostra, która zaczęła studiować w Krakowie i to ona miała mnie pod opieką .

 

To chyba marzenie każdej nastolatki mieszkać tylko z siostrą, bez nadzoru rodziców. Jesteś zadowolona z tego, że mieszkacie tylko we dwójkę?

 

Wiadomo, że z siostrą ma się lepsze układy. Teraz, co prawda, zaczęła mnie bardziej pilnować, bo ona też wydoroślała. Na początku wydawało mi się, że to będzie super, bo będę mogła robić co chcę, nikt nie będzie mnie kontrolował, nikt nie będzie mi nic kazał. Teraz jednak gdy rodzina przyjedzie do Krakowa, albo ja pojadę do domu, to właśnie w takiej sytuacji nie muszę nic robić. A tak – na co dzień o wszystkim trzeba myśleć…

 

W ostatnim sezonie, w I lidze zadebiutowałaś w dość ważnym momencie, w meczu z Ostrowcem. Później wchodziłaś kiedy koleżankom nie szło, albo kiedy nabawiały się kontuzji w trakcie meczu. Odpowiadała ci taka rola?

 

Szczerze mówiąc, to łatwiej było mi wchodzić z ławki, bo wtedy wiedziałam, że nie mam nic do stracenia. Wiedziałam, że albo zagram dobrze i pomogę drużynie, albo po prostu się nie spiszę. Kiedy musiałam zagrać od pierwszej minuty to był już większy stres, bo nie wiedziałam jak mi pójdzie. Wchodząc na boisko w trakcie meczu nie ma się nawet czasu denerwować i myśleć nad tym co się ma robić – po prostu chce się zagrać jak najlepiej .

 

Teraz będziesz miała możliwość gry już nie w pierwszej, a w drugiej lidze. Co zadecydowało o tym, że nie utrzymałyście się? Młodość?

 

Sporo ludzi mówi, że to dlatego, że byłyśmy młodsze, niedoświadczone. Coś w tym na pewno było, bo w tym roku pierwszy raz, tak naprawdę, weszłyśmy w prawdziwa grę. Nie można jednak całej winy zwalać na to, bo wiadomo, że jak człowiek młody to i ambitny. Też chciałyśmy się pokazać i jak najlepiej zagrać. Poza tym, to nie było tak, że grałyśmy samymi młodymi zawodniczkami, bo były też starsze. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Najdziwniejsze jest to, że z zespołami, które były w czołówce tabeli potrafiłyśmy jakoś zagrać, a czasem i wygrać, a z tymi, z którymi miałyśmy teoretycznie większe szanse – jakoś nam się nie udawało .

 

Jesteś środkową czy skrzydłową?

 

Sama chciałabym wiedzieć (śmiech). To nie zależy ode mnie, ale od trenera. W Nowej Dębie grałam na środku, bo byłam najwyższa drużynie. Kiedy przyszłam tutaj, trener stwierdził, że lepiej będzie, jeśli przeniosę się na skrzydło. Nawet zaczęła mi odpowiadać ta rola, bo wydaje mi się, że na skrzydle łatwiej grać i – szczerze mówiąc – mniej się meczysz, bo nie musisz biegać do bloku z jednej strony siatki na drugą. Później grałam przez chwilę na prawym skrzydle. W juniorkach z kolei ktoś musiał zastąpić Natalię Środę, więc padło na mnie, bo już miałam jakieś doświadczenie .

 

Na której pozycji chciałabyś grać?

 

Wcześniej byłam przyzwyczajona do gry do środku, ale przez ten rok odzwyczaiłam się. Stałam się mniej obyta na tej pozycji i straciłam szybkość, dlatego teraz lepiej gra mi się na skrzydle. Pewnie gdybym grała cały czas na środku, to ta pozycja odpowiadałaby mi bardziej .

 

Na boisku, niezależnie czy dostaniesz „czapę”, czy wykonasz efektowny atak – wydajesz się być bardzo spokojna. A w rzeczywistości jak jest?

 

Rzeczywiście, wiele osób postrzega mnie jako bardzo spokojną, bo taka się wydaję być na pierwszy rzut oka, ale uważam, że tam w środku tkwi we mnie taka „szalona dusza”. Trzeba mnie bliżej poznać żeby to zauważyć. W rozgrywkach młodzieżowych można pozwolić sobie na pokazanie większej ilości emocji, ale tutaj, w seniorskiej drużynie, to już jest poważniejsza gra .

 

Ten spokój z pewnością przyda ci się za kierownicą, bo robisz teraz prawo jazdy.

 

No tak. Chodziłam już na kurs, ale ta kontuzja trochę mi przeszkodziła. Mam nadzieję, że szybko uda mi się zdać i będę mogła już jeździć .

 

Poruszanie się samochodem po Krakowie nie należy do miłych, bo jest tu spory ruch na ulicach. Nie zniechęca cię to?

 

Zupełnie nie. Najgorsze dla mnie jest parkowanie i tego typu rzeczy, ale z samą jazdą nie mam problemu .

 

Masz już jakiś wymarzony samochód?

 

Na razie nie, choć na początek wolałabym jakiś mały, żeby się nauczyć poruszania po mieście. Później zobaczymy, ale chciałabym mieć jakiś sportowy samochód .

 

Dziewczyny w drużynie nazywają cię Czesiu. Skąd się to wzięło?

 

Praktycznie z niczego. Kiedy przyszłam do drużyny, była moda na „Włatców móch” i Czesia, który tam gra. Siedziałyśmy wtedy z dziewczynami i pytały się mnie, jak przezwali mnie w Dębie. Odpowiedziałam, że po prostu po imieniu. Wtedy chyba Kinga rzuciła, że będę Czesiu. Wszyscy zaczęli się śmiać, no i tak już zostało .

 

*Rozmawiała Marzena Czernek

źródło: inf. własna, siatkowka.tswisla.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved